Bez podstawowej wiedzy o roślinach wprowadzamy coraz więcej gatunków obcych inwazyjnych

sumak octowiec (źródło: pl.wikipedia.org)

25-04-2026

Znajomość roślin, m.in. rejonu ich pochodzenia, to podstawa uprawiania ogrodu, nawet na poziomie hobbystycznym - podkreślił ogrodnik dr inż. Krzysztof Palot. Dodał, że bez tej wiedzy nieświadomie wprowadzamy do naszego biosystemu gatunki obce inwazyjne, zagrażające rodzimej florze. - I chociaż w ogródkach jesteśmy w stanie nad nimi panować, to po wydostaniu się do środowiska naturalnego rozrastają się bez kontroli - wskazał.

     Z doświadczenia eksperta wynika, że większość odmian albo gatunków, które obecnie są wprowadzane do polskich ogrodów, jest pochodzenia obcego. - Zdarza się, że są to gatunki inwazyjne, szybko się rozprzestrzeniające, przez co zagrażają naszemu biosystemowi - zwrócił uwagę w rozmowie z PAP dr inż. Krzysztof Palot z Centrum Edukacji Przyrodniczej Marcelin Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

     Jak przypomniał, inwazyjność nie zależy od rejonu pochodzenia, ale charakteru - to termin obejmujący obce gatunki roślin, które w warunkach naturalnych szybko się rozrastają, rozmnażają, przemieszczają na większe obszary, zabierając wodę, składniki pokarmowe czy światło tym mniej "przebojowym". Rośliny inwazyjne są więc dużo bardziej konkurencyjne w stosunku do tych słabszych.

- Rodzime rośliny też mogą być posiadać cechy inwazyjne - to przykładowo brzoza brodawkowata - z tą różnicą, że rodzime gatunki nazywamy ekspansywnymi - zaznaczył ogrodnik.

     Jednym z najbardziej widocznych w Polsce inwazyjnych gatunków jest oczywiście nawłoć kanadyjska. - Jest w sumie piękna i kolorowa w trakcie kwitnienia, ale bardzo inwazyjna. Innymi przykładami są: niecierpek, np. ten gruczołowaty albo drobnokwiatowy, rdestowiec japoński, barszcz Sosnowskiego (który może stanowić niebezpieczeństwo dla człowieka) albo bożodrzew gruczołowaty - ale to w ogóle jest roślina zakazana, której bez pozwolenia nie można uprawiać ani tym bardziej rozprzestrzeniać - opowiadał ogrodnik.

     Wskazał też na popularne - zwłaszcza w ogródkach działkowych - drzewko sumak octowiec. - Podobnie jak bożodrzew, sumak octowiec rozprzestrzenia się odrostami korzeniowymi, które potrafią przemieszczać się nawet na kilkanaście metrów od rośliny matecznej. Może się więc zdarzyć, że u sąsiada, za płotem, pojawią się pączki, z których wyrośnie ta roślina. Zresztą nie bez powodu jest ona też nazywana "zemstą sąsiada" - sadzimy u siebie, a wyrasta obok. I nawet gdy u siebie ją zlikwidujemy, to obok trudno będzie to wyplewić - mówił Krzysztof Palot.

     Przypomniał też, że gatunki obce inwazyjnie nie tylko zakłócają rozrost rodzimym gatunkom, ale i wpływają na bioróżnorodność.

- Inwazyjność obcych roślin musimy powiązać nie tylko z florą, ale i fauną - i w ogóle z całym łańcuchem pokarmowym. Przecież jeśli dana roślina zniknie, a jest ona wyjątkowym pokarmem dla jakiegoś gatunku motyla, którego gąsienica tylko tam żeruje, to w tym momencie z biosystemu wypada też ten motyl. A potem również ptaki tracą pokarm i łańcuch zaczyna nam się zwyczajnie sypać - mówił.

     Pytany z kolei o wpływ obcych gatunków na zapylacze, Krzysztof Palot wskazał na brak naukowej zgody w tym temacie, jednak przyznał, że rodzime rośliny są o tyle korzystniejsze, że zapylacze przenoszą dalej właśnie te gatunki, a nie te obce.

- Dlatego musimy znać się na roślinach, żeby świadomie nie wprowadzać gatunków ekspansywnych obcych. Zresztą zawsze będę podkreślał, że znajomość roślin to podstawowa rzecz, żeby je w ogóle zastosować. Stąd taka rola ogrodników czy architektów krajobrazu. Oczywiście, jeśli ktoś, kto sadzi sobie rośliny przy domu, czerpie wiedzę z internetu - to też jest w porządku, o ile zgłębia szczegóły, a nie tylko patrzy na wygląd zewnętrzny roślin - wskazał ekspert.

Pytany o ocenę stanu wiedzy polskich ogrodników-amatorów, ocenił go pół na pół.

     Krzysztof Palot nawiązał też do coraz popularniejszego generowania projektów ogrodów przez narzędzia sztucznej inteligencji. - Jeśli jest to projekt tylko dla koncepcji, to można się na nim oprzeć. Ale często te projekty to prawdziwy miszmasz - jest ładnie, kolorowo, ale np. mamy obraz z kwitnącymi równocześnie gatunkami, które w rzeczywistości kwitną w różnych okresach roku. Niedawno sam widziałam na projekcie kwitnące jednocześnie wiosenne żonkile i hiacynty - z liliowcem, czyli typowo letnią rośliną. Przecież to nigdy nie będzie tak wyglądało, takie rysunki nie odzwierciedlają rzeczywistości. Stąd ta konieczność chociaż podstaw wiedzy w tym temacie - podsumował ogrodnik.

Agnieszka Kliks-Pudlik   

źródła: https://naukawpolsce.pl/

Materiał pochodzi z portalu Internetowy Kurier Proszowski (https://www.24ikp.pl)

Zapraszamy!