Adamie, do zobaczenia w domu Ojca...

(fot. Aleksander Gąciarz)

W dniu 17 kwietnia w Nowym Brzesku odbył się pogrzeb Adama Czekaja - przedsiębiorcy i filantropa z Mniszowa, który zmarł tragicznie w wieku 61 lat. Uroczystości zgromadziły grubo ponad tysiąc osób, a skala wydarzenia była wyjątkowa - kościół i jego otoczenie nie były w stanie pomieścić wszystkich żałobników.

Zmarłego żegnali nie tylko najbliżsi, ale także liczni mieszkańcy, współpracownicy i osoby, którym pomagał przez lata swojej działalności społecznej i biznesowej. Podkreślano jego zaangażowanie w rozwój lokalnej społeczności oraz wsparcie dla wielu organizacji.

Podczas ceremonii Adam Czekaj został pośmiertnie odznaczony Złotą Odznaką Honorową Województwa Małopolskiego - Krzyżem Małopolski. Został pochowany w grobowcu rodzinnym na cmentarzu parafialnym w Nowym Brzesku.

(fot. Aleksander Gąciarz)

Poniżej prezentujemy kazanie pogrzebowe, które wygłosił Proboszcz z Nowego Brzeska Ksiądz Piotr Rojewski.

Pogrzeb 17.04.2026
W zwykłości niezwykłość

Taki zaiste jest czas: w zastaw bierze
Młodość i radość, i wszelki skarb drogi,
Starością płacąc nam w nierównej mierze;
A gdy już wszystkie nasze przejdziem drogi,
On w grobie głuchym, gdzie mrok i martwota,
Zatrzaśnie powieść naszego żywota.
Lecz z grobu, z prochu, z ziemi, w której leżę,
Pan mój podźwignąć mnie raczy: w to wierzę.

Droga rodzino zmarłego Adama, drodzy żałobni słuchacze.

Taki zaiste jest czas... Każdy ma do przejścia swoją drogę i kiedyś ona się kończy. Dla jednego wcześniej, dla innego trochę później, ale powieść życia każdego z nas kiedyś się skończy.

Trochę to przygnębiające... Jaki w takim razie jest sens życia? Jaki był sens życia naszego brata Adama?

Życia, które w ogólnym zarysie nie różniło się od życia każdego z nas.

Urodził się, miał rodziców, uczył się w szkole, poznał Teresę, miłość swojego życia, zaczął pracować, dorabiał się, cieszył się narodzeniem córek, radował się ich sukcesami, przeżywał porażki...

Tak patrząc na to jego życie z grubsza, wcale takie wyjątkowe nie było, jakieś niezwykłe, jakieś zachwycające... Skąd więc dziś takie tłumy na jego pogrzebie? Dlaczego takie tłumy przyszły go pożegnać?

Mój profesor homiletyki kazał nam zawsze dać tytuł kazaniu, żeby móc trzymać się tematu. Kiedy usiadłem, żeby przygotować to kazanie, to do głowy od razu przyszedł mi taki tytuł: W zwykłości niezwykłość.

Takim od początku, odkąd poznałem pana Adama mi się wydał. Gdzie ta niezwykłość w zwykłości?

Słyszałem o jego sukcesach biznesowych, o jego zaangażowaniu w życie społeczne, ale kiedy pierwszy raz podałem mu rękę, to wydawał się taki zwykły, ludzki, taki "swój chłop". Wymieniliśmy kilka zdań, a jakbyśmy się wieki znali. Bez wyniosłości, bez zadęcia, bez zadzierania nosa.

Bo taki właśnie był na co dzień: pełen życzliwości, nie stwarzający barier. Tyle razy widziałem go przed kościołem otoczonego grupą mężczyzn, z którymi rozmawiał, dyskutował, śmiał się. Nie liczyła się zamożność, pozycja społeczna, wykształcenie. Można było czuć się tak swobodnie w jego towarzystwie.

Człowiek szlachetnego serca, ale też miękkiego serca. Może nie w biznesie, bo do tego potrzeba stanowczości, ale na pewno w relacjach międzyludzkich. Pamiętam nagłą śmierć jednego z pracowników firmy. Te łzy w oczach pana Adama i pani Teresy, którzy mówili o śp. Wojciechu nie jak o pracowniku, podwładnym, ale jak o członku rodziny.

W zwykłości niezwykłość.

Przy jego pozycji i majątku mógł spokojnie sobie żyć zamknięty w swoim gabinecie, jak w twierdzy. Mógł korzystać z dobrodziejstw zamożności, którą wypracował wraz ze swoją żoną ciężką pracą, ale nie... To nie pan Adam!

