Ze Szreniawy na pole chwały, historia bohatera spod Rokitny
Władysław Nowakowski


Proszowice, 13-06-2026

Władysław Nowakowski (1888-1915)
(źródło: zbiory Małgorzaty Skowronek)

     Dzień 13 czerwca 1915 roku zapisał się tragicznie w historii Legionów Polskich walczących u boku Austro-Węgier przeciwko Rosji podczas I wojny światowej. Tego dnia doszło do starcia kawalerii legionowej, które przeszło do historii jako szarża pod Rokitną. W jej trakcie bohaterską śmierć poniosło piętnastu polskich ułanów. Jednym z nich był wachmistrz Władysław Nowakowski, który jeszcze dziesięć miesięcy wcześniej pracował jako kasjer w cukrowni "Szreniawa", położonej niedaleko małopolskich Proszowic, w osadzie noszącej tę samą nazwę co zakład.

Władysław Feliks Nowakowski urodził się 20 listopada 1888 roku w Rzeżuśni (parafia i gmina Gołcza), jako syn Stanisława i Marianny z Krzyżanowskich. Jego ojciec był pisarzem gminnym w Rzeżuśni. Rok po narodzinach Władysława Stanisław przeniósł się wraz z rodziną do Książa Wielkiego, gdzie objął stanowisko sekretarza gminy, a następnie został wójtem gminy Wielka Wieś.

     Wykształcenie podstawowe Władysław zdobył w Książu Wielkim, po czym podjął naukę w szkole handlowej w Kielcach. Następnie kształcił się w tej samej dziedzinie na kursach w Warszawie, które ukończył z wyróżnieniem. Nie jest znana dokładna data rozpoczęcia jego pracy na stanowisku kasjera w cukrowni "Szreniawa" koło Proszowic, jednak jest całkiem możliwe, że stało się to zaraz po ukończeniu wyżej wspomnianych kursów. Do podjęcia pracy w cukrowni najprawdopodobniej skłonili go Zofia i Michał Zajączkowscy, zatrudnieni w tym zakładzie - Zofia była daleką kuzynką Władysława ze strony matki.

     Nie było to zresztą jedyne rodzinne powiązanie Władysława Nowakowskiego z Ziemią Proszowską. W aptece Józefa Gałęzowskiego w Proszowicach pracował bowiem, a później także ją prowadził, Stanisław Krzyżanowski - brat jego mat-ki.

     Wybuch I wojny światowej w lipcu 1914 roku zastał 26-letniego Władysława w Szreniawie, gdzie pracował już od kilku lat. Wkrótce zaciągnął się do kawalerii Legionów Polskich, a decyzja ta związana była z mało znanym epizodem legionowym, jakim była wizyta polskich kawalerzystów w Szreniawie koło Proszowic na początku sierpnia 1914 roku. Wydarzenie to opisała w swoich wspomnieniach Helena Rzadkowska, córka Macieja Baca, magazyniera szreniawskiej cukrowni. W tym czasie Helena Bacówna była żoną Zygmunta Rzadkowskiego, syna Michała Rzadkowskiego, lekarza z Proszowic, oraz matką ich dwojga dzieci. Była także gorącą patriotką i aktywną działaczką Ligi Kobiet Polskich w Proszowicach, a zarazem przewodniczącą filii tej organizacji w Szreniawie. Dzięki jej relacji wiemy, jak wyglądały wydarzenia, które rozegrały się w Szreniawie między 6 a 9 sierpnia 1914 roku.

     Gdy 6 sierpnia 1914 roku z krakowskich Oleandrów wyruszała na teren Króle-stwa Polskiego I Kompania Kadrowa dowodzona przez Józefa Piłsudskiego, tego samego dnia w Szreniawie pojawił się dziewięcioosobowy patrol złożony z członków i sympatyków lwowskiego Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół". Oddział ten wyruszył ze Lwowa 3 sierpnia z zamiarem dołączenia do formującej się w Krakowie I Kompanii Kadrowej. Ponieważ w okolicy Krakowa znaleźli się w momencie, gdy Józef Piłsudski wyprowadził już swój oddział z Krakowa, zatrzymali się na kilkudniowy postój w Szreniawie, po czym skierowano ich na w kierunku trasę przemarszu I Kompanii Kadrowej, do której dołączyli w Miechowie.

