facebook
AK-owiec, zięć legionisty

    Dzisiaj jest piątek, 23 października 2020 r.   (297 dzień roku) ; imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   |   praca   | 
 |   ludzie ZP   |   miejsca, obiekty itp.   |   felietony, opracowania   |   kącik twórców   |   miejscowości ZP   |   ulice Proszowic   |   pożółkłe łamy...   |   RP 1944   | 
 |   lista postaci   |   przyjaciele regionu   |   stąd pochodzili   |   "zwykli - niezwykli"   | 
 ludzie Rzeczpospolitej Partyzanckiej 1944 
 |   "katyńczycy"   | 

serwis IKP / Skarby Ziemi Proszowskiej / ludzie ZP / rp1944 / AK-owiec, zięć legionisty
O G Ł O S Z E N I A


AK-owiec, zięć legionisty
Jan Zawartka ps. Sokół
(ur.: 15.05.1913 - zm.: 1990)

biogram

(fot. ikp)

26-09-2010

     By uciec z konwoju, trzeba było mieć sporo odwagi, sprawności i szczęścia. Janowi Zawartce nie zabrakło w tym momencie żadnego z tych elementów. Zamiast do jenieckiego obozu gdzieś na terenie Wielkiej Rzeszy, po kilku dniach tułaczki wrócił do Nowego Brzeska.

     Odwagi nigdy mu nie brakowało. Można powiedzieć, że pod tym względem był godnym kontynuatorem tradycji rodzinnej, jaką zapoczątkował jego teść, Leon Ćwikła. Pochodzący z Nowego Brzeska ułan, wachmistrz, legionista, zginął na wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. Było to w okolicach Białej Cerkwi. Jego oddział dostał się w okrążenie armii konnej Siemiona Budionnego. W beznadziejnej sytuacji udało mu się przedrzeć przez pierścień wroga i sprowadzić pomoc. Niestety, w czasie odwrotu został śmiertelnie ranny. Miał zaledwie 25 lat. Jako bohater otrzymał pośmiertnie Krzyż Virtuti Militari od swojego wodza, Józefa Piłsudskiego. Tchórzowi marszałek na pewno by takiego odznaczenia nie wręczył.

     Na fizyczną sprawność też nie mógł się Jan Zawartka uskarżać. Przynajmniej w młodym wieku. We wrześniu 1939 roku miał 26 lat. Urodził się 15 maja 1913 roku w Nowym Brzesku, jako jedyny syn Mieczysława i Jadwigi z domu Ścisłowskiej. Oprócz niego Mieczysław i Jadwiga mieli pięć córek. Mieszkali przy Starym Rynku. Szkołę powszechną Jan ukończył w Nowym Brzesku. - Często z szacunkiem wspominał wspaniałe grono pedagogiczne, kierownika Łakomskiego, Reraka, małżeństwo Bryłów, Ścisłowskiego, Szymachę, które oprócz wiedzy wszczepiło mu inne wartości na całe życie. Pośrednio i ja te wartości odziedziczyłam - wspomina córka Jana Zawartki, Jadwiga Zawartka-Świętek. W Krakowie ukończył szkołę czeladniczą w zawodzie stolarza. Wolny czas spędzał w klubie sportowym "Sokoła", gdzie trenował tężyznę fizyczną. Ten ostatni fakt miał znaczenie w czasie udanej ucieczki z niemieckiego konwoju. Zdając sobie sprawę z tego, że jest w stanie przeskoczyć przez dwumetrowe ogrodzenie i szybko pobiec, łatwiej mógł podjąć ryzykowną decyzję.

     Ale odważniejszym i sprawniejszym od niego nie zawsze wszystko się udaje. O powodzeniu często decyduje łut szczęścia. Janowi Zawartce sprzyjało ono tego dnia podwójnie. Po pierwsze, pilnujący więźniów Niemcy na moment zajęli się zupełnie czymś innym: zaczęli robić zdjęcia polskim żołnierzom, którzy z głodu jedli surowe ziemniaki zbierane prosto z pola. Po drugie, pilnujący jeńców nie byli najlepszymi snajperami. Gdy spostrzegli ucieczkę, zaczęli strzelać, ale jedynym efektem ich wysiłków była przestrzelona menażka. Zbieg wydostał się poza zasięg niemieckiego ognia cały i zdrowy.

