Morderstwo w cieniu romansu, czyli krwawy finał powrotu z zesłania
Dzisiaj jest: poniedziałek, 24 sierpnia 2026 r. (236 d.r.)
Bartosza, Jerzego, Maliny
 
Jutro (jeżeli będzie!): wtorek, 25 sierpnia 2026 r.
Belii, Ludwika, Luizy
 
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   M.Fatyga   |   zrzęda p.   |   A.Powidzki   |   H.Pomykalski   |   Z.Grzyb   |   W.Nowiński - wrześniowe...   |   Magdalena K.-G. - prawo dla...   | 

serwis IKP / działy autorskie / wrześniowe... (W.Nowiński) / Morderstwo w cieniu romansu, czyli krwawy finał powrotu z zesłania



 warto pomyśleć?  
Jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba.
(podniesione z ulicy)

  artykuły popularne  
Proszowice styczeń 1945
Proszowice, 22-08-2025
 red.
Film Staszka Bernackiego z rekonstrukcji historycznej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Gniazdo - Ziemia Proszowicka w dniu 10 czerwca 2012...
Wyróżniono 2. "nasze"...
22-08-2025 red.
Jelenia Góra - PAMIĘTA!
1-08-2025 Andrzej Powidzki
w krakowskim Archiwum...
13-08-2025 Marcin Szwaja
24  sierpnia   - poniedziałek
25  sierpnia   - wtorek
26  sierpnia   - środa
27  sierpnia   - czwartek
DŁUGOTERMINOWE:

NA SKRÓTY
  • prossoviana on-line

  • Rzeczpospolita Partyzancka 1944



  • Morderstwo w cieniu romansu, czyli krwawy finał powrotu z zesłania


    Proszowice, 22-08-2026

    (źródło: youtube.com)

    Na końcu tej historii leży martwa żona. Po drugiej stronie stoi kochanka jej męża - kobieta, która postanowiła usunąć rywalkę z małżeństwa przez usunięcie jej ze świata żywych. Pomiędzy nimi jest on: sprawca romansu, przedmiot pożądania, a zarazem człowiek, którego przedwojenna opowieść o zbrodni najchętniej spychała na dalszy plan.

         Dałoby się tę sprawę zamknąć w trzech słowach: miłość, zazdrość, morderstwo. Tak robiły gazety dwudziestolecia międzywojennego, rozsmakowane w krwawych szczegółach i kobiecych upadkach. W II Rzeczypospolitej zabójczyni była kimś więcej niż oskarżoną. Stawała się widowiskiem. Jej twarz trafiała na pierwsze strony, jej suknie oceniano niemal równie uważnie jak zeznania, a z każdego spojrzenia próbowano wyczytać skruchę, wyrachowanie albo obłęd.

         Tak było z Ritą Gorgonową, którą jeszcze przed prawomocnym wyrokiem obsadzono w roli wcielonego zła. Tak było z księżniczką Zofią Zytą Woroniecką, która siedmioma strzałami zakończyła burzliwy romans. Kilka lat później tłum chciał linczować Marię Zajdlową, zabójczynię własnej córki. Ich procesy zamieniały sale sądowe w teatry, a kobiety - niezależnie od różnic między poszczególnymi sprawami - w bohaterki zbiorowego koszmaru.

         Kochanka, która zabiła żonę swojego wybranka, pasowała do tej galerii aż nazbyt dobrze. Była jednocześnie uwodzicielką, rywalką i morderczynią: czarnym charakterem gotowym, zanim jeszcze prokurator uporządkował dowody. Tyle że prawdziwe zbrodnie rzadko układają się tak schludnie jak gazetowy nagłówek. Za jednym aktem przemocy ciągnie się zwykle długi łańcuch kłamstw, zależności i przemilczeń.

