Marketingu strachu. Czy dzieci potrzebują produktów do detoksu?
Dzisiaj jest: środa, 22 kwietnia 2026 r. (112 d.r.)
Łukasza, Kai, Nastazji
M.Dzień Ziemi
Jutro (jeżeli będzie!): czwartek, 23 kwietnia 2026 r.
Ilony, Jerzego, Wojciecha
Ś.Dzień Książki i Praw Autorskich, Dzień Geografa
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   kultura-oświata   |   sport   |   społeczeństwo   |   mieszkańcy   |   natura   |   w szerszej perspektywie   |   krytycznym okiem   | 

serwis IKP / w szerszej perspektywie / Marketingu strachu. Czy dzieci potrzebują produktów do detoksu?



 warto pomyśleć?  
Jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba.
(podniesione z ulicy)

  artykuły popularne  
Proszowice styczeń 1945
Proszowice, 22-08-2025
 red.
Film Staszka Bernackiego z rekonstrukcji historycznej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Gniazdo - Ziemia Proszowicka w dniu 10 czerwca 2012...
Wyróżniono 2. "nasze"...
22-08-2025 red.
Jelenia Góra - PAMIĘTA!
1-08-2025 Andrzej Powidzki
w krakowskim Archiwum...
13-08-2025 Marcin Szwaja
22  kwietnia   - środa
23  kwietnia   - czwartek
24  kwietnia   - piątek
25  kwietnia   - sobota
DŁUGOTERMINOWE:

NA SKRÓTY
  • prossoviana on-line

  • Rzeczpospolita Partyzancka 1944



  • Marketingu strachu. Czy dzieci potrzebują produktów do detoksu?

    zdjęcie dodane przez MART PRODUCTION: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/reka-trzymajacy-tablety-tabletki-7231461

    6-09-2025

         W mediach społecznościowych pojawiły się reklamy preparatów do "detoksu dzieci", które rzekomo usuwają metale ciężkie i pasożyty. Pediatra dr Łukasz Dembiński ostrzegł przed ich stosowaniem. - To przykład marketingu strachu; w przypadku zatrucia takie produkty nie pomogą - podkreślił w rozmowie z PAP.

         Większość promowanych przez polskie influencerki preparatów do "detoksu dzieci" kosztuje 100-150 zł za buteleczkę 30 ml, wystarczającą na miesiąc.

         Jeden z polecanych produktów ma rzekomo usuwać ciężkie metale i toksyny z organizmu dzieci - w tym ołów, rtęć, aluminium, arsen i kadm. Ogłoszenie brzmiało, że preparat jest do podawania dzieciom od 2. roku życia, "najlepiej rano, wcześnie zacząć detoks". Kolejny produkt to ziołowy środek, który ma rzekomo oczyszczać organizm dziecka z pasożytów.

         Jedna z influencerek, którą obserwuje prawie 20 tys. osób, twierdzi, że oba produkty podaje swoim dzieciom.

         W internecie można znaleźć wiele innych preparatów przeznaczonych dla dzieci, reklamowanych jako środki detoksykujące i dostępnych w sprzedaży w Polsce. Ich producenci zapewniają, że produkty te w bezpieczny sposób usuwają różne szkodliwe organizmy i "odtruwają" ciało dziecka. W opisach można przeczytać, że toksyny - które rzekomo codziennie oddziałują na dzieci - mają być odpowiedzialne za problemy społeczne i edukacyjne, brak energii czy trudności z koncentracją.

         Dr n. med. i n. o zdr. Łukasz Dembiński, specjalista pediatrii i gastroenterologii, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego oraz Europejskiej Akademii Pediatrii, podkreślił w rozmowie z PAP, że w przypadku podejrzenia zatrucia metalami ciężkimi u dziecka należy niezwłocznie udać się do lekarza, a produkty detoksykacyjne zdecydowanie nie pomogą.