     Lwowskim patrolem dowodził Marceli Jastrzębiec-Śniadowski, określany we wspomnieniach Heleny Rzadkowskiej mianem "komendanta", choć w rzeczy-wistości posiadał on wówczas stopień chorążego. Oprócz niego w skład patrolu wchodzili: Tadeusz Zdzisław Ścibor-Rylski, Bronisław Lewandowski, Zygmunt Putiatycki, Jerzy Sosnowski, Jerzy Topór-Kisielnicki, Muchołap (nazwisko najprawdopodobniej błędnie zapamiętane przez Helenę Rzadkowską; być może chodziło o Kazimierza Małochleba, późniejszego rotmistrza kawalerii, zamordowanego przez Sowietów w Charkowie w 1940 roku), Zakrzewski oraz Wiktor. Niestety nie udało się ustalić imion dwóch ostatnich członków patrolu.

     Większość wymienionych żołnierzy zrobiła później znaczące kariery wojskowe, zarówno w Legionach Polskich, jak i po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Marceli Jastrzębiec-Śniadowski został dowódcą artylerii I Brygady Legionów, a po wojnie, już w stopniu pułkownika, zorganizował i objął dowództwo 205. Pułku Artylerii Polowej we Lwowie. Z kolei Jerzy Sosnowski związał swoją karierę z wywiadem Wojska Polskiego. Od lat dwudziestych aż do 1934 roku prowadził w Niemczech działalność szpiegowską na rzecz Polski. Jego życie i działalność stały się później inspiracją dla licznych książek, filmów oraz spektakli teatralnych.

Władysław Nowakowski w mundurze kawalerzysty w roku 1915
(źródło: zbiory Małgorzaty Skowronek)

     Istotną rolę w decyzji Władysława Nowakowskiego o wstąpieniu do Legionów mógł odegrać jeden z członków wspomnianego patrolu - Jerzy Topór-Kisielnicki. Obaj służyli później w tym samym oddziale kawalerii i obaj polegli podczas szarży pod Rokitną. Nie istnieją jednak jednoznaczne dowody potwierdzające tę hipotezę, dlatego w tej kwestii można jedynie snuć przypuszczenia.

     Wiadomo natomiast, że Władysław Nowakowski doskonale jeździł konno. W swoich wspomnieniach pisała o tym Helena Rzadkowska, a umiejętność ta z pewnością nie uszła uwadze przybyłych do Szreniawy lwowiaków. Być może odziedziczył ją po swoim pradziadku ze strony matki, Mikołaju Krzyżanowskim, który jako szwoleżer walczył w 1808 roku w słynnej bitwie pod Somosierrą. Nie dziwi więc fakt, że po wstąpieniu do Legionów Polskich Nowakowski trafił do kawalerii. Pierwszym (i jak się później okazało ostatnim) przydziałem Nowakowskiego była II Brygada Legionów Polskich, w której służył jako podoficer obrachunkowy w stopniu wachmistrza.

     Niewielka wieś Rokitna (dziś na Ukrainie) przeszła do historii jako miejsce jednej z najbardziej znanych szarż kawalerii w I wojnie światowej. Polscy ułani, rzucając się z szablami w ręku z impetem na rosyjskie okopy, udowodnili, że duch szwoleżerski nie zginął. Naprzeciw siebie mieli oddziały rosyjskie uzbrojone w karabiny, w tym także karabiny maszynowe, rozlokowane w czterech rzędach okopów. W tej niezwykle niebezpiecznej potyczce, trwającej zaledwie kilkanaście minut, poległo 15 legionistów, w tym także dowodzący w tej szarży rotmistrz Zbigniew Dunin-Wąsowicz. Wziął w niej udział Władysław Nowakowski - zgłosił się na ochotnika, bo jako oficer sztabowy brać udziału w niej nie musiał. Obok niego walczył poznany w Szreniawie, teraz już dowódca szwadronu, porucznik Jerzy Topór-Kisielnicki. Obaj polegli w tym starciu śmiercią bohaterów.

