Boże Narodzenie - wspomnienia pani Todzi Odziomek
Dzisiaj jest: sobota, 18 kwietnia 2026 r. (108 d.r.)
Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy
M.Dzień Ochrony Zabytków, Ś.Dzień Krótkofalowca
Europejski Dzień Praw Pacjenta
Jutro (jeżeli będzie!): niedziela, 19 kwietnia 2026 r.
Alfa, Leonii, Tytusa
;) Dzień Czosnku,
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   ludzie ZP   |   miejsca, obiekty itp.   |   felietony, opracowania   |   kącik twórców   |   miejscowości ZP   |   ulice Proszowic   |   pożółkłe łamy...   |   RP 1944   | 
 |   artykuły dodane ostatnio   |   postacie   |   miejsca   | 
 wydarzenia 
 |   opracowania   |   ślady ZP   | 

serwis IKP / Skarby ZP / felietony, opracowania / wydarzenia / Boże Narodzenie - wspomnienia pani Todzi Odziomek



 warto pomyśleć?  
Jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba.
(podniesione z ulicy)

  artykuły popularne  
Proszowice styczeń 1945
Proszowice, 22-08-2025
 red.
Film Staszka Bernackiego z rekonstrukcji historycznej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Gniazdo - Ziemia Proszowicka w dniu 10 czerwca 2012...
Wyróżniono 2. "nasze"...
22-08-2025 red.
Jelenia Góra - PAMIĘTA!
1-08-2025 Andrzej Powidzki
w krakowskim Archiwum...
13-08-2025 Marcin Szwaja
18  kwietnia   - sobota
19  kwietnia   - niedziela
20  kwietnia   - poniedziałek
21  kwietnia   - wtorek
DŁUGOTERMINOWE:

NA SKRÓTY
  • prossoviana on-line

  • Rzeczpospolita Partyzancka 1944



  • Boże Narodzenie - wspomnienia pani Todzi Odziomek

    Odziomek Todzia lata 60. XX w. (fot. zbiory autorki)

    Nowe Brzesko, 30-12-2015

         Boże Narodzenie na wsi mego dzieciństwa, rozpoczyna się już we żniwa. Należało bowiem już wtedy wybrać snop dorodnego zboża z ziarnem, aby ustawić je w wigilię. Niektórzy gospodarze wybierali tylko żyto, a niektórzy robili snop ze wszystkich zbóż. Oprócz tego należało zrobić "Gwiazdkę" z prosa i pszenicy.

         Gwiazdka była robiona z nie całkiem dojrzałej pszenicy i prosa, aby można ją wygiąć i odpowiednio uformować. Zawieszało się ją w rogu chaty, a po Bożym Narodzeniu, w Trzech Króli, gospodarz wychodził w pole, rozplatał gwiazdkę i rozrzucał po polu dla ptaków. Po powrocie do domu czekał na niego gorący "szczodrak". Była to pleciona bułka, chałka, czasem z ciasta pozostawionego z pieczenia świątecznego, do tego kielich "przepalanki". Myślę, że jak się robi przepalankę, nie muszę tłumaczyć. Moja babcia się gniewała, "zabobony" - mówiła, ale szczodrak na dziadka zawsze czekał.

         Następnie jesienią, trzeba było usmażyć powidła. Palenisko robiono w ogrodzie, zakopywano kociołek ze śliwkami, gotowano powidła ze trzy dni i noce. Od czasu do czasu należało powidła przemieszać "kopyścią". Suszono też śliwki na specjalnych "laskach". Laska miała wymiar 2 m na 1,5 m. Dno było z wikliny, a boki z desek. Takie trzy laski, ze śliwkami, gruszkami, jabłkami, ustawiano jedną na drugiej, a pod spodem palono w specjalnie wykopanej jamce. Potem przekładano, zmieniano pozycję lasek, aby ususzyć owoce równomiernie. Można było suszyć w suszarni do tytoniu, ale wtedy zawsze śmierdziały tytoniem.

         Powidła i suszone śliwki z Kuchar i Śmiłowic były bardzo poszukiwane w miastach. Handlarki brały na plecy worek-plecak z tytoniem, cieniutko rżniętym, do rąk po dwa pięciolitrowe gary gliniane z powidłami (oczywiście garnki z Brzeska), do zanadrza "kenkarta" i parę groszy, i wąskotorówą z Kościelca do Krakowa na Kleparz. Oczywiście suszono też nitki z owocami nad kuchnią, przeważnie obierki z jabłek "spadów" - bo jabłka smażono, ale bez cukru, czasem trochę miodu dokładano do tej jabłecznej marmolady.

         I nie kłóćcie się ze mną, że tak nie było! Ja jestem z "ludu", to wiem jak było. Moi kochani - była taka bieda, że dzieciom tęskniącym za słodyczami gotowano buraki cukrowe. Smaczne, owszem!