         Żeby zrozumieć, dlaczego jedna kobieta odebrała życie drugiej, trzeba więc cofnąć się do chwili, gdy nie było jeszcze ofiary ani zabójczyni. Było małżeństwo, pojawił się romans, a wraz z nim obietnice, których ktoś nie zamierzał dotrzymać. Dopiero później przyszła śmierć.

    Zesłaniec ze Szpitar

         Żoną była Zofia Haber. Kochanką - Anna Sawincewa. Mężczyzną, który połączył ich losy, Jan Haber: działacz polityczny, niedoszły legionista, zesłaniec, a po rewolucji z 1917 roku również współpracownik nowych rosyjskich władz. Zanim jednak cała trójka znalazła się w Szpitarach koło Nowego Brzeska, gdzie wydarzył się ten dramat, życie Habera zdążyło przybrać obrót, którego nie przewidziałby nawet autor sensacyjnej powieści.

         Jego los stanowi część dobrze znanej mieszkańcom Nowego Brzeska historii 34 mężczyzn z tego miasta i okolic, zesłanych w 1914 roku na Sybir. Większość z nich stanowili świeżo zrekrutowani żołnierze Legionów Polskich. Przed wymarszem na front otrzymali krótki urlop i wrócili w rodzinne strony. Wtedy ruszyła rosyjska ofensywa i Nowe Brzesko ponownie znalazło się pod władzą carską, a legioniści zostali odcięci od swoich oddziałów.

         Nie zdołali się ukryć. Zadenuncjowani przez "życzliwych" sąsiadów, 5 grudnia 1914 roku zostali aresztowani przez Rosjan, a następnie wywiezieni w głąb imperium. Nie wszyscy przeżyli zesłanie - kilku zmarło z głodu i wycieńczenia. Większość powróciła do kraju w latach 1916-1918. Dwóch postanowiło zostać w Rosji, gdzie założyli rodziny. Najdłużej nie wracał Jan Haber. W Polsce pojawił się dopiero cztery lata po odzyskaniu niepodległości.

         Urodził się 21 czerwca 1883 roku w Muniaczkowicach, leżących dziś w gminie Koniusza. Był synem miejscowych włościan, Jana i Wiktorii z Szopów małżonków Haber. Polityką interesował się od młodości. Na początku XX wieku przemycał z Krakowa do zaboru rosyjskiego zakazaną prasę i literaturę, a następnie zajmował się ich kolportażem. Od 1912 roku pracował na terenie nieistniejącej już dziś gminy Kowala. Tam nawiązał kontakty z działaczami politycznymi z Nowego Brzeska.

         Równolegle układał sobie życie rodzinne. W lutym 1909 roku w Iwanowicach poślubił pochodzącą z tamtejszej parafii Zofię Kurbiel. Małżonkowie doczekali się syna i dwóch córek; najmłodsza z dziewczynek zmarła przed ukończeniem pierwszego roku życia.

         Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej Haberowie przenieśli się do majątku Szpitary pod Nowym Brzeskiem. Należał on wówczas do Juliana Millera, spowinowaconego z rodziną. Jan najprawdopodobniej zarządzał dobrami w imieniu właściciela. Po śmierci Millera majątek przeszedł na własność Haberów. I to właśnie Szpitary miały się później stać miejscem rodzinnego dramatu.

    Więzień caratu, człowiek rewolucji

         Droga Jana na zesłanie prowadziła najpierw przez więzienie w Lublinie. Na początku 1915 roku przewieziono go przez Mińsk do Moskwy, gdzie przez wiele miesięcy czekał na proces. Wyrok zapadł dopiero 6 czerwca 1916 roku. Sąd wojenny skazał Habera na zesłanie do guberni permskiej na Uralu.

         Rewolucja całkowicie odmieniła jego położenie. Po przewrocie bolszewickim w 1917 roku niedawny więzień caratu zaangażował się w tworzenie wiejskich komitetów rewolucyjnych i werbowanie ochotników do Czerwonej Gwardii. W 1920 roku powierzono mu administrację sowchozów Meskużne i Bitzuj - państwowych gospodarstw rolnych organizowanych przez nowe władze.

