"Przygody Franka karierowicza tom II" odc. 15 - u rodziców Justynki w górach
Dzisiaj jest: piątek, 17 kwietnia 2026 r. (107 d.r.)
Anicety, Klary, Rudolfina
;) Światowy Dzień Kostki Rubika
;) Międzynarodowy Dzień Paskudy
Jutro (jeżeli będzie!): sobota, 18 kwietnia 2026 r.
Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy
M.Dzień Ochrony Zabytków, Ś.Dzień Krótkofalowca
Europejski Dzień Praw Pacjenta
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   M.Fatyga   |   zrzęda p.   |   A.Powidzki   |   H.Pomykalski   |   Z.Grzyb   |   W.Nowiński - wrześniowe...   |   Magdalena K.-G. - prawo dla...   | 

serwis IKP / działy autorskie / przygody franka karierowicza II (Z.Kuliś) / "Przygody Franka karierowicza tom II" odc. 15 - u rodziców Justynki w górach



 warto pomyśleć?  
Jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba.
(podniesione z ulicy)

  artykuły popularne  
Proszowice styczeń 1945
Proszowice, 22-08-2025
 red.
Film Staszka Bernackiego z rekonstrukcji historycznej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Gniazdo - Ziemia Proszowicka w dniu 10 czerwca 2012...
Wyróżniono 2. "nasze"...
22-08-2025 red.
Jelenia Góra - PAMIĘTA!
1-08-2025 Andrzej Powidzki
w krakowskim Archiwum...
13-08-2025 Marcin Szwaja
17  kwietnia   - piątek
18  kwietnia   - sobota
19  kwietnia   - niedziela
20  kwietnia   - poniedziałek
DŁUGOTERMINOWE:

NA SKRÓTY
  • prossoviana on-line

  • Rzeczpospolita Partyzancka 1944



  • "Przygody Franka karierowicza tom II" odc. 15 - u rodziców Justynki w górach

    (fot. ikp)

    Donosy, 5-08-2019

    odcinek 15 - podroż z Justynką w góry

         Ludzi był pełny kościół, więc nie wchodzili do środka, tylko stanęli obok kościoła na świeżym powietrzu i tu jak wiele innych osób uczestniczyli we mszy świętej. Jak zwykle podczas takich uroczystości msza trochę się przeciągnęła, a po nabożeństwie poszli pomiędzy odpustowe stragany. Chodzili i oglądali różne świecidełka i chociaż chcieli sobie wzajemnie coś kupić, to jednak ostatecznie z tego zamysłu zrezygnowali, bo co by sobie ludzie pomyśleli? Zaraz ktoś mógł stworzyć plotkę, że narzeczonego nie stać na porządny prezent, tylko odpustowe świecidełka kupuje. Natknęli się spacerując na kram z lodami i zafundowali sobie wzajemnie dużego loda. Lody bardzo lubili oboje.

         Pięknie oboje wyglądali jako para, dlatego gapiących się na nich było dużo, tym bardziej, że zobaczyli faceta nieznajomego przy boku Justynki. Jakaś pani w średnim wieku, tak się na nich zapatrzyła, że weszła na drugą kobietę idącą z przeciwka i tak ją potrąciła, że tamta się zatoczyła i upadła na wózek z dzieckiem pchany obok przez młodą matkę. Dziecku nic się nie stało, ale ta kobieta pierwsza, trzymała w ręce loda, którego ta gapowiczka jej wytrąciła, a on z całym rozmachem wpadł jej za zbyt luźny dekolt i rozpaćkał się cały brudząc jej nowiutką sukienkę. I dopiero się zaczęło. O mało nie złapały się za włosy, ale na to szczęście nadszedł znajomy jednej z nich, wziął ją pod rękę i poszli. W ten sposób "wojna" została zażegnana.

