Historia pewnego zegara, odc. 5
Dzisiaj jest: piątek, 17 kwietnia 2026 r. (107 d.r.)
Anicety, Klary, Rudolfina
;) Światowy Dzień Kostki Rubika
;) Międzynarodowy Dzień Paskudy
Jutro (jeżeli będzie!): sobota, 18 kwietnia 2026 r.
Apoloniusza, Bogusławy, Gościsławy
M.Dzień Ochrony Zabytków, Ś.Dzień Krótkofalowca
Europejski Dzień Praw Pacjenta
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   powiat   |   nasze parafie   |   konkursy, projekty   |   prossoviana   |   zaduszki ZP   |   poszukujemy   |   serce INNYM   |   różne RAS   |   porady, inf.   |   RAS-3   | 
 |   zapraszamy   | 
 on-line 
 |   monografie...   |   biografie...   |   albumy...   |   okazjonalne...   |   beletrystyka...   |   nasi twórcy   |   inne...   |   filmoteka   | 

serwis IKP / informacje / prossoviana / on-line / Historia pewnego zegara / Historia pewnego zegara, odc. 5



 warto pomyśleć?  
Jeśli będzie trzeba, zrobię to co będzie trzeba.
(podniesione z ulicy)

  artykuły popularne  
Proszowice styczeń 1945
Proszowice, 22-08-2025
 red.
Film Staszka Bernackiego z rekonstrukcji historycznej zorganizowanej przez Stowarzyszenie Gniazdo - Ziemia Proszowicka w dniu 10 czerwca 2012...
Wyróżniono 2. "nasze"...
22-08-2025 red.
Jelenia Góra - PAMIĘTA!
1-08-2025 Andrzej Powidzki
w krakowskim Archiwum...
13-08-2025 Marcin Szwaja
17  kwietnia   - piątek
18  kwietnia   - sobota
19  kwietnia   - niedziela
20  kwietnia   - poniedziałek
DŁUGOTERMINOWE:

NA SKRÓTY
  • prossoviana on-line

  • Rzeczpospolita Partyzancka 1944



  • Historia pewnego zegara, odc. 5

    (fot. zbiory autora)

    Donosy, 8-12-2015

    Rozdział I, część 5

    Czy rasa kur "zielononóżka" przetrwała do tej pory?

         Mogę śmiało powiedzieć, że zielononóżka przetrwała do tej pory. Mówiło się, że w latach 70-tych ubiegłego stulecia wyginęła, ale może w dużych hodowlach farmerskich. Natomiast w małych hodowlach wolnowybiegowych przetrwała. Znam bardzo wiele gospodarstw na terenie mojej gminy i Proszowic, gdzie hoduje się tą rasę kur i to z powodzeniem.

         Obecnie zainteresowanie nimi wzrasta. W ubiegłym roku otrzymałem telefon od kogoś nieznajomego z pytaniem gdzie można nabyć pisklęta zielononóżki, albo już większe, bo chciał kilkanaście hodować na jajka dla chorego wnuczka. Pamięta z dawnych lat, a teraz o tym przeczytał i mu się przypomniało, że jajka od zielononóżek są zdrowe dla małych dzieci. Zainteresowanie tymi kurami i jajkami od nich jest ciągle widoczne. W Proszowicach powstało Stowarzyszenie Proszowickich Hodowców Gołębi Rasowych i Drobnego Inwentarza "Zielononóżka", które m.in. zajmuje się promowaniem hodowli tej rasy kur. Prezesem jest Waldemar Bucki z Lelowic. I tak to zielononóżka przetrwała do dziś. Można powiedzieć, że jest ona produktem lokalnym powiatu proszowickiego i okolic.