     Dzięki pomocy dobrych ludzi, którzy dali mu cywilne ubranie, dotarł do domu, do żony Józefy, którą poślubił trzy lata przed wybuchem wojny. Wkrótce wstąpił do Armii Krajowej. Miał przygotowanie wojskowe nabyte nie tylko w czasie szybko zakończonej Kampanii Wrześniowej. Przed wojną odbywał służbę wojskową w Szkole Podchorążych w Zamościu. Był strzelcem wyborowym CKM-ów. W partyzantce, do której często trafiały wojskowe żółtodzioby, takich jak on potrzebowali szczególnie. W konspiracji przyjął pseudonim "Sokół". Walczył do 1945 roku. - To zapewniło mu poważanie, któremu zawdzięczał wybór na przewodniczącego GRN w Nowym Brzesku. Pełnił tę funkcję przez 3 lata, aż do momentu podjęcia pracy w Nowej Hucie, w 1949 roku - mówi córka.

     Nie uchroniło go to jednak od represji w czasach terroru stalinowskiego. Był 13 razy aresztowany i przesłuchiwany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa przy placu Inwalidów w Krakowie. - Pamiętam nalot UB w nocy, kiedy otoczyli dom i przeprowadzili rewizję. Miałam wówczas 12 lat. Świecili nam mocno w oczy latarkami. Przeżycie było tak silne, że zachorowałam na padaczkę. Ostatnie aresztowanie ojca trwało 2 tygodnie. Więziony był w Pińczowie, skąd przywiózł go na furze z sianem dobry człowiek, gdyż ojciec nie był w stanie utrzymać się na nogach. Twierdził, że Polska dla jednych była matką, a dla drugich macochą, ale trzeba i należy ojczyźnie służyć w każdych okolicznościach.

     W roku 1956 rodzina przeprowadziła się do Nowej Huty. Wcześniej Jan Zawartka przez siedem lat dojeżdżał do pracy z Nowego Brzeska. W Hucie najpierw pracował jako stolarz i murarz, potem jako brygadzista i mistrz budowlany. Kierował pracą zespołu robót wykończeniowych w Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego. Mając wieloletnią praktykę i zawodowe uprawnienia, uczestniczył w budowie szpitala im. Stefana Żeromskiego i Instytutu Pediatrii w Prokocimiu. Jego fachowość została wysoko oceniona. Otrzymał szereg odznaczeń państwowych. Najbardziej cenił sobie jednak szacunek i uznanie ludzi. - Byłam dumna ze swojego ojca, gdy przemierzając z nim osiedla Nowej Huty, spotykaliśmy się na każdym kroku z wyrazami szacunku i serdeczności. Był ojcem pięciu córek. Zaszczepił w nas wiarę w Boga, uczciwość, dobroć, obowiązkowość, patriotyzm i wrażliwość na ludzką krzywdę.

     Jan Zawartka zmarł w 1990 roku w wieku 77 lat. Został pochowany w rodzinnym grobowcu na cmentarzu w Nowym Brzesku. Żegnały go dzieci, rodzina, przyjaciele i znajomi. Przybył partyzancki dowódca, major Bohdan Thugutt ps. "Beteha". Nad grobem kolega z Armii Krajowej, major inż. K. Twardosz powiedział: "Kolega Jasiu (...) cieszył się, gdy zwracano się do niego o pomoc. Czuł się potrzebny innym. Nie umiał odmówić. W takich sprawach nie znał słowa "nie". Dewizą jego życia było "czyń drugiemu dobrze". Lubił, gdy młodzi zwracali się do niego po imieniu. Był wtedy uśmiechnięty, zadowolony i czuł się młodszym. Takim Cię pamiętamy".

Jana Zawartka został odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Walecznych "Polonia Restituta", Krzyżem Partyzanckim, Krzyżem Srebrnym z Mieczami, Medale Zwycięstwa i Wolności, Odznaką Grunwaldu, Medalem Uczestnika Wojny Obronnej w 1939 Roku.

opracowanie: Aleksander Gąciarz, Arkadiusz Fularski   


ŹRÓDŁA, BIBLIOGRAFIA:
  1. Fularski Arkadiusz, Gąciarz Aleksander; AK-owiec, zięć legionisty - Wspomnienie o Janie Zawartce; Dziennik Polski; 1.03.2008

  2. pl.wikipedia.org



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Prawdziwej wdzięczności nie można wyrazić słowami .
(Goethe)
październik  23  piątek
październik  24  sobota
[19.00]   (Proszowice)
Spektakl "Mein Kampf" Teatru Powszechnego na żywo w Internecie
październik  25  niedziela
październik  26  poniedziałek
DŁUGOTERMINOWE:


PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