Historia pewnego zegara, odc. 41 - sala ślubów i pochód pierwszomajowy
Dzisiaj jest: piątek, 19 czerwca 2026 r. (170 d.r.)
Gerwazego, Protazego, Sylwii
Światowy Dzień Raka Nerki, ;) Dzień Leniwych Spacerów
Jutro (jeżeli będzie!): sobota, 20 czerwca 2026 r.
Bogny, Rafaeli, Rafała
Ś. Dzień Uchodźcy
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   powiat   |   nasze parafie   |   konkursy, projekty   |   prossoviana   |   zaduszki ZP   |   poszukujemy   |   serce INNYM   |   różne RAS   |   porady, inf.   |   RAS-3   | 
 |   zapraszamy   | 
 on-line 
 |   monografie...   |   biografie...   |   albumy...   |   okazjonalne...   |   beletrystyka...   |   nasi twórcy   |   inne...   |   filmoteka   | 

serwis IKP / informacje / prossoviana / on-line / Historia pewnego zegara / Historia pewnego zegara, odc. 41 - sala ślubów i pochód pierwszomajowy



 warto pomyśleć?  
Jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba.
(podniesione z ulicy)

  artykuły popularne  
Proszowice styczeń 1945
Proszowice, 22-08-2025
 red.
Film Staszka Bernackiego z rekonstrukcji historycznej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Gniazdo - Ziemia Proszowicka w dniu 10 czerwca 2012...
Wyróżniono 2. "nasze"...
22-08-2025 red.
Jelenia Góra - PAMIĘTA!
1-08-2025 Andrzej Powidzki
w krakowskim Archiwum...
13-08-2025 Marcin Szwaja
19  czerwca   - piątek
20  czerwca   - sobota
21  czerwca   - niedziela
22  czerwca   - poniedziałek
DŁUGOTERMINOWE:

NA SKRÓTY
  • prossoviana on-line

  • Rzeczpospolita Partyzancka 1944



  • Historia pewnego zegara, odc. 41 - sala ślubów i pochód pierwszomajowy

    tytułowy zegar (fot. zbiory autora)

    Donosy, 27-01-2017

    Rozdział X, odcinek 41 - sala ślubów i pochód pierwszomajowy

         Okazało się, że to jednak milicja jedzie swą wysłużoną oznakowaną Nysą. A niech ich szlag pomyśleliśmy, wyszliśmy na asfalt i poszliśmy szybkim krokiem kawałek w kierunku zabudowań brata. Nagle stanęliśmy i odwróciliśmy się o sto osiemdziesiąt stopni. - Dalej już idź sam - powiedzieliśmy i wracamy, myśląc jak daleko oni pojechali.

         Jak blisko, to nie zdążymy dojść do domu, a jak daleko to się nie spotkamy, bo nie zdążą nadjechać. A może oni byli z Proszowic, a może nawet z Krakowa, to niech jadą w cholerę. Przyspieszyliśmy kroku i za każdym krokiem przybliża się nasz dom. Już zeszliśmy na boczną drogę prowadzącą do świetlicy, świateł od strony Skorczowa nie widać, to raczej jesteśmy bezpieczni, bo tu już łatwiej byłoby się schować, nawet za stojącą figurę świętego Jana. Zwolniliśmy kroku i spokojnie wróciliśmy do domu i od razu poszliśmy spać. Moja żona Terenia już spała, a o całej przygodzie opowiedziałem jej na drugi dzień.

         W trakcie upływu czasu i praktycznej ocenie nowego budynku Urzędu Miasta i Gminy w Kazimierzy Wielkiej okazało się, że jest za mały. Budynek dwupiętrowy, bardzo duży okazał się nie całkowicie przydatny dla potrzeb Urzędu Miasta i Gminy. Ktoś by pomyślał, że aż tak się administracja rozrosła. Może i tak, ale praktycznie drugie piętro zajmował Państwowy Zakład Ubezpieczeń i Miejski Zespół Administracyjny Szkół, a dość sporą część parteru zajmował Urząd Stanu Cywilnego.