    Z Uralu nie wrócił sam

         Do Polski Jan Haber powrócił 22 czerwca 1922 roku, dzień po swoich 39. urodzinach. Rozłąka z rodziną trwała ponad siedem lat. Nie wracał jednak sam.

         Towarzyszyła mu trzydziestoletnia Anna Sawincewa, wdowa po urzędniku kolejowym z guberni permskiej. Haber zaprzyjaźnił się z jej mężem podczas pobytu w Rosji. Po śmierci urzędnika relacja Jana i Anny przestała być jedynie znajomością dwojga osamotnionych ludzi. Sawincewa została jego kochanką.

         W ten sposób do żony i dzieci, które pozostawił w Polsce przed zesłaniem, Haber przywiózł kobietę poznaną na Uralu. Wojenna odyseja dobiegła końca. W Szpitarach rozpoczynała się historia, której finałem miało być morderstwo.

    Strzał w południe

         Przebieg wydarzeń znamy z raportu Policji Państwowej w Proszowicach z 3 września 1922 roku i aktu oskarżenia z 14 października tego samego roku. Dokumenty przedstawiają wersję śledczych i prokuratury, nie zaś prawomocne ustalenia sądu. Oskarżeni zaprzeczali stawianym im zarzutom.

         Po przyjeździe do Polski Anna Sawincewa przez kilka dni mieszkała u Haberóww Szpitarach, później przeniosła się do brata Jana zamieszkałego w Obrażejowicach. Pod koniec sierpnia Haber ponownie sprowadził ją do Szpitar, gdzie miała szyć bieliznę i ubrania dla jego rodziny. W aktach Sawincewa występuje jako krawcowa, ale Zofia Haber uważała ją za kochankę męża. Stosunki małżonków były już wtedy bardzo złe: ona zarzucała Janowi romans, on wypominał jej mężczyzn, którzy mieli ją odwiedzać podczas jego pobytu w Rosji.

         Rankiem 30 sierpnia Jan pojechał z synem Józefem i Andrzejem Machnikiem na jarmark do Proszowic. W domu pozostali Zofia, Anna, córka Haberów Wincentyna, kucharka Franciszka Wrona oraz parobek Jakub Migas. Około południa Zofia wróciła zmęczona z łąki i położyła się w pokoju obok kuchni. Wincentyna, na prośbę matki, nakryła jej nogi czerwoną chustką, po czym wyszła do ogrodu. Zofia zasnęła.

         Wkrótce padł strzał. Wincentyna zeznała, że pobiegła do mieszkania i zobaczyła w kuchni bladą, drżącą Annę. Sawincewa powiedziała, że ktoś strzelił, lecz nie pozwoliła dziewczynce wejść do pokoju matki. Zabrała ją do ogrodu, obiecując wspólną zabawę.

         Kucharka twierdziła, że huku nie słyszała. Wracając z chlewa, spotkała jednak zdenerwowaną Annę. Sawincewa mówiła, że boi się człowieka nazwiskiem Gołdyn, a następnie zapytała Wronę, czy słyszała strzał. Według Wincentyny po przyjeździe policji Anna poleciła jej zeznać, że przed zabójstwem widziała Gołdyna w domu. Nikt z pracujących w pobliżu nie potwierdził obecności obcego mężczyzny.

    "To zrobił jakiś chłop"

         Ciało odnaleziono dopiero po powrocie Jana. Franciszka Wrona nie mogła dobudzić gospodyni, a drzwi od strony kuchni były zamknięte. Obeszła więc dom i weszła innym wejściem. Zofia leżała na łóżku z raną postrzałową głowy. Jej twarz przykrywała zakrwawiona bluzka, którą wcześniej oddała Annie do naprawy. Na podłodze znajdowała się kartka z napisem: "To zrobił jakiś chłop", obok zaś ołówek należący do Jana Habera.