         A ja? Od tamtych dni wymienionych na wstępie pracowałem nieustannie przez 51 lat, do maja 2012 roku w tej samej instytucji, czyli gminie, która na przestrzeni lat zmieniała swą nazwę i siedzibę, a będąc już na emeryturze pracowałem jako główny księgowy w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Kazimierzy Wielkiej. Przez trzydzieści lat byłem głównym księgowym od czego otrzymałem pseudonim "buchalter". A więc można by powiedzieć, że okres mojej pracy zawiera się w przedziale od zielononóżki do buchaltera.

         A skoro jestem przy księgowości, to przytoczę żarcik jaki krążył w tym czasie wśród księgowych: pytanie - co to jest księgowość? Odpowiedź - księgowość, to jest takie urządzenie, które dzieli się na paragrafy, działy i rozdziały żeby głupie nie wiedziały gdzie się pieniądze podziały.

    Zielononóżka w anegdocie

         Jak pisałem wyżej, Gromadzka Rada Narodowa w Donosach mieściła się w starym drewnianym dworku. Chociaż pracowników było niewiele to i pomieszczeń na biuro nie za dużo. Więc ja z koleżanką w moim wieku, która objęła po mnie biuro meldunkowe siedzieliśmy w jednym pokoju, w którym urzędowała też "agronomka" w czasie kiedy nie była w terenie. Tak często poruszała temat zielononóżki, że nadaliśmy jej pseudonim "Zielononóżka", którego na co dzień używaliśmy.

    kury zielononóżki (fot. zbiory autora)

         Długo przed II wojną światową krążyła w Polsce taka anegdotka, którą opowiadała m.in. Pani profesor Laura Kaufman, pracująca w Wyższej Szkole Rolniczej w Lublinie: Ignacy Jan Paderewski będąc premierem, pojechał na kilkudniową konferencję do Paryża. Na tej konferencji były delegacje wielu państw, a tematem była debata, czy przywrócić Polsce państwowość. W pewnym momencie wstał delegat Anglii i zapytał: a cóż to za kraj ta Polska który nie ma nawet własnych ras zwierząt? Paderewski odpowiedział, że ma, ale jakie nie był w stanie wymienić i odpowie szczegółowo w innym czasie. Niezwłocznie wysłał depeszę do Instytutu Naukowego w Polsce, aby zrobiono wykaz ras zwierząt hodowanych w naszym kraju. Niemal natychmiastowo otrzymał wykaz kilkudziesięciu ras, a wśród nich była zielononóżka.

    ROZDZIAŁ II

         Powróćmy tymczasem do podworskiego budynku w którym mieściła się Gromadzka Rada. Od strony wschodniej mieściła się biblioteka z kilkutysięcznym księgozbiorem, gdzie pracowała Janina Kaleta, a po wyjściu za mąż przyjęła nazwisko Kowalska. Ze wschodniej strony w tej oficynie dworskiej mieszkał pracownik Gromadzkiej Rady - Zdzisław Kuliś, czyli ja z rodziną: żoną Janiną i dwiema córkami: Jolantą i Renatą. Po przeciwnej stronie, czyli od strony zachodniej zamieszkiwał sekretarz Gromadzkiej Rady - Kazimierz Nalepa wraz z rodziną: żoną Mieczysławą, córką Alicją i synem Mirosławem.

         Sekretarz ów przyszedł pod koniec 1961 roku na miejsce Stanisława Wójcika, który został przeniesiony na sekretarza do Gromadzkiej Rady w Głuchowie. Kazimierz Nalepa sekretarzem nie był też długo, bo już w roku 1962 przeniesiono go do pracy w urzędzie powiatowym w Kazimierzy Wielkiej. Nastąpiła też zmiana na stanowisku przewodniczącego Gromadzkiej Rady. Ze stanowiska tego odwołano Stanisława Gaudyna, a powołano Stefana Falęckiego młodego mieszkańca wsi Donosy.

    lampa naftowa, będąca dawniej podstawowym źródłem oświetlenia (fot. zbiory autora)

         Za sekretarzowania Kazimierza Nalepy, z jego inicjatywy zelektryfikowano budynek, bo do tej pory, jako że stał na uboczu, prądu w nim nie było. Szczególnie w długie zimowe wieczory różne spotkania, zebrania itp. odbywały się przy lampach naftowych. Kiedy w 1956 roku zawiązywała się Gromadzka Rada w tym samym czasie co powiat, nie pomyślano nawet o zelektryfikowaniu budynku. Do założenia prądu zmobilizowało sekretarza Nalepę to, że przyszło mu w tym budynku zamieszkać. Ja tam zamieszkałem, kiedy już prąd był.