Gdziekolwiek potrzebne było wsparcie, pomoc, on nie żałował i dobrych pomysłów i środków materialnych. Zaangażowany i oddany. Tu mogliby zaświadczyć przedstawiciele różnych organizacji, stowarzyszeń, członkowie orkiestr, przedstawiciele gminy, sołectwa, samorządowcy, parafie...

Człowiek nie tylko z zasobnym portfelem, ale przede wszystkim z sercem...

A to serce widać było zwłaszcza w jego domu. Będąc kilkakrotnie gościem w domu państwa Czekajów wyczuwało się tę atmosferę miłości i szacunku w rodzinie wielopokoleniowej. Wielki szacunek do Mamy, troska o ukochaną żonę, o córki, o wnuki. Czuć było, jak jego serce rozpływało się, kiedy mówił o najbliższych. To niby takie zwykłe, ale jakże niezwykłe staje się w dzisiejszych czasach podbojów miłosnych, zabiegania o swoje szczęście, realizowania siebie.

Pan Adam realizował siebie w tej zwykłości dnia codziennego, zwykłości rodziny, zwykłości miejsca pracy, by przemieniać je w niezwykłość myślenia nie tylko o sobie. Pewnie Ci, którzy z nim żyli na co dzień, pracowali na co dzień mogliby powiedzieć znacznie więcej.

Z mojej perspektywy widziałem jeszcze coś innego. Widziałem źródło jego postępowania. On naprawdę liczył się nie tylko z ludźmi, ale przede wszystkim z Panem Bogiem. Niedziela, Święta, sakramenty, Eucharystia...

Daleko nie trzeba patrzeć. Uczestnictwo w ostatnich rekolekcjach, spowiedź święta, Komunia św. w Niedzielę Zmartwychwstania i w Wielkanocny Poniedziałek...

A i coroczne zapraszanie księdza z kolędą nie tylko do domu, ale i do firmy, żeby Panu Bogu okazać wdzięczność za to, co wypracował własnymi rękami ze świadomością, że nie byłoby to możliwe bez Bożego wsparcia. Ta wiara wyniesiona z rodzinnego domu dawała mu siły, by być po prostu dobrym człowiekiem, a nie jest to zwykłe w dzisiejszym świecie kapitalizmu i kultu pieniądza.

W zwykłości niezwykłość.

Lecz z grobu, z prochu, z ziemi, w której leżę,
Pan mój podźwignąć mnie raczy: w to wierzę.

W to wierzył całym swoim życiem śp. Adam.

I w to i my musimy uwierzyć. Wypadek, który się zdarzył nie był dziełem Pana Boga, bo co mógłby zrobić? Przypiąć mu skrzydła? Dziełem Pana Boga na pewno jest to, że do dobrej śmierci go przygotował. Ta bliskość Wielkanocy, Komunia jako pokarm na drogę ku życiu wiecznemu, śmierć w Tygodniu Miłosierdzia, jakby Opatrzność powiedzieć chciała: nawet jeśli było coś złego w twoim życiu, ja topię to w moim miłosierdziu i wybaczeniu.

Powtarzamy często: od nagłej i niespodziewanej śmierci, zachowaj nas Panie. Często ludzie tego wezwania nie rozumieją, a ono ma zupełnie inny wydźwięk: od takiej niespodziewanej śmierci, kiedy nie będę przygotowany na spotkanie z Sędzią Sprawiedliwym, od nagłej bez pojednania, bez Twojego przebaczenia, Panie, zachowaj mnie! To prawdziwy wydźwięk tych słów.

Dla nas była to śmierć nagła i niespodziewana, ale nie dla śp. Adama. Pan Bóg znalazł go przygotowanego i pewnie właśnie ten moment jego życia wybrał, żeby miał pewność zbawienia, żeby niebo było dla niego otwarte.

Lecz z grobu, z prochu, z ziemi, w której leżę,
Pan mój podźwignąć mnie raczy: w to wierzę.

Adamie, i my w to wierzymy i tylko chcielibyśmy się tam, po drugiej stronie życia kiedyś z tobą spotkać i serdecznie Cię uścisnąć.

W zwykłości niezwykłość... Wieczny odpoczynek...


Żył bo chciałeś, umarł bo kazałeś, zbaw go bo możesz.


Arkadiusz Fularski   

   Nowe Brzesko, 25-04-2026
Materiał pochodzi z portalu Internetowy Kurier Proszowski (https://www.24ikp.pl)

Zapraszamy!