         Tak spacerując Justynka i Franek napotykali dużo jej znajomych, którzy przystawali, zamieniali kilka słów, pospolite "co słychać" i szli dalej. Byli i tacy, którzy chcieli by sobie uciąć dłuższą pogawędkę, ale tu i teraz nie było na to czasu. Bowiem przy koniach stał ojciec, więc nie trzeba było nadwyrężać jego cierpliwości.

    odpust w górach (fot. limanowa.in)

         Wreszcie skierowali się ku miejscu gdzie stały konie z bryczką i tam ojciec i matka już na nich czekali. Tu okazało się, że jednak chłopak przyszedł do pilnowania koni i ojciec mógł swobodnie uczestniczyć we mszy świętej. Wsiedli do bryczki i pojechali do domu wiejską drogą wzbijając tumany kurzu W krótkim czasie byli w domu. Franek pomógł ojcu wyprzęgnąć konie i zaprowadzić do stajni, a tam zdjąć uprząż i powiesić ją na swoim miejscu. Ojciec był zadowolony, że Franek nie patrzył, że się ubrudzi i pomógł mu przy koniach. Roboty przy tym było niewiele, ale ważne, że ma chęci i się do niej rwie.

         Zanim panowie oporządzili konie, panie już zdążyły podgrzać obiad, a gdy weszli do domu akurat w tym czasie podawały na stół. I wszyscy zasiedli do obiadu, rozmawiając wesoło. Ojciec był bardzo ciekawy, jak tam u Franka prowadzi się gospodarstwo rolne, jak uprawa tytoniu i buraków cukrowych, bo w ich okolicy nikt tych roślin nie uprawia, ponieważ gleba jest słaba. W górach mówił, to przeważnie owies i żyto, i hodowla owiec. Przy tym temacie zatrzymali się dłużej, bo to był ich wspólny temat. Rozmowom nie było końca do chwili dokąd Justyna z matką nie zareagowały i zaproponowały zmianę tematu.

         Zaczęła matka. Słuchajcie młodzi. Skoro już się zaręczyliście, to może czas pomyśleć o weselu. Zapadła cisza. Pierwszy odezwał się ojciec. Mnie się żono wydaje, że najpierw należałoby wziąć ślub, a po ślubie wesele, a ty od razu z weselem wyjechałaś. No widzicie, znalazł się mądry, powiedziała matka. Tak jak byś nie wiedział, że mam przede wszystkim ślub na myśli. Nie dałeś mi skończyć, a ja jeszcze nie dokończyłam. Otóż chciałam jeszcze powiedzieć, że nie zróbcie tak ze ślubem jak z zaręczynami. A jak zrobiliśmy z zaręczynami? Zapytała Justynka. Już zapomniałaś, że nawet rodzonej matce i ojcu o tym nie powiedzieliście. Na to Justynka. Mamo, tam były inne okoliczności. Franek, tak mnie zaskoczył tymi zaręczynami, że nie wiedziałam jak postąpić. Ja też o tym nie wiedziałam. Nic nie było ustalane między nami. Po obiedzie nagle uklęknął przede mną z pierścionkiem w ręku i zapytał czy wyjdę za niego? Co miałam odpowiedzieć, jak postąpić? Miałam powiedzieć: poczekaj Franuś około dwa tygodnie, odpowiem ci jak się zapytam rodziców? Po tych słowach śmiech wybuchł przy stole i na tym temat zaręczyn zakończono.

    No to kiedy planujecie ślub wziąć? Drążyła nadal matka. No na pewno nie w tym roku, chyba na drugi rok na wiosnę lub latem. Tak długo? Zaprotestowali rodzice. A dlaczego się mamy spieszyć? Jak jesteśmy dla siebie przeznaczeni, to do przyszłego roku dotrwamy, a jak się mamy rozejść po ślubie, to lepiej teraz. Tak naprawdę, to na ten temat z Frankiem jeszcze nie rozmawialiśmy. Rozmawialiśmy w ogóle o ślubie, ale terminu nie ustalaliśmy, więc wszystko przed nami. Przecież do wiosny nie jest tak długo, czas szybko zleci ,weźmiemy ślub i zrobimy weselisko na całą okolicę. Najlepiej, to ten temat dzisiaj zostawmy w spokoju. My z Franusiem pogadamy na ten temat i ustalimy odpowiednią datę.

    przejażdżka dorożką (fot. villafiore.pl)

    W ich wiosce dzisiaj, jak w każdy odpust jest zabawa, to może na nią pójdziemy i pobawimy się trochę wśród moich znajomych, a i ciebie też z niektórymi zapoznam. Pewno, że pójdziemy, powiedział Franek, ale to chyba jeszcze trochę zawczasu. No nie tak bardzo. U nas zabawy rozpoczynają się wcześniej. To pójdziemy wtedy, kiedy zechcesz. Wyszli na dwór, pochodzili po podwórzu, Franek popatrzył na piętrzące się w oddali góry i podziwiał bardzo piękną okolicę. Wracać będą dopiero następnego dnia po południu, więc czasu mieli dosyć, żeby to i owo zobaczyć.

