Żołnierz gen. Andersa, zakochany w Polsce
Marian Tomaszewski

Marian Tomaszewski (fot. Arkadiusz Fularski)

Pławowice, 18-02-2017

     Witam pana! Jak się miewa Marysia Adamczyk? Tymi słowami przywitał mnie 2 września 2016 roku Pan Marian Tomaszewski, który kilka lat temu udzielił pomocy Marysi z Mniszowa Kolonii razem z Polonią Angielską. Odbyliśmy po raz kolejny serdeczną rozmowę telefoniczną. Żołnierz spod Monte Cassino ma dzisiaj 95 lat i był obecny w Cassino na tegorocznych obchodach rocznicowych, jako jedyny ze swojego Korpusu. Poniżej przedstawiam rozmowę, jaką przeprowadziłem z Panem Marianem kilka lat temu w Krakowie.

     Obecnym właścicielem zespołu pałacowo - parkowego w Pławowicach jest Marian Tomaszewski mieszkający w Anglii. Więziony przez NKWD, walczył jako czołgista m.in. pod Monte Cassino. W dniu 2 września żołnierz generała Andresa zadzwonił do mnie i przeprowadziliśmy długą serdeczną rozmowę. Poniżej, przedstawiam artykuł jaki napisałem o Panu Marianie Tomaszewskim kilka lat temu.

Marian Tomaszewski urodził się 13 sierpnia 1922 roku w Przemyślu, gdzie ukończył Szkołę Podstawową i Gimnazjum. W młodości należał do oratorium w kościele Salezjanów w Przemyślu. Aktywnie działał w harcerstwie. Prowadził dwa obozy, w 1938 w Krasiczynie i w 1939 Starzawie. We wrześniu 1939 pomagał rannym polskim żołnierzom, jako członek harcerskiej drużyny sanitarnej w miejscowym klasztorze Benedyktynów. Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Przemyśla, i podziale miasta na dwie części: niemiecką i radziecką, znalazł się w strefie okupowanej przez czerwonoarmistów.

- We wrześniu 1939 poszedłem do pierwszej klasy Liceum w Przemyślu. Zaraz po wybuchu wojny, bo już 11 listopada zostałem aresztowany przez NKWD. Powodem mojego aresztowania było doniesienie przez mojego szkolnego kolegę (zagorzałego komunistę) o tym, że ponoć na ogrodzie zakopałem karabin maszynowy. A ja nigdy nie widziałem takiego karabinu na oczy. Enkawudziści nie patyczkowali się ze mną, nie słuchali moich wyjaśnień. Bili mnie tak, że straciłem wiele zębów. Gdybym się jednak przyznał, do czegoś, czego nie zrobiłem, straciłbym życie, a tak dostałem wyrok, który ogłoszono mi w Charkowie - 8 lat ciężkiego więzienia - wspomina pan Marian.

     Trafił do Kazachstanu. Pracował jako więzień w kopalni węgla w Karagandzie. Kilka razy uciekał z więzienia, ale brak pieniędzy (więźniom nie płacono), krótko ostrzyżone włosy, ubranie - to wszystko utrudniało ucieczkę. Pracował w gronie 60. tys. skazanych, ucząc się w międzyczasie języka rosyjskiego od współwięźniów, płacąc za lekcje kostkami cukru...

- Kiedy hitlerowcy napadli na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 w Rosji nastąpiło rozluźnienie dyscypliny. Wówczas moja ucieczka się już powiodła. Wsiadłem w pierwszy lepszy pociąg, który jechał na Zachód. Dojechałem do Swierdłowska, bo dalej na Zachód było już zbyt niebezpiecznie, ponieważ NKWD - im bliżej frontu - tym częściej kontrolowało podróżnych. W Swierdłowsku podjąłem pracę "na dole", jako górnik przy wydobyciu węgla. Zaświadczenie z kopalni, mówiące o tym, że jestem górnikiem pozwoliło mi na zamieszkanie w hotelu górniczym, i względny spokój. Jednak po kilku miesiącach, coraz bardziej kadrowcy pytali mnie o dokumenty, a ja ich nie miałem. Musiałem więc jechać dalej, znałem już trochę język i miałem trochę rubli. Ruszyłem w kierunku Turkiestanu - opowiada.

     Podczas podróży koleją mijał wiele stacji. Szczególnie jednak zapamiętał jeden przystanek. - Na stacji w Buzułuku wyjrzałem przez okno, i nie wierzyłem własnym oczom... Myślałem, że śnię. Na peronie stał żołnierz w polskim mundurze w stopniu kaprala! Podszedłem i zapytałem, czy jest Polakiem, i co tu robi w mundurze?! Opowiedział mi dopiero, że była amnestia i, że w Związku Sowieckim trwa nabór do Polskiego Wojska. Nic o tym nie wiedziałem do tej pory. Kazał mi biegiem przelecieć przez wszystkie wagony i krzyczeć "Polacy do wojska!". Dzięki temu z pociągu wysiadło kilku młodych ludzi, Polaków - mówi.

     Z Buzułuku polscy żołnierze pojechali do Tocka, gdzie rozpoczęli ćwiczenia wojskowe. Nadeszła ostra zima 1941 roku. Początkowo mieszkali w namiotach, dopiero później dostali rozkaz by budować ziemianki.