         Policjanci przybyli około godziny piętnastej. Stwierdzili, że rana postrzałowa była opalona i okopcona, co wskazywało na strzał z bardzo małej odległości. Sekcja zwłok wykazała, że pocisk utkwił w mózgu. Rewolweru nie odnaleziono.

    Poszlaki przeciwko Annie

         Podejrzenie niemal od razu padło na Sawincewą. Starszy przodownik Wojciech Lewicki zeznał, że Zofia już wcześniej skarżyła się na romans męża i zabiegała o wydalenie Anny jako cudzoziemki. Miała też mówić, że obawia się o życie, ponieważ Sawincewa posiada broń. Handlarze ze Słomnik rozpoznali w Annie kobietę, która pytała ich o możliwość kupna rewolweru.

         Najpoważniej obciążył ją Jakub Migas. Twierdził, że kilka miesięcy wcześniej Sawincewa zaprosiła go do swojego pokoju w Obrażejowicach, poczęstowała wódką i kiełbasą, po czym zapytała, czy nie zastrzeliłby Zofii. Gdy odmówił, miała wsunąć mu do kieszeni dwa tysiące marek (ówczesna polska waluta) i nakazać milczenie. Pieniądze dołączono do akt.

         Anna nie przyznała się do winy. Utrzymywała, że spała na sianie na strychu, a po usłyszeniu huku zeszła do kuchni i poszła z Wincentyną do ogrodu. O śmierci Zofii miała się dowiedzieć dopiero po powrocie Jana. Policjanci uznali tę wersję za niewiarygodną: na sianie nie znaleźli śladu, że ktoś na nim leżał, a jej słowom przeczyły zeznania Wincentyny i kucharki.

         Śledczy zabezpieczyli kartkę, ołówek, zakrwawioną bluzkę, pocisk, pieniądze przekazane Migasowi i anonimowe listy do Jana. Nie ustalili jednak, kto napisał zdanie o nieznanym "chłopie". Brakowało też broni, przyznania się do winy oraz świadka samego zabójstwa.

         Prokuratura na podstawie poszlak oskarżyła Annę o zastrzelenie Zofii, a Jana o nakłanianie kochanki do zbrodni. Haber stwierdził, że w chwili zabójstwa był w Proszowicach, lecz zaprzeczył podżeganiu. Anna pozostała w więzieniu; wobec Jana prokurator zaproponował zwolnienie za kaucją miliona marek.

    Oboje winni

         Treść wyroku pierwszej instancji można odtworzyć z późniejszego orzeczenia apelacyjnego. 3 marca 1924 roku Sąd Okręgowy w Sosnowcu uznał winnymi oboje oskarżonych. Annę skazał na osiem lat ciężkiego więzienia za zabójstwo, Jana - na dziesięć lat za podżeganie. Oboje złożyli apelacje.

         Jeszcze przed procesem, jesienią 1923 roku, Haber ożenił się ponownie - ze swoją kuzynką. Okoliczność ta stała się później jednym z argumentów przemawiających na jego korzyść.

    Skazana kochanka, uniewinniony mąż

         23 czerwca 1925 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie stwierdził, że pierwsza instancja nie wskazała żadnego konkretnego faktu dowodzącego, iż to Jan namawiał Annę do morderstwa. Oskarżenie opierało się przede wszystkim na założeniu, że chciał pozbyć się żony, aby zamieszkać z kochanką. Tymczasem jego ślub z inną kobietą przeczył, zdaniem sędziów, takiemu planowi.

         W uzasadnieniu pojawił się argument charakterystyczny dla epoki: jako właściciel około stu mórg ziemi Haber mógł utrzymywać kochankę w pobliżu majątku również za życia żony, nie potrzebował więc zbrodni, aby kontynuować romans. Sąd przywołał też zeznanie Antoniny Haber (siostry Jana), według której Anna przyjechała do Szpitar na prośbę samej Zofii, by szyć dla rodziny.