         Na początku adwentu należało iść z rzepakiem do wyciskarki oleju, czyli do "olejorza". Moi bliscy chodzili do "olejorza" w Gruszowie. Zawsze wydawało mi się, że Gruszów jest większym miasteczkiem niż Nowe Brzesko, bo w Gruszowie była Gmina. (Mój pierwszy adres, to było: "Śmiłowice pod Kucharami, gmina Gruszów, poczta Nowe Brzesko; tak że w wyobraźni dziecka powstała wyższość Gruszowa nad Brzeskiem!).

    Jest również przysłowie o powolnym pracowniku: "robotnik od olejorza" - czyli powolny, leniwy.

         Na święta trzeba mąki, mąki pięknej, pytlowej. Gospodynie walczyły z gospodarzami o taką mąkę, a to przymilnością, a to otwarcie mówiły: "Nic się z takiej czarnej mąki nie uda!" No i była mąka pytlowa na święta, z młyna nad Szreniawą.

         Moi wujkowie wstydzili się młócić cepami, a prostej słomy trzeba w gospodarstwie na poszycie dachów i na powrósła, tak że dziadek zatrudniał wędrownych górali, i przeważnie przez tydzień słychać było rytmiczne "paf, paf - paf, paf". Bardzo podobał mi się ten obrzęd młocki - sianie, wianie, podmiatanie, machanie miotłą, nad wymłóconym zbożem. Robiłam sobie wagary, mówiłam że pięty mam obtarte, i siedziałam wpatrzona w stodołę.

         Jak była młócka młocarnią, to do szkoły pędziłam bladym świtem, bo nie lubiłam chodzić za kieratem. Jesienią przyjeżdżali smolarze ze smołą, węglem drzewnym, do żelazka, i dziegciem. Dziegciem smarowało się buty robocze. Koniom poobijane pęciny. Można było też u smolarza kupić naftę (przyjeżdżali aż spod Jasła). Nie była to nafta rafinowana, ale beczkę nafty trzeba było kupić.

         W adwencie dziadek zabrał mnie parę razy do Nowego Brzeska. Jak już pokonferował z weterynarzem, o swoich koniach, kupiliśmy w aptece, ocet, glistnik, krople walerianowe, jodynę i wodę utlenioną, trochę aspiryny, a czasem wodę kolońską "Chypre" i kolorowe pachnące mydełko - to szliśmy do restauracji. Dziadek, na złamane piwo z żółtkiem, a dla mnie krachle. Jak było zimno to dostawałam herbatę w kufelku po piwie, tak że to było piwo - herbata, do tego bułkę z miodem. Potem pani M. myła mnie w tej miedniczce co opłukiwała kufle, tak że ciągnęło ode mnie browarem - babcia krzyczała na nas obydwoje. Ale frajda była! Jeszcze kupowaliśmy bibułkę do owijania cukru w kostkach i łańcuchów na choinkę.

         Choinki miałam dwie, jedną którą ubierała mama po - krakowsku i drugą małą, podwieszoną pod sufitem, taka jak wszyscy: z orzechami, jabłkami, cukrem w kostce, ciastkami które nie rozmiękały i spadały. Ach! Żeby jeszcze śnieg spadł!

         Potem do sklepu do pani Głąbkowej, po drożdże i laske wanilii. "Uzganiać" jajek i w ogóle nabiału, i pieczemy ciasto! Ponad to było świniobicie w ukryciu, bo "Szwaby - Germańce" i okupacja. Świnki były hodowane w brodle, z dala od gospodarstwa, aby ich nie zakolczykowano. Przeważnie dziadek ubijał świnkę wspólnie z sąsiadami np. z Zapartami.

    Trochę mięsa i smalcu zabierali "Jędrusie".

    Mycie, kąpiele, strzyżenie, golenie, i od Wigilii kolędy przy świeczkach płonących na choince! Ale frajda!

    Wspomnienia w 2008 r spisała: Teodora Odziomek   


    idź do góry powrót

     
    strona redakcyjna

    regulamin serwisu

    zespół IKP

    dziennikarstwo obywatelskie

    legitymacje prasowe

    wiadomości redakcyjne

    patronat medialny

    kontakt z redakcją

    archiwum
     
    reklama w IKP

    szczegóły

    ceny




    ogłoszenia

     
    copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2025 Internetowy Kurier Proszowicki
    Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
    Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

    w nagłówku i stopce portalu wykorzystano zdjęcia autorstwa Damiana Króla - DZIĘKUJEMY!
    w nagłówku panorama Koniuszy, natomiast w stopce głowice kolumn (wejście na teren kościoła w Proszowicach od strony rynku)

    KONTAKT Z REDAKCJĄ