Czy jesteśmy odporni na poniedziałkowy dół?

(fot. Marcin Szwaja)


Kraków, 11-05-2026

     Z pewnością każdy z nas nie lubi poniedziałku, bo znów trzeba zaczynać obowiązki zawodowe. Tak to bywa, po dwudniowym odpoczynku, gdzie z trudem spotkać uśmiech na twarzach ludzi zmierzających do pracy. Tym bardziej w rozmowach wyczuwa się brak entuzjazmu, że zaczął się znów kolejny, monotonny, nowy tydzień. Zasadniczymi powodami podłego nastroju, jest szczerze mówiąc - często skutek picia alkoholu, kłótni w rodzinie, braku optymizmu.

     Pamiętam w jednej z firm, taki ów pierwszoplanowy temat na stołówce. Jeden przed drugim chwalił się jak to grubo poszedł w melanż. Nieważne czy był na imprezie, domówce albo w samotności musiał się odstresować. I właśnie żeby poczuć klimat bajeczny, potrzebował spożyć różne dawki alkoholu. Niekiedy się przesadza z samokontrolą, a wtedy trudno wrócić do poniedziałkowej normalności. I właśnie z takich weekendowych przygód bierze się "poniedziałkowy dół". Choć taki stan może mieć dodatkowe przyczyny jak problemy osobiste, rodzinne, międzysąsiedzkie, ogólnoświatowe, to jednak...

     Obserwując wokół ludzki świat, zazwyczaj ludzie (coraz młodsi) sięgają po zgubne lekarstwo na problemy jakim jest picie napoju z procentami. Nikt teraz się nie czai w zakamarkach ulicy z butelką piwa czy wódki. Takie obrazki są zauważalne wieczorami na ulicach wokół krakowskiego Rynku Głównego.

     I tak kilka dni temu podróżując autobusem, na trasie przejazdu spostrzegłem przystanek pasujący do tych poniedziałkowych realiów. Ogólnie to cały zestaw przystanków, które logicznie skojarzyły mi się w jedną tematyczną przestrogę. Ten epizod przedstawiam w formie żartobliwej, aczkolwiek smutnej w skutkach. Jest ukierunkowany na poprawę nastroju jak również daje szanse na osobiste refleksje ;)...

     I tak w rolach głównych występują przystanki: Glinnik, Zielony Dół, Kopalina, Zakliki, Chełm, Kasztanowa, Park Decjusza, Sielanka, Wodociągowa, Przegorzały, Malczewskiego, Stara Wola, Poniedziałkowy Dół.

Z Glinnika wsi w województwie łódzkim, pochodził kolega. Pewnego razu, w niedzielę postanowił się rozluźnić. W tym celu wybrał się do Zielonego Dołu i odurzył się oparami Kopaliny w postaci nafty z destylatu ropy i gazem ziemnym. Po skosztowaniu surowców mineralnych, poczuł się jak kanclerz koronny Zaklika z Mydlnik. Założył Chełm i udał się pieszo Aleją Kasztanową do Parku Decjusza i tam zakończył swą Sielankę. Po przebudzeniu poczuł pragnienie, więc chwiejnym krokiem , poszedł ugasić pragnienie na Wodociągach. Czuł się bardzo wypalony emocjonalnie jak Przegorzała-Zgorzelec, ale świadomy że nie będzie pozował do obrazu nawet Jackowi Malczewskiemu, odezwała się w jego duszy Stara Wola. Cóż z tego, już za późno, bo gnębiony także kacem moralnym, przez cały dzień trzymał go Poniedziałkowy Dół.

     Na koniec wspomnę też o przystanku "Godlewskiego" (będący na początku), już poza tą mozaiką zdarzeniową, zachowam tutaj powagę oraz szacunek, bo Emil jest patronem mojej dawnej placówki szkolnej w Piotrkowicach Małych.

     Do tej humorystycznej historyjki porównam znaną komedię filmową w reżyserii Tadeusza Chmielewskiego z 1971 roku, pt: "Nie lubię poniedziałku". Warto ją obejrzeć, porównać swoje nastroje we wszelakich perypetiach dnia codziennego. Może znajdziemy tam odpowiedź na pytanie: Czy pomimo zaskakujących niepowodzeń w życiu, umiemy jeszcze się tym nie przejmować oraz zaakceptować te wpadki na trzeźwo?...

Marcin Szwaja   

(fot. Marcin Szwaja)
Materiał pochodzi z portalu Internetowy Kurier Proszowski (https://www.24ikp.pl)

Zapraszamy!