         Nieobecności Jana w dniu morderstwa również nie uznano za zaplanowane alibi. Świadkowie zeznali, że namawiał Zofię na wspólny wyjazd do Proszowic, lecz ta odmówiła, tłumacząc się zmęczeniem. Gdyby pojechała, ewentualny uzgodniony wcześniej plan zabójstwa nie mógłby się powieść.

         Pierwszy sąd podejrzewał ponadto, że Jan napisał jeden z anonimowych listów z pogróżkami, aby odsunąć od siebie podejrzenia. Biegły powołany w apelacji stwierdził jednak, że pismo nie przypomina charakteru pisma Habera, wykazuje za to podobieństwo do pisma Sawincewej. Wobec braku dowodów podżegania Sąd Apelacyjny uchylił wyrok Jana i prawomocnie go uniewinnił.

         Inaczej oceniono sprawę Anny. Sędziowie uznali, że zeznania domowników, handlarzy ze Słomnik i osób pracujących przy domu tworzą spójny łańcuch poszlak. Sawincewa była na miejscu, zachowywała się nerwowo, nie dopuściła córki do pokoju matki i próbowała skierować podejrzenie na chłopa nazwiskiem Gołdyn. Nikt nie widział jednak obcego w pobliżu domu.

         Za motyw uznano nadzieję, że po śmierci Zofii Anna poślubi właściciela stumorgowego gospodarstwa, zostanie "panią domu" i zapewni sobie dostatni byt. Ten sam sąd podważył zatem romans jako motyw działania Jana, ale przyjął go w odniesieniu do Sawincewej.

         Jej winę uznano za udowodnioną, złagodzono jedynie karę. Ponieważ od 2 września 1922 roku przebywała w więzieniu, osiem lat uznano za karę zbyt surową i skrócono ją do sześciu lat ciężkiego więzienia. Sawincewą obciążono także kosztami obu instancji w wysokości 480 złotych.

         Finał procesu był przewrotny. Anna pozostała w więzieniu jako zabójczyni pierwszej żony Jana. On sam, początkowo skazany na dziesięć lat, został oczyszczony z zarzutu podżegania. Pomogło mu w tym między innymi to, że przed zakończeniem sprawy zdążył poślubić własną kuzynkę.

    Wyrok bez wszystkich odpowiedzi

         Akta sądowe nie dają jednak odpowiedzi na wszystkie pytania. Nigdy nie odnaleziono rewolweru, nikt nie widział chwili oddania strzału, nie ustalono też autora kartki mającej skierować podejrzenie na nieznanego "chłopa". Sąd uznał łańcuch poszlak za wystarczający, lecz część tajemnic pozostała w zamkniętym pokoju w Szpitarach.

         Najciszej w tej historii brzmi głos Zofii. Wiemy, że obawiała się o życie i prosiła policję o pomoc. W dniu śmierci wróciła z łąki, położyła się odpocząć i poprosiła córkę, by nakryła jej nogi czerwoną chustką. Później przemawiali już za nią świadkowie, śledczy i sędziowie. W opowieści pełnej romansu, podejrzeń i sądowych zwrotów to ona zapłaciła najwyższą cenę.

    opracowanie: Wojciech Nowiński   


    idź do góry powrót

     
    strona redakcyjna

    regulamin serwisu

    zespół IKP

    dziennikarstwo obywatelskie

    legitymacje prasowe

    wiadomości redakcyjne

    patronat medialny

    kontakt z redakcją

    archiwum
     
    reklama w IKP

    szczegóły

    ceny




    ogłoszenia

     
    copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2025 Internetowy Kurier Proszowicki
    Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
    Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

    w nagłówku i stopce portalu wykorzystano zdjęcia autorstwa Damiana Króla - DZIĘKUJEMY!
    w nagłówku panorama Koniuszy, natomiast w stopce głowice kolumn (wejście na teren kościoła w Proszowicach od strony rynku)

    KONTAKT Z REDAKCJĄ