     Szarżę pod Rokitną opisał dokładnie potem jej uczestnik Stanisław Rostworowski. To z jego relacji wiemy, że wachmistrz Nowakowski w czasie ataku dotarł aż po przedostatni z czterech rzędów rosyjskich okopów, gdzie padł na ziemię ciężko ranny. Jego rany opatrzyli Rosjanie, zanim pod osłoną nocy wycofali się z pola bitwy. Rany jednak okazały się śmiertelne i Władysław Nowakowski skonał, zanim na polu bitwy odnaleźli go polscy legioniści.

     Jak szaleńcza była ta polska szarża, mogą świadczyć słowa rosyjskiego oficera, który, gdy dowiedział się od wziętego do niewoli polskiego ułana, że Polacy atakowali całkiem trzeźwi, miał stwierdzić: no, to w takim razie jesteście bohaterami.

Szarża pod Rokitną - obraz Wojciecha Kossaka z 1934 r.
(źródło: pl.wikipedia.org)

     15 czerwca 1915 roku w miejscowości Rarańcza, na miejscowym cmentarzu parafialnym, odbył się pogrzeb 15 poległych w szarży ułanów. Nabożeństwo żałobne za duszę Władysława Nowakowskiego odprawiono także w kościele parafialnym w Proszowicach oraz w katedrze na Wawelu. Bitwa szybko stała się tematem medialnym, ponieważ informacja o wydarzeniu została rozpropagowana przez prasę polską, a następnie stała się tematem literackim i malarskim.

     Po roku 1918 mogiły ułanów 2. szwadronu znalazły się poza granicami kraju, w Rumunii. W związku z tym na mocy porozumienia pomiędzy Rzeczpospolitą i Rumunią, ciała poległych w lutym 1923 roku zostały ekshumowane, przewiezione do Krakowa, gdzie 25 lutego 1923 r. złożono je do wspólnej mogiły na Cmentarzu Rakowickim. Marszałek Józef Piłsudski odznaczył wówczas wszystkich bohaterów spod Rokitny orderami Virtuti Militari V klasy. Dwa lata później w miejscu pochówku odsłonięto pomnik upamiętniający poległych ułanów.

odsłonięcie pomnika poległych pod Rokitną na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie w roku 1925.
(źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

     Śmierć Władysława Nowakowskiego była także początkiem służby wojskowej jego młodszego brata Tadeusza. Mający zaledwie 17 lat Tadeusz wstąpił do Legionów trzy dni po śmierci Władysława, myśląc zapewne o jego pomszczeniu. Tadeusz karierę w wojsku zrobił imponującą, a zakończyła ją w kula sowieckiego siepacza w charkowskim lesie w roku 1940, gdy był już w stopniu majora.

     Choć życie Władysława Nowakowskiego trwało zaledwie 26 lat, pozostawił po sobie ślad znacznie trwalszy niż wielu ludzi żyjących o wiele dłużej. Z kasjera szreniawskiej cukrowni stał się legionistą, który w decydującym momencie historii wybrał służbę dla sprawy niepodległości. Poległ podczas jednej z najsłynniejszych szarż polskiej kawalerii, a jego nazwisko znalazło się wśród bohaterów spod Rokitny. Dziś pozostaje jedną z tych postaci, których losy przypominają o udziale mieszkańców Ziemi Proszowskiej w walce o odrodzenie państwa polskiego.

opracował Wojciech Nowiński   

Materiał pochodzi z portalu Internetowy Kurier Proszowski (https://www.24ikp.pl)

Zapraszamy!