         Były wymogi, aby sala ślubów była odpowiednio urządzona, miała odpowiedni wystrój i nastrój, aby podkreślić rangę zawierania cywilnego związku małżeńskiego. Musiała być cała zastawa do szampana, naczynia na ciasto, a nawet wędlinę. Chociaż z tych ostatnich nie wszyscy korzystali, ale na wyposażeniu musiało być. W związku z tym pomieszczenie musiało być duże, a drugie, przynajmniej jedno do spisywania akt małżeństwa, zgonu i innych oraz na odpowiednie szafy metalowe do przechowywania tych akt. W związku z tym okazało się, że nie ma sali konferencyjnej.

    sala ślubów tuż po udzieleniu ślubu mojej córce Renacie, piąta od lewej, zięć Mirosław czwarty od lewej, pierwszy od lewej zięć Edek, rok 1982 (fot. zbiory autora)

         Nie było gdzie zrobić zwykłego zebrania z pracownikami. Początkowo urządzona sala ślubów była nietykalna, a na zebrania chodziliśmy do komitetu partii, a nawet sąsiadującego obok budynku Kółek Rolniczych. Taki stan rzeczy był nie do przyjęcia. W tym czasie naczelnikiem Miasta i Gminy został Władysław Migórski. Zastępcą był Tadeusz Radziszewski. Zaczęto myśleć o rozbudowie budynku. Kto o tym słyszał, nie mógł uwierzyć, że dopiero nowy i już jest za mały. Ale z biegiem czasu zamysły stały się faktem i zaczęto robić przygotowania do budowy. Najprzód sporządzono projekt, potem fundamenty i tak pomału wzrastał nowy gmach obok istniejącego, po uprzednim zlikwidowaniu parkingu. Według niektórych, to ten budynek był na wyrost, ale zawsze to lepszy większy niż mniejszy. Za kilka lat budynek stanął i jak się okazało stał się bardzo potrzebny.

         Do corocznych uroczystości, które musiały się odbyć bez względu na pogodę, należały pochody pierwszomajowe. Zbiórka o godzinie dziewiątej była przed Urzędem Miasta i Gminy. Tam zaopatrzeni w niewielkich rozmiarów flagi, zwane szturmówkami szliśmy na stadion. Tam ustawialiśmy się w czwórki na wyznaczonym dla każdej instytucji bądź zakładu miejscu, oznaczonym tabliczką i czekaliśmy na przemówienie. Na trybunie stadionu były rozmieszczone głośniki wysokiej mocy, aby to co będzie mówione każdy słyszał wyraźnie i dobrze go zrozumiał. Punktualnie o godzinie dziesiątej popłynął z nich głos I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, którego z wielką powagą wysłuchać należało.

         Po przemówieniu wychodziliśmy czwórkami ze stadionu według kolejności ustalonej przez organizatorów i w zwartych szeregach maszerowaliśmy ulicami Kazimierzy Wielkiej, aż przed bramę główną cukrowni, gdzie była zbudowana trybuna. Zazwyczaj najpierw szli najmłodsi, czyli przedszkolaki, później najmłodsze klasy szkół podstawowych, potem starsze, następnie szkoły średnie, a za nimi instytucje i zakłady pracy. Pochód zamykały straże pożarne ochotnicze z terenu wsi należących do gminy Kazimierza Wielka, a także straż zawodowa z Kazimierzy Wielkiej i z cukrowni "Łubna".