    - Jeżeli natomiast podejrzewamy zakażenie pasożytami, należy przede wszystkim wykonać odpowiednie badania kału, a w niektórych przypadkach także badania krwi. Jedynym właściwym odstępstwem są owsiki - w ich przypadku opiekun może sam stwierdzić obecność żywych nicieni w okolicy okołoodbytowej dziecka, które najczęściej dają się obserwować w godzinach nocnych, i żadne dodatkowe badanie nie będzie już potrzebne - wyjaśnił.

         Lekarz dodał, że jeżeli zarażenie pasożytami zostanie potwierdzone, należy włączyć leczenie - lekami, a nie suplementami diety. Jak podkreślił, leki przeciwpasożytnicze są wyjątkowo skuteczne i - stosowane zgodnie z zaleceniami - bezpieczne; większość z nich nawet nie wchłania się do organizmu, działając jedynie w świetle jelita.

    - Dlaczego mielibyśmy sięgać po substancje, których właściwości są rzekome, w ogóle nie działają lub nie zostały przebadane, a przy tym mogą być niebezpieczne? Współczesna medycyna z dużą pokorą i uznaniem patrzy na ziołolecznictwo, ale środki ziołowe "odstraszające pasożyty" były wykorzystywane w czasach, gdy nie mieliśmy innych możliwości, a ich skuteczność była niska. Po co więc wracać do średniowiecznych metod? - powiedział lekarz.

         Zwrócił też uwagę, że kampanie marketingowe takich produktów często posługują się specyficznym słownictwem - na przykład "mikronizowane nanocząsteczki" - mającym stworzyć pozory naukowości. Z drugiej strony w opisach pojawiają się odwołania do "naturalności", "setek lat doświadczeń" czy "łagodności działania", a także twierdzenia o "codziennym atakowaniu organizmu przez toksyny" - które nie są poparte żadnymi danymi.

    - To książkowy przykład marketingu strachu, który ma grać na emocjach rodziców. Wydaje się, że jedynym powodem propagowania takich produktów jest nieetyczna chęć zysku - ocenił lekarz. I podkreślił, że dzisiejsza medycyna opiera się na dowodach naukowych - wynikach wiarygodnych i powtarzalnych badań - w celu zapewnienia bezpieczeństwa pacjentów oraz potwierdzenia skuteczności. Produkty reklamowane jako "detoksy dla dzieci" zazwyczaj nigdy nie zostały poddane jakimkolwiek badaniom.

         Dr Dembiński zaznaczył, że zawsze powtarza swoim studentom, że jeżeli ktoś twierdzi, że dana substancja jest cudownym lekiem, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przeprowadzić badanie. To podstawa nauki, by sprawdzić, czy dana teoria jest prawdziwa. - Myślę, że bez problemu znajdzie się kilka zespołów naukowych w Polsce, które z przyjemnością przetestują bezpieczeństwo i skuteczność takich produktów. Warto zadać sobie pytanie, dlaczego sprzedawcy tych preparatów nie chcą ich zbadać, a w zamian wspierają się agresywnym i emocjonalnym marketingiem - podkreślił.

         Pytany, jakie mogą być zdrowotne konsekwencje podawania zdrowym dzieciom takich produktów, lekarz ocenił, że na szczęście niewielkie, ponieważ producenci tych specyfików dbają o to, by stężenia potencjalnie aktywnych substancji były na tyle niskie, by nie wywrzeć żadnego wpływu na organizm. Jest to - jak wytłumaczył lekarz - jeden ze sposobów na zabezpieczenie się przed możliwymi konsekwencjami prawnymi - to różnica procesowa między nierzetelną reklamą a naruszeniem czynności narządu ciała lub rozstrojem zdrowia.

         Dr Dembiński podkreślił jednak, że zarówno preparaty ziołowe, jak i glinokrzemiany mogą być zanieczyszczone metalami ciężkimi i pestycydami - producenci zazwyczaj w żaden sposób nie poddają ich kontroli pod tym kątem, m.in. dlatego, że nie dysponują realnymi laboratoriami. Ponadto większość wyciągów ziołowych oferowanych w internecie nie podlega standaryzacji i każda partia produktu może mieć inne stężenie substancji aktywnych. Do tego, jak zwraca uwagę lekarz, część tego typu produktów w ogóle nie jest zarejestrowana w Unii Europejskiej i jest importowana jako produkty nie do użytku wewnętrznego, bez żadnego nadzoru i kontroli.

