Wolność, niezłomność, odwaga, optymizm
Dzisiaj jest: środa, 6 maja 2026 r. (126 d.r.)
Beniny, Filipa, Judyty
;) Międzynarodowy Dzień Bez Diety
Jutro (jeżeli będzie!): czwartek, 7 maja 2026 r.
Augusta, Gizeli, Ludomiry
Europejski Dzień e-Aktywności Obywatelskiej
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   ludzie ZP   |   miejsca, obiekty itp.   |   felietony, opracowania   |   kącik twórców   |   miejscowości ZP   |   ulice Proszowic   |   pożółkłe łamy...   |   RP 1944   | 
 |   lista postaci   |   przyjaciele regionu   |   stąd pochodzili   | 
 "zwykli - niezwykli" 
 |   ludzie Rzeczpospolitej Partyzanckiej 1944   |   "katyńczycy"   | 

serwis IKP / Skarby ZP / ludzie ZP / "zwykli - niezwykli" / Wolność, niezłomność, odwaga, optymizm



 warto pomyśleć?  
Jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba.
(podniesione z ulicy)

  artykuły popularne  
Proszowice styczeń 1945
Proszowice, 22-08-2025
 red.
Film Staszka Bernackiego z rekonstrukcji historycznej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Gniazdo - Ziemia Proszowicka w dniu 10 czerwca 2012...
Wyróżniono 2. "nasze"...
22-08-2025 red.
Jelenia Góra - PAMIĘTA!
1-08-2025 Andrzej Powidzki
w krakowskim Archiwum...
13-08-2025 Marcin Szwaja
6  maja   - środa
7  maja   - czwartek
8  maja   - piątek
9  maja   - sobota
DŁUGOTERMINOWE:

NA SKRÓTY
  • prossoviana on-line

  • Rzeczpospolita Partyzancka 1944



  • Wolność, niezłomność, odwaga, optymizm
    Bolesław Markocki

    Bolesław Markocki z rodziną
    (zbiory rodzinne)

    22-11-2007

         Różnica między ludźmi polega na ilości i rodzaju doświadczeń, które zapoznają ich z najmroczniejszymi oraz najszlachetniejszymi stronami ich charakteru. O tym, czy człowiek zapragnie w życiu krzywdzić czy uszczęśliwiać, niszczyć czy budować, brać czy dawać, decyduje w przeważającym stopniu otoczenie, w którym dorastał. Tak istotna cecha jak niezłomność również nie bierze się z niczego - kiełkuje, a potem wrasta swymi korzeniami i cementuje charakter człowieka. Jednak ponad tym wszystkim stoi cecha, do której dążenie słynny psycholog Antoni Kępiński nazwał największą siłą człowieka. Miał na myśli dążenie do wolności.

         Wolność. Niezłomność. Odwaga. Optymizm. To tylko cztery słowa i aż cztery słowa. Klucz niezbędny do opisania sylwetki Bolesława Markockiego. To dzięki nim podtrzymywał na duchu współwięźniów w czasie wywózki na roboty przymusowe do Niemiec i to one zdecydowały o jego powrocie do wyniszczonej wojną, a potem zasmuconej socjalizmem ojczyzny. Widocznie wiedział, co robi skoro w wieku 39 lat ożenił się z młodszą o 17 lat miłością swojego życia o imieniu Lidia. Od tego momentu z zapałem realizował swoją pasje tworzenia, nieustannego budowania, spacerując od wczesnych godzin rannych po placu ciągle rozbudowanej cegielni. Działał na jej terenie niczym na placu boju jako strateg, obserwator, a przede wszystkim jako przyjacielski i odnoszący się z szacunkiem do swoich pracowników szef.

         Dzięki poczuciu stabilizacji, które dawała mu rodzina, mógł nieustannie rozwijać się zawodowo. Był świadomy tego, że córki, a potem ukochane wnuki, są naturalnym przedłużeniem jego życia. Choć nie skończył studiów (co spowodowane było ciężką sytuacją materialną i burzliwym okresem w dziejach Polski) samodzielnie projektował i wykonywał obliczenia potrzebne do skonstruowania wysokiego na 35m komina w cegielni. Był samoukiem, świetnym obserwatorem przyrody, która była dla niego istotnym źródłem inspiracji.