- Z początkiem 1942 roku wyruszyliśmy do Persji, dzisiejszego Iranu. Tam wstąpiłem do Szkoły Podchorążych Piechoty, którą ukończyłem w stopniu: kapral podchorąży. W Iraku przydzielono mnie do VI. Pułku Dzieci Lwowskich. Zostałem dowódcą czteroosobowego czołgu. Z Iraku trafiłem do Egiptu, gdzie w Kairze zostałem instruktorem radiotelegrafistów. Nadawałem do 99 znaków na minutę alfabetem Morsea. Pod koniec 1942 dostaliśmy czołgi Shermany. Wróciłem z Egiptu do Iraku, gdzie mój pułk wspólnie z Anglikami ochraniał irackie pola naftowe koło Kirkuku. Później przerzucono nas do Palestyny, gdzie w Gazie nastąpiła koncentracja II Korpusu Generała Władysława Andersa i gdzie prowadziliśmy wspólnie z Anglikami duże ćwiczenia.

Mieliśmy nadzieję, że wylądujemy w Grecji i będziemy kierować się do Polski. Jeszcze żaden z nas nie wiedział, jak bardzo oszukano i zdradzono nas w Jałcie. Jak się okazało, było to przygotowanie do inwazji, ale we Włoszech. W 1943 roku wylądowaliśmy na Sycyli, i rozpoczęliśmy bojowy szlak przez Włochy. Do pierwszego starcia z Niemcami doszło pod Piedemonte, gdzie zostałem lekko ranny. Później było Monte Cassino, które jak uważam - Polacy zdobyli dzięki użyciu czołgów. Żaden z amerykańskich, czy angielskich generałów nie odważył się włączyć, w tym masywie górskim czołgów, dlatego 15 tysięcy amerykańskich i 8 tysięcy angielskich żołnierzy nie zdobyło Monte Cassino. Zdobyli je Polacy, których było półtora tysiąca, ale którzy włączyli do walk Shermany
- mówi dalej pan Marian.

     Na szlaku bojowym VI. Pułku Dzieci Lwowskich znalazły się m.in. Loretto, Bolonia i Ancona, gdzie Marian Tomaszewski zakończył swój szlak bojowy. Spośród wielu odznaczeń, jakie posiada wymieńmy tylko najważniejsze: Krzyż Walecznych, Krzyż Monte Cassino, Krzyż Zasługi, Africa Star, Italy Star, Word Star, Medal Wojska Polskiego i wiele innych, w śród nich medal "Pro Memoria".

- Zdanie czołgów Anglikom było dla mnie najgorsze. To było straszne uczucie. Patrzeć, jak palnikiem obcinają lufy maszynom, w których walczyliśmy, a którymi chcieliśmy wrócić do Ojczyzny. Po wojnie, we Włoszech zrobiłem kurs maturalny. I z chwilą, gdy przerzucono koleją mój pułk do Anglii, miałem tam drogę otwartą na studia. Ojciec pisał mi z Polski, wysyłając listy za pośrednictwem marynarzy ze Szwecji, żebym nie przyjeżdżał na razie do kraju. Postanowiłem więc, w 1946 iść na studia w Glasgow.

Po trzech latach nauki z dyplomem inżyniera elektryka rozpocząłem pracę najpierw, jako kreślarz, a następnie inżynier elektryk górniczy. W międzyczasie poznałem swoją żonę Irenę, z którą wziąłem ślub w 1948 roku. Kupiliśmy w Bery obok Manchesteru dom, gdzie na świat przyszedł syn i dwie córki. Przez 19 lat pracowałem, jako inżynier elektryk w firmie, która delegowała mnie w różne miejsca na świecie. To pozwoliło mi zdobyć trochę kapitału i kupić własną fabrykę, w której produkowane były urządzenia elektryczne, w tym lampy. Jednak po śmierci syna, nie miałem komu przekazać firmy i zmuszony byłem ją sprzedać. Będąc już na emeryturze, postanowiłem kupić większy kawałek ziemi w Polsce. Przeglądając w agencji oferty, natrafiliśmy na posiadłość w Pławowicach, która przypadła nam do gustu, i którą kupiliśmy w 2004 roku
- mówi pan Tomaszewski.

     W dniach 23 i 24 czerwca 2006 roku pan Tomaszewski wraz z żoną Ireną i córką Marią byli gospodarzami III. Zjazdu Poetów w Pławowicach. Dwa lata później 28 czerwca 2008 roku rodzina Państwa Tomaszewskich była gospodarzem IV. Zjazdu Poetów w Pławowicach. Przypomnijmy, że I. Zjazd Poetów w Pławowicach zorganizował od 8 do 10 czerwca 1928 roku właściciel majątku pławowickiego Ludwik Hieronim Morstin. Rok później, od 23 do 25 czerwca 1929 roku hrabia Morstin gościł poetów na II. Zjeździe.

     Co jakiś czas pan Marian Tomaszewski przebywa w Polsce, i choć mieszka w Krakowie, to często odwiedza razem z żoną i córką Marią posiadłość w Pławowicach. Na co dzień mieszka jednak w Anglii, gdzie przebywa od czasu zakończenia II wojny światowej. Razem z żoną prowadzi w Bery pod Manchesterem - Dom Polski, i czując się do dzisiaj harcerzem prezesował blisko 50 lat organizację o nazwie "Krąg starszo-harcerski". Przez wiele lat wspólnie z polskim kościołem pomagał Polakom szukającym pracy w Anglii. Pan Marian jest prawdziwym patriotą. W domu rodzinnym w Anglii pozwolił mówić tylko po polsku. - Dla mnie Polska to wszystko! - powiedział nam żołnierz generała Władysława Andersa.



Proszowice, 25-06-2020

Pułkownik Marian Tomaszewski zmarł 5 czerwca 2020 roku w Londynie [IKP].

Arkadiusz Fularski   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: http://www.24ikp.pl/skarby/ludzie/zwykli/t/tomaszewski_marian/art.php