Chociaż masz, Morstinie, młyn, ale pieniędzy nie masz
Ludwik Hieronim Morstin
(ur.: 12.12.1886 - zm.: 12.05.1966)

życiorys LHM autorstwa Włodzimierza Chorązkiego

 (fot. nowe-brzesko.iap.pl)

11-07-2006

     Był rok 1963 albo 1964, a może 1965, tego dokładnie nie pamiętam, nie pamiętam też pory roku, w miejscu gdzie znajduje się obecnie sklep na pograniczu Mniszowa i Szpitar, tam kończyła się ciągle błotnista (lub pełna kurzu) droga mniszowska, a zaczynała brukowana w tzw. "kocie łby" droga "szpitarska", tam właśnie stał duży ciężarowy samochód, ciągnik i chyba kilka furmanek. Było niewielkie zbiegowisko. Wszyscy zaglądali na "pakę" wspomnianej ciężarówki, ktoś pokazywał biały kamień. "To utrącony nos" - usłyszałem. Zajrzałem i ja. Na platformie znajdowały się dwa białe kamienne lwy. Ktoś powiedział: "To lwy sprzed pałacu w Pławowicach"!

     Te lwy, mam okazję od kilkudziesięciu lat oglądać w samym sercu Krakowa. Strzegą wejścia do Wieży Ratuszowej. Dopiero po latach dowiedziałem się, że kierujący przebudową Rynku Głównego młody wówczas Wiktor Zin, postanowił przyozdobić wspomniane wejście jakimiś monumentalnymi rzeźbami. Uznano, iż nadają się do tego lwy sprzed zapuszczonego pałacu w Pławowicach.

     Jako kilkuletni chłopak w długie jesienno-zimowe wieczory, słuchałem trwających do późnego wieczora opowieści, które snuli schodzący się do mojego rodzinnego domu na "plotki" sąsiadów i nie tylko. Jedni przychodzili do mojego ojca za "sprawą" (ojciec mój lutował garnki, wykonywał drobne roboty, nazwijmy to "ślusarsko-kowalskie", strzygł i golił głównie starszych ludzi - był taką "złotą rączką") inni, tak sobie - dla zabicia czasu. Były to tzw. "kuminki".

     Dlaczego o tym piszę, otóż bardzo często, w trakcie tych "pogaduszek", na różnorodne tematy, przewijał się motyw Pławowic, wspominano Morstinów (czytaj: Morsztynów). Wiem, że przed II wojną światową mój ojciec znał osobiście Ludwika Hieronima Morstina i kilkakrotnie był w pławowickim pałacu. Ponieważ ojciec pracował w zakładach metalowych w Szreniawie k. Proszowic (z tego co wiem wykonywano tam jakieś ciśnieniowe kotły), często wykonywał ślusarskie zlecenia na rzecz okolicznych majątków, m.in. w Jakubowicach, Kowali i właśnie Pławowicach. "Oj bogactwo tam było" - wzdychał. "Morstin to dobry chłop był" - mówił innym razem. Dlaczego oby był, tego nie wiem, mogę się tylko domyślać.

     Jednak w trakcie wspomnianych pogaduszek, opinie o nim oraz jego mieszkańcach były skrajne: "łajdactwa i brewerie tam jakieś wydziwiali" (chodziło zapewne o słynne pławowickie bale, w trakcie których raczej za kołnierz nie wylewano), "jakieś cudoki tam przyjeżdżały, z Krakowa, Warsiawy i pieron wie skąd", "przebierańców w parku widziołem". Inni mówili bardziej o sprawach nazwijmy materialno - zawodowych: "miołem dobrą robotę w majątku, było mi dobrze", "Morstionowa dała pieniądz na doktorów, kiedy mój chłopok zachorował". Inni mówili: "Dobrze, że tych obszarników przegonili, mój ociec miał 3 morgi, a oni ponad tysiąc. U nas bieda w domu była jak pieron, a oni przepuszczali pieniądze na łajdactwa. Po wojnie dali nam za to 6 mórg!" (chodziło pewnie o parcelację pławowickiego majątku).