         Wierzył w postęp cywilizacyjny, moralny i duchowny. Zawsze mierzył najwyżej, a wyzwanie było motorem jego działania. Powtarzał, że odkąd nauczył się liczyć, liczył tylko na siebie. Jednak nigdy nie odmawiał wsparcia słabszym, wręcz wychodził im z pomocą naprzeciw. Miał dystans do siebie i świata. Na krok nie odstępowało go poczucie humoru. Uwielbiał towarzystwo, dlatego zawsze z otwartymi rękami przyjmował każdego, kto zapukał do jego drzwi. Zresztą miało się wrażenie, że dom państwa Markockich nie miał drzwi, bowiem był dosłownie i w przenośni domem otwartym. Atmosferę domowych uroczystości tworzyli przede wszystkim goście, niekończące się salwy śmiechu oraz pieczołowicie przygotowane przez żonę specjały. Tradycja przyjęć imieninowych, zjeżdżanie się do rozświetlonego pozytywną energią domu było dla wszystkich gości sposobem na oderwanie się od czarno - białej rzeczywistości. Śmiem przewrotnie twierdzić, iż był to rodzaj sacrum, choć nie da się ukryć, zakrapianego alkoholem. Najbardziej zaufanymi powiernikami planów i myśli gospodarza domu byli ks. Witold Sobierajski oraz pan Ludwik Cęckiewicz, jak również blisko zaprzyjaźnieni państwo Krystyna i Antoni Cęckiewiczowie, państwo Kwiatkowscy, państwo Srogowie, dr Maciej Biernat i pani Milewska.

         Trzeba przypomnieć, że zwłaszcza na przełomie lat 50. i 60. XX wieku Bolesław Markocki zmagał się z drapieżnymi urzędnikami. Cerberami socjalistycznego "porządku", którzy często nawiedzali go "proponując współpracę". Za tymi słowami kryło się rzecz jasna upaństwowienie Zakładu Ceramiki Budowlanej. Stosowanie licznych forteli, umiejętność psychologicznej oceny i odróżnienia marnego urzędniczyny od krwiożerczego kontrolera sprawiały, że wiedział z kim i na jaki ton rozmowy może sobie pozwolić. Miał odwagę mówić to, co myślał prosto w oczy. Nie znosił cichych wrogów oraz fałszu. Z drugiej strony wierzył w ludzi i wiedział, komu może zaufać.

         Mógł zginąć podczas wojny biorąc udział w obronie Warszawy w 1939 roku, gdy wywieziono go na roboty przymusowe do Niemiec, wielokrotnie ryzykując życiem za honor Polski oraz gdy boso wykradał z kolegą kartki żywnościowe, żeby następnego dnia znów spotkać się w pełnym składzie. Okazało się, że nie chleb, który zdobywał, ale siła ducha była dla współwięźniów tym, czym mogli się pokrzepić. Gdy zapalenie stawów uniemożliwiło mu chodzenie o własnych siłach, koledzy nosili go do fabryki na rękach, by nie utracić tego, który dawał im nadzieję. Słowa Heinricha Hein`a idealnie oddają sens jego walki o przetrwanie: "Człowiek silny kocha życie". Kolejnym potwierdzeniem jego odwagi jest list, który na wieść o śmierci Towarzysza Broni "Bolusia" przysłał mu kolega, pan Mieczysław Prześlica.

         Po powrocie do Polski Bolesław Markocki nigdy nie wstąpił do żadnej z organizacji kombatanckich, bo uważał, że służenie ojczyźnie jest obowiązkiem każdego patrioty i również jego obowiązkiem jest nieczerpanie z tego tytułu żadnych profitów.

         Ilekroć patrzę na portret dziadka, moją uwagę przyciąga fenomen jego spojrzenia, które wybiega gdzieś daleko w przyszłość. Często zastanawiając się, co by mi powiedział, zasiadam w jego fotelu i kontynuuję myśli, które w nim zostawił. "Obyś żył przez wszelkie dni swego życia" życzył człowiekowi Jonatan Swift. On żył, a pamięć o nim wciąż bije w rytm bicia naszych serc.

    Karolina Markocka (wnuczka)   


    idź do góry powrót

     
    strona redakcyjna

    regulamin serwisu

    zespół IKP

    dziennikarstwo obywatelskie

    legitymacje prasowe

    wiadomości redakcyjne

    patronat medialny

    kontakt z redakcją

    archiwum
     
    reklama w IKP

    szczegóły

    ceny




    ogłoszenia

     
    copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2025 Internetowy Kurier Proszowicki
    Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
    Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

    w nagłówku i stopce portalu wykorzystano zdjęcia autorstwa Damiana Króla - DZIĘKUJEMY!
    w nagłówku panorama Koniuszy, natomiast w stopce głowice kolumn (wejście na teren kościoła w Proszowicach od strony rynku)

    KONTAKT Z REDAKCJĄ