    - Mimo tego wszystkiego dla mnie i tak podstawowym niebezpieczeństwem stosowania tych preparatów jest złudne poczucie bezpieczeństwa, co może skończyć się przeoczeniem realnego problemu zdrowotnego - dodał.

          Oprócz suplementów diety reklamowanych jako sposób na "oczyszczenie organizmu dzieci" w podobny sposób promowane są niektóre diety. Ich cele mają być podobne - pozbycie się pasożytów i metali ciężkich - ale głównie za pomocą jedzenia, np. tylko jednego soku owocowego przez dłuższy czas.

    - Taki brak zbilansowania diety może być jeszcze większym zagrożeniem dla zdrowia niż wspomniane suplementy ziołowe - ocenił dr Dembiński. - Organizm dziecka w okresie intensywnego rozwoju wymaga wszystkich składników odżywczych. Sok owocowy to głównie woda, cukry i trochę błonnika, jeżeli nie jest klarowany. Trudno sobie wyobrazić, jakie pozytywne efekty miałaby przynieść dziecku taka dieta. Czego przecież mieliśmy dramatyczny przykład niedawno, 3-latki z okolic Zielonej Góry, u której dieta owocowa skończyła się skrajnym niedożywieniem - opisał lekarz.

         W grudniu 2024 r. do szpitala w Zielonej Górze zgłosili się rodzice z 3-letnią, skrajnie wygłodzoną dziewczynką. Prokurator Ewa Antonowicz, rzeczniczka zielonogórskiej prokuratury okręgowej, przekazała w tamtym czasie mediom, że "rodzice stosowali bardzo restrykcyjną dietę, karmiąc dziecko tylko mlekiem i winogronami", ponadto dziewczynka nie była pod opieką żadnego lekarza i nie miała przeprowadzonych kilku obowiązkowych szczepień. W momencie przyjęcia do szpitala ważyła 8 kg. Rodzice usłyszeli zarzuty stworzenia choroby realnie zagrażającej życiu w postaci niewydolności wielonarządowej spowodowanej przez niewłaściwe żywienie dziecka.

         Jak podkreślił dr Dembiński, wbrew utartym schematom, że owoce to dobro, a tłuszcze to zło, w diecie dziecka niezbędne są tłuszcze, które zapewniają m.in. prawidłowy rozwój układu nerwowego.

    - W praktyce pediatrycznej mamy często problem z pewnym nadmiarem produktów owocowych w diecie, a właściwie ich niezbilansowaniem z innymi składnikami (w tym tłuszczami), powodującym u kilkulatków biegunkę, wzdęcia, niechęć do jedzenia i pogorszenie rozwoju. Podkreślam, "diety oczyszczające" u dzieci to bardzo zły pomysł. Jeżeli mamy wątpliwości, warto zasięgnąć rady specjalisty pediatrii. A do picia dawać dziecku wodę, bez soku - zaznaczył lekarz.

    Agata Gutowska   

    źródła: https://naukawpolsce.pl/


    idź do góry powrót

     
    strona redakcyjna

    regulamin serwisu

    zespół IKP

    dziennikarstwo obywatelskie

    legitymacje prasowe

    wiadomości redakcyjne

    patronat medialny

    kontakt z redakcją

    archiwum
     
    reklama w IKP

    szczegóły

    ceny




    ogłoszenia

     
    copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2025 Internetowy Kurier Proszowicki
    Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
    Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

    w nagłówku i stopce portalu wykorzystano zdjęcia autorstwa Damiana Króla - DZIĘKUJEMY!
    w nagłówku panorama Koniuszy, natomiast w stopce głowice kolumn (wejście na teren kościoła w Proszowicach od strony rynku)

    KONTAKT Z REDAKCJĄ