         Pamiętam takie zdarzenie, kiedy na zebranie wiejskie przyjechał I sekretarz Komitetu Powiatowego w Kazimierzy Wielkiej - Józef Darol. Przyszła cała wieś, a że to było latem, zebranie odbywało się na polu. Ja to zebranie protokołowałem siedząc na wygodnym siedzeniu w samochodzie, którym sekretarz przyjechał, a wszyscy pozostali, łącznie z I sekretarzem stali. Niebawem zapadł wieczór, zrobiło się ciemno i pisać się nie dało, a że w budynku jako i przed budynkiem nie było prądu, w samochodzie włączono światło i sprawa została rozwiązana. Było mi trochę głupio, bo było tam dużo starszych ludzi, a ja najmłodszy. Oni musieli stać, a ja siedziałem.

         Jednakże kiedyś czyli przed II wojną światową elektryczność w tym budynku była. Osobiście widziałem na zewnątrz budynku izolatory, a na nich przerdzewiałe przewody. Miejsce zainstalowania przewodów elektrycznych świadczyło, że prąd do poszczególnych pomieszczeń był rozprowadzony po zewnętrznej stronie budynku. Źródło energii pochodziło natomiast z młyna, który pracował kiedyś w odległości około osiemset metrów na rzece Małoszówce, a właścicielem był Postawko Emil, który w tej oficynie zamieszkiwał. Bardzo długo były widoczne betonowe fundamenty przy rzece, dość grube i wydawały się bardzo mocne.

    Rzeka

    Ta niewielka rzeczka
    Płynąca od Małoszowa,
    To na mapie cieniutka kreseczka,
    Którą zaznaczona jest rzeka owa.

    Od wieków tędy płynie,
    Omijając słonowicki las.
    Dniem i nocą o każdej godzinie.
    Płynie. Ona i czas.

    Wraz z nimi życie upływa.
    Jak woda przez wieki całe.
    Lecz rzeka długa bywa,
    A życie bardzo małe.

    Nikt nie wie ile ma lat.
    Przeżyła niejednego człowieka.
    Choć piękna, lecz stara jak Świat
    Płynie i nigdy nie poczeka.

    Od wieków ludziom służy.
    Im swoje dobro oddaje.
    Ludzie wysiadają z podróży.
    Ona nadal pozostaje.

    Jeszcze w ubiegłym wieku
    Dwa młyny poruszała.
    Wolna od trujących ścieków,
    Wielką cukrownię zasilała.

    Przeminie życie nasze
    I czas pewien przeminie.
    A rzeka sobie tymczasem
    Płynie, płynie i płynie.

    Zdzisław Kuliś; Donosy, marzec 2012 r.

    cdn.

    Zdzisław Kuliś   


    idź do góry powrót

     
    strona redakcyjna

    regulamin serwisu

    zespół IKP

    dziennikarstwo obywatelskie

    legitymacje prasowe

    wiadomości redakcyjne

    patronat medialny

    kontakt z redakcją

    archiwum
     
    reklama w IKP

    szczegóły

    ceny




    ogłoszenia

     
    copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2025 Internetowy Kurier Proszowicki
    Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
    Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

    w nagłówku i stopce portalu wykorzystano zdjęcia autorstwa Damiana Króla - DZIĘKUJEMY!
    w nagłówku panorama Koniuszy, natomiast w stopce głowice kolumn (wejście na teren kościoła w Proszowicach od strony rynku)

    KONTAKT Z REDAKCJĄ