Jak manipuluje się faktami? - refleksje wnuka ''Tysiąca''

(fot. Tomasz Stężała i Jacek Janiec)

Skalbmierz, 9-08-2014

     Przełom lipca i sierpnia był dla mnie wspaniałym i wzruszającym czasem peregrynacji śladami żołnierzy Inspektoratu Armii Krajowej "Maria" oraz 106. Dywizji Piechoty Armii Krajowej, a także osobiście mojego Dziadka, który dowodził tymi jednostkami. Przy okazji wraz z żoną przekazaliśmy do krakowskiego Muzeum Armii Krajowej pierwsze osiemnaście teczek dokumentów z archiwum Generała.

     Dzień przed obchodami w Skalbmierzu, czyli 4 sierpnia, dzięki serdecznej pomocy pana Jacka Jańca zwiedziliśmy szereg miejsc związanych z walkami o Rzeczpospolitą. Nowe Brzesko, Jaksice - gdzie dwukrotnie żołnierze "Niebory" zatrzymywali wielokrotnie silniejsze oddziały niemieckie, Koszyce, Opatowiec o który bił się sierżant "Lot" - tata pana Jacka, Nowy Korczyn w którym sprytem i odwagą zlikwidowano garnizon wroga. Potem Wiślica, Kazimierza Wielka, Szarbia i Proszowice.

     Tutaj spotkaliśmy się z panem Henrykiem Pomykalskim - niestrudzonym propagatorem Tej Ziemi oraz Redaktorem Naczelnym Internetowego Kuriera Proszowickiego (24ikp). W odwiedzanych miejscach zbieraliśmy ziemię z pól bitewnych żołnierzy AK, rozmawialiśmy z miejscowymi na temat przeszłości. Niestety, wraz z bohaterami pamięć o Rzeczpospolitej ginie. A przecież przygotowanie trasy turystycznej śladami czynu zbrojnego żołnierzy 106. Dywizji nie jest trudne, a da możliwość rozpropagowania regionu i zwyczajnie zarobienia na przeszłości, jak dzieje się to w wielu podobnych miejscach w Europie. Może panowie Henryk i Andrzej wypromują ten pomysł w urzędach i wśród mieszkańców?

(fot. Tomasz Stężała i Jacek Janiec)
(fot. Tomasz Stężała i Jacek Janiec)
     We wtorek, 5 sierpnia, wyruszyliśmy z Krakowa w kierunku Skalbmierza przez Koniuszę i Zielenice, gdzie w tamtych dniach kwaterował sztab "Tysiąca". W miasteczku widać flagi, plakaty na ścianach, czuć podniosłą atmosferę (szkoda, że nie zrobiono tego już w dniu wyzwolenia Skalbmierza). Wojsko, orkiestra, poczty sztandarowe, trochę młodzieży, mieszkańcy, sporo oficjeli i nieliczni kombatanci, w tym kapitan Antoni Sielecki z Krakowa i pułkownik Józef Żelaśkiewicz z Warszawy. Robię zdjęcia, krótkie rozmowy.

- Jak to możliwe, że WAS nie zaproszono na uroczystości?

     Przecież to żołnierze 120 pułku Armii Krajowej kapitana "Sewera" bili się o Skalbmierz jednocześnie zatrzymując szkopów pod Jaksicami. To oni byli gospodarzami tej wyzwolonej ziemi! Z panem Antonim idziemy na końcu pochodu, żartując, że ostatni będą pierwszymi. Przy pomniku na pewno poproszą ich do przodu.

(fot. Tomasz Stężała i Jacek Janiec)
     Ale nie! Rozpoczyna się uroczystość. Komendy, hymn, sztandary. Obaj znani mi oficerowie AK stoją z boku, jakby byli przygodnymi widzami. Prowadzący wita kombatantów i gości, potem zaczyna się "lista płac", czyli wymienianie wszystkich zaproszonych. Urzędników i samorządowców.

- Dlaczego organizatorzy nie zapytali się ludzi w mundurach, w wojskowych beretach, pod orderami o nazwiska? Nawet w ostatniej chwili można było ich uhonorować. Więc dla kogo jest ta uroczystość?

     Zaczynają się wystąpienia. Prowadzący czyta poemat Zofii Dutkiewicz "Bitwa o Skalbmierz - 5 sierpnia 1944". Brawo - ciekawy sposób przedstawienia historii. Następnie zabiera głos pani zastępczyni w Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych (B.Ż). Słucham i czuję jak serce przyśpiesza. Zerkam na kombatantów, na najlepszego znawcę tematyki - pana Stanisława Piwowarskiego z Miechowa: stoją osłupiali. Pani wymienia BCh, AK i AL, po czym płynnie przechodzi do zasług bojowych Batalionów Chłopskich. Tak jakby jeszcze w 1943 roku nie doszło do scalenia, jakby walczący nie nosili na ramionach biało-czerwonych opasek z napisem Armia Krajowa, jakby nie przysięgali jedynemu Rządowi Rzeczpospolitej, którego zbrojnym ramieniem na terenie była 106 Dywizja i Krakowska Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej.

(fot. Tomasz Stężała i Jacek Janiec)
     Zabieramy naszych dziewięćdziesięcioletnich weteranów w cień, dajemy wodę, głośno dyskutujemy nad... No właśnie, czym? Niedouczeniem pani na wysokim urzędzie? Prezentowaniem poglądów konkretnej partii politycznej? Czy może świadomym fałszowaniem historii?

Kolejny mówca reprezentował (nie jestem do końca pewien) Stowarzyszenie Byłych Żołnierzy BCh. Ani słowa o 106 Dywizji - to oni tu walczyli i odnieśli zwycięstwo.

     Teraz już wiemy, dlaczego nie zaproszono żołnierzy AK. Dlaczego wygłoszono takie przemówienia i szybko zakończono dalsze przemowy. Wnioskuję, że władze Skalbmierza zrobiły uroczystość dla siebie, dla własnej promocji przed zaproszonymi urzędnikami wyższego szczebla. Będzie co odfajkować, przed kim się chwalić. A prawda? Weterani długo nie pożyją, zabiorą ją ze sobą.

     Ale żołnierze AK nie zwykli kapitulować. Na cmentarzu będą składane kwiaty. Nasi akowcy przebijają się do przodu, łamiąc zaplanowany wcześniej szyk. Tutaj kapitan Sielecki dobitnie mówi jak było, nie pozwala zakłamywać historii. "Władzuchna" musi przełknąć łyżkę dziegciu.

    Jestem wnukiem Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego. Bohatera tamtych dni, który choć bezpośrednio nie walczył pod Skalbmierzem, to dzięki jego tytanicznej pracy stworzone zostało wojsko, które przeszkolone, uzbrojone i dobrze dowodzone było w stanie po pierwszej klęsce zmobilizować się i odnieść wspaniałe zwycięstwo. Piszę na ten temat książki i artykuły i myślę, że dobrze znam historię Rzeczpospolitej Partyzanckiej. W czasie moje podróży poznałem wielu niezwykłych ludzi, bohaterów którzy wciąż, w tak zwanej "wolnej Polsce" muszą walczyć o prawdę i pamięć. Póki sił starczy, będę ich wspierał w krucjacie przeciw manipulatorom i kłamcom.

(fot. Tomasz Stężała i Jacek Janiec)


Tomasz Stężała (www.tomaszstezala.pl)   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: http://www.24ikp.pl/skarby/rp44/news/20140809manipulacja/art.php