Czas, kiedy ludzie są dla siebie lepsi...

widok na Zalew Nowohucki (fot. Marcin Szwaja)

Proszowice, 18-04-2025

     W tym świątecznym czasie kiedy relacje międzyludzkie są wyjątkowo, troszkę lepsze opiszę zdarzenie, które przydarzyło mi się niedawno.

     Wiosenne temperatury na plusie, szczególnie dwucyfrowe za dnia zachęcają ludzi do spacerów. Taka aktywność widoczna jest wokół Zalewu Nowohuckiego. Sam też zaliczam się do tego grona, ceniącego sobie ruch na świeżym powietrzu, także w pozostałe pory roku. W końcu człowiek potrzebuje kontaktu z innymi, by normalnie i zdrowo funkcjonować w każdym dniu. Jednak nie zawsze jest tak w życiu pogodnie, ciepło, radośnie i kolorowo. Z tym wszystkim powiązana jest smutna historia, ale z pozytywnym zakończeniem.

     Tego, słonecznego dnia Nowohucki Zalew i jego okolice przyciągnął tłumy. Dodatkowym impulsem dla typowych rodzin z blokowisk by wyruszyć na pole, to fakt iż nastał piątek. Więc dla większości osób pracujących zaczął się czas wolny. Trasa wiedzie z osiedla Sportowego wzdłuż alei Solidarności w kierunku Huty im. Tadeusza Sendzimira, tuż obok tego zbiornika wodnego znajduje się most na rzece Dłubnia.

     I tu na dwadzieścia minut zatrzymuje się mój wolny czas. Uaktywnia się altruizm, zgodny z działaniem mojego świętego - Marcina z Tours.

pan Bezdomny pod mostem nad rzeką Dłubnią koło Zalewu Nowohuckiego
(fot. Marcin Szwaja)

     Zaciekawiło mnie, a jestem spostrzegawczy, że jakiś człowiek jest pod tym mostem. Nie ważne, czy jest tam na chwilę, bo wczoraj było tam pusto. Jak się okazało, był nim mężczyzna, który leżał na betonie, izolowany od zimnej płyty tylko cienką kołdrą. W dodatku, od wody zawsze wieje chłodem, teraz tutaj jest lodowato, a co dopiero w nocy!

     Oczywiście człowiek ten (najprawdopodobniej trwale Bezdomny) nie chciał prowadzić ze mną dialogu, bo miał swoje "ego" utrwalone jakimś alkoholem. Kazał mi po prostu: wy...ć ...

     Nie trafił na gościa co się obrazi i go "oleje", więc zadzwoniłem do Straży Miejskiej, bo wierzę, na widok munduru wytrzeźwieje i zmądrzeje, a funkcjonariusze na pewno Jemu pomogą. Szczerze przyznam, że ta służba publiczna, nie była skora przyjąć moje zgłoszenie, tłumacząc: Wie pan ile takich osób bezdomnych jest w Krakowie? I jakieś tam swoje mądre formułki... Oni swoje a ja swoje, mają obowiązek sprawdzić i pomóc. Taka ich rola :)!

Jak się okazało, pan X. dał się namówić i pojechał z patrolem straży miejskiej. Na pewno do jakiejś placówki socjalnej, gdzie będzie (chociaż parę dni) w godnych warunkach. Swoje podręczne rzeczy zostawił pod mostem, więc domniemywam - nie były dla niego najważniejsze i będzie chciał coś zmienić u siebie na lepsze, albo niestety planuje szybki powrót w to miejsce...

czy wróci po te rzeczy? (fot. Marcin Szwaja)

święty Marcin z Tours
(źródło: Zespół Szkół Salezjańskich)

Czemu tę przygodę opisałem?

     Z pewnością nie dla sławy i chwalby mych czynów. Osobiście, to chodzi mi o znieczulicę społeczną. Każdy widzi, odwraca wzrok, ktoś komentuje a nikt nie reaguje. Mam trochę podobnych doświadczeń i obserwacji, więc w takiej sytuacji działam. Choćby dlatego, że kryzys bezdomności nie wybiera. Może spotkać każdego z nas. Nie trzeba oglądać się na kogoś innego, trzeba pomagać samemu.

     Choćby dlatego, żeby mieć czyste sumienie. A w moim przypadku, z racji swojego patrona, który obchodzi swoje święto jedenastego listopada. Pomagał biedakom, oddał swoją szatę nędznikowi... Więc ja też nie mogę być od niego gorszy ;)...

Marcin Szwaja   

Materiał pochodzi z portalu Internetowy Kurier Proszowski (https://www.24ikp.pl)

Zapraszamy!