         Na czele pochodu szła oczywiście orkiestra dęta cukrowni, która nadawała krok marszowy pochodu i podnosiła na duchu maszerujących. Orkiestrą dyrygował w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Edward Zawiliński założyciel i szkoleniowiec orkiestry w cukrowni "Łubna". Wszystko w różnorodnych kolorach, a najczęściej w kolorze biało czerwonym. Na trybunie stały władze partyjne z I sekretarzem Komitetu Powiatowego PZPR na czele, przewodniczącym Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, władze powiatowe, gminne, dyrektorzy i kierownicy zakładów pracy, straży i milicji, którzy brawami dopingowali maszerujących, a spiker wyczytywał przodowników pracy, a jego głos płynął z głośników zawieszonych na słupach elektrycznych na terenie miasta.

    pochód pierwszomajowy, na pierwszym planie w białym płaszczu moja żona Teresa, z lewej dziewczynka to moja córka Renata, rok 1974 (fot. zbiory autora)

         Po pochodzie można było spotkać się w gronie towarzyskim na piwie, porozmawiać i pożartować, co było odskocznią od szarego dnia pracy. Po południu odbywały się festyny i różne występy rozrywkowe, najczęściej w parku, a zabawa taneczna, która trwała do późnych godzin nocnych należała do punktu stałego programu.

    Rozdział XI

         Aż wreszcie nadszedł rok 1989. W Polsce zaszły wielkie zmiany ustrojowe, a w niedługim czasie powołano do życia powiaty. I tak w Kazimierzy Wielkiej powstał znów powiat. Zlikwidowano naczelników miast i gmin, a powołano wójtów i burmistrzów. W Kazimierzy Wielkiej burmistrzem Miasta i Gminy został Adam Bodzioch, jego zastępcą Krzysztof Nurkowski, skarbnikiem Ryszard Wątek. Stanowisko głównego księgowego zlikwidowano, a utworzono stanowisko skarbnika. Ja zostałem starszym inspektorem, a nieoficjalnie zastępcą skarbnika. Sekretarzem Miasta i Gminy została Maria Gołdyn, która na tym stanowisku była bardzo krótko.

         Okazało się, że wybudowany drugi budynek stał się bardzo przydatny, bo znalazło się miejsce na powiat. Gdyby tego budynku nie było, to tak naprawdę w Kazimierzy Wielkiej nie byłoby pomieszczenia na siedzibę powiatu. Tymczasem urząd gminy przeniósł się do nowego budynku, a poprzedni budynek przekazano na siedzibę powiatu. I znów była następna przeprowadzka Tym razem szaf już nie przenosiliśmy, tylko same dokumenty. Między jednym, a drugim budynkiem było wewnętrzne przejście, które zresztą jest do dziś i łączy korytarze. Tędy to trzeba było te wszystkie akta przenosić w różny sposób: w reklamówkach, torbach, workach i na naręczu, jak komu było wygodniej. Mebli raczej nie przenosiliśmy, ponieważ były zakupione nowe.

    cdn.

    Zdzisław Kuliś   

    Rozmaryn

    - Dlaczego cierpisz rozmarynie?
    Czego ci brak?
    Żołnierskiej pieśni, mundurów, butów
    i łachmanów zdartych w Oświęcimiu?
    Odpowiedz!

    - Trzeba mi pracy, rozsądku, rozwagi, spokoju,
    abym się rozwijał jak kiedyś, marząc o pokoju.

    Zdzisław Kuliś; Donosy, grudzień 1981


    idź do góry powrót

     
    strona redakcyjna

    regulamin serwisu

    zespół IKP

    dziennikarstwo obywatelskie

    legitymacje prasowe

    wiadomości redakcyjne

    patronat medialny

    kontakt z redakcją

    archiwum
     
    reklama w IKP

    szczegóły

    ceny




    ogłoszenia

     
    copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2025 Internetowy Kurier Proszowicki
    Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
    Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

    w nagłówku i stopce portalu wykorzystano zdjęcia autorstwa Damiana Króla - DZIĘKUJEMY!
    w nagłówku panorama Koniuszy, natomiast w stopce głowice kolumn (wejście na teren kościoła w Proszowicach od strony rynku)

    KONTAKT Z REDAKCJĄ