         Kiedy Justynka uważała, że już czas iść na zabawę, poprawiła włosy, Franka obejrzała wokoło, czy ubrania nie pobrudził, wzięli się pod ręce i poszli w kierunku centrum wioski. Franka zachwyciła piękna remiza jaką tam mieli, wybudowana z drewna jeszcze przed wojną, przetrwała trudne czasy, a po wojnie trochę wyremontowana służy z powodzeniem miejscowej ludności. Zaledwie przystanęli doszło do nich kilka osób, dziewczyn i chłopców. Wypytywali Justynkę jak się miewa, a ona zobowiązana była każdemu odpowiedzieć bardziej lub mniej szczegółowo. Niektórzy pytali o to szczerze, a inni tylko dla formalności, byle mieć pretekst do zagadania kilka słów i zobaczenie z bliska Franka. Justynka musiała jego wszystkim przedstawiać, oczywiście jako narzeczonego.

         Kiedy zabawa rozkręciła się na dobre poszli zatańczyć, czego się nie musieli wstydzić, bo tańczyli już niejednokrotnie, nawet w lokalach w Nowej Hucie, a i w mieszkaniu Justynki też tańczyli przy adapterze, tak sobie z nudów, a i dla treningu. Dużo gapiów zwracało na nich uwagę i to nic dziwnego, bo zapewne wszędzie gdzie się zjawi ktoś nowy wzbudza zainteresowanie. Tańczyli z zapałem, a w przerwach wypili trochę wina, zwykłego jabłcoka marki "patykiem pisane". Franek zwracał uwagę na grającego akordeonistę i jego harmonię, która była trochę inna niż jego, ale wielkością podobna. Chodziły mu po głowie myśli, żeby na niej zagrać, ale nie chciał się ujawniać, że on też potrafi grać, a jak mu źle wyjdzie, to będzie obciach. Niby sprzęt taki sam, a jednak inny, do którego Franek nie jest przyzwyczajony, Nawet długość paska w takim wypadku może mu przeszkadzać. Tańczyli, a chęć zagrania była silniejsza i bez przerwy zaprzątała mu głowę.

    cdn.

    Zdzisław Kuliś   

    U rodziców Justynki w górach

    Jazda w góry dość długo trwała,
    Ale w tym czasie tak się jeździło.
    Po zajeździe miła niespodzianka ich spotkała
    O której Frankowi nawet się nie śniło.

    Akurat trafili na odpust w ich kościele
    O czym Justynka na pewno wiedziała.
    Wcześniej na ten temat nie mówiła wiele,
    Bo Frankowi niespodziankę sprawić chciała.

    A zatem pojechali piękną bryczką do kościoła
    W parę udekorowanych koni zaprzęgniętą.
    Justynka przez cały dzień była wesoła
    Jak przystoi w coroczne parafialne święto.

    Już przed kościołem duże zainteresowanie wzbudzili.
    Liczni znajomi chcieli chociaż kilka słów zamienić.
    Wszyscy napotkani byli bardzo mili,
    A niektórzy wprost pytali, czy mają zamiar się ożenić?

    Najczęściej Justynka odpowiadała uśmiechem,
    Co znajomi różnie to odbierali.
    Trzymała się za ręce z ukochanym człowiekiem
    I na uśmiech odpowiadała uśmiechem.

    Zdzisław Kuliś; Donosy, 13 lipca 2019


    idź do góry powrót

     
    strona redakcyjna

    regulamin serwisu

    zespół IKP

    dziennikarstwo obywatelskie

    legitymacje prasowe

    wiadomości redakcyjne

    patronat medialny

    kontakt z redakcją

    archiwum
     
    reklama w IKP

    szczegóły

    ceny




    ogłoszenia

     
    copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2025 Internetowy Kurier Proszowicki
    Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
    Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

    w nagłówku i stopce portalu wykorzystano zdjęcia autorstwa Damiana Króla - DZIĘKUJEMY!
    w nagłówku panorama Koniuszy, natomiast w stopce głowice kolumn (wejście na teren kościoła w Proszowicach od strony rynku)

    KONTAKT Z REDAKCJĄ