To były opinie biednych, prostych ludzi, którzy nie rozumieli stylu życia i mentalności mieszkańców pałacu.

     Rzeczywiście, kim był Ludwik Hieronim Morstin i mieszkańcy pałacu? Suche dane: urodził się na nowobrzeskiej ziemi (on sam częściej mówił i pisał - proszowskiej) w roku 1886, jego ojcem był Ludwik Morstin (1848 - 1926). Miał dwóch braci: Alfreda Józefa (1883 - 1971); Zygmunta (1888 - 1954) oraz siostrę Marię Helenę (1893 - 1972). Jego pradziadek - Felicjan Ludwik Morstin herbu Leliwa (1782 - 1865) zbudował ok. 1804 roku istniejący do dnia dzisiejszego pałac oraz założył park angielski, i on to uzyskał od cara Aleksandra I tytuł hrabiowski (uznawany był tylko na obszarze Imperium Rosyjskiego). O ile jego przodkowie: pradziadek Felicjan Ludwik; dziadek - Władysław (1820 - 1880) i ojciec - Ludwik, charakteryzowali się zdolnościami praktycznymi, administracyjnymi i gospodarczymi, to Ludwik Hieronim miał duszę, nazwijmy wybitnie artystyczną i altruistyczną (majątku pilnowała żona).

     Czyżby odezwały się geny siedemnastowiecznych antenatów? Nie znaczy to, że nie był wielkim patriotą, wręcz przeciwnie. Otrzymał staranne wykształcenie, m.in.: w latach 1906-1910 studiował filozofię, psychologię i filologię klasyczną na uniwersytetach w Monachium, Berlinie, Lipsku i Paryżu. Po powrocie do kraju był współzałożycielem i współredaktorem miesięcznika "Museion" (1911 - 13). Podczas I wojny światowej służył w 2 pp Legionów Polskich, pracował Naczelnym Komitecie Narodowym, był członkiem Rady Regencyjnej, następnie w służbie wojskowo-dyplomatycznej w Paryżu (1919 - 22) i Rzymie 1922 - 24). Zakończył służbę wojskową w stopniu majora.

     W trakcie trwania I wojny światowej, cesarz austriacki Franciszek Józef II nadał mu tytuł hrabiego. W roku 1920 ożenił się z piękną kobietą o legendarnej urodzie - Janina z Żółtowskich herbu Prus. Jej podobizna widnieje nawet na przedwojennych srebrnych monetach.

     Ludwik Hieronim od najmłodszych lat interesował się literaturą i teatrem. Lubił przebywać wśród pisarzy, poetów, aktorów i artystów (malarzy i rzeźbiarzy). Zresztą, nie tylko on miał duszę artysty, miało ją także jego rodzeństwo. Od najmłodszych lat sam pisał: wiersze, nowele, a przede wszystkim sztuki teatralne, które są grane do dnia dzisiejszego. Znanych pozycji na liście utworów napisanych przez Ludwika Hieronima Morstina jest ponad siedemdziesiąt, a o ilu nie wiemy? Wszak w 1945 roku pomieszczenia pałacowe i bogata biblioteka zostały splądrowane, a sami Morstinowie pieszo opuścili w 1945 roku pałac, tylko z podręcznym bagażem!

     W latach 1930-31 był redaktorem prestiżowego w środowisku polskiej inteligencji "Pamiętnika Warszawskiego".

     On sam i jego pałac, a także miejscowość Pławowice zasłynęły ze spotkań (zjazdów) kwiatu polskiej literatury, a miały one miejsce w kolejnych latach: 1928 i 1929. Recytowano wiersze, organizowano przedstawienia teatralne (także z udziałem miejscowej młodzieży i dzieci), prowadzono długie dysputy na tematy literacko-artystyczne.

     Nie sposób wymienić wszystkich, dla których gościna i pałac w Pławowicach był inspiracją w twórczości. Lista ta obejmowałaby ponad setkę znanych w okresie międzywojennym postaci.

     Podczas okupacji hitlerowskiej Ludwik Hieronim Morstin był czynnym członkiem konspiracji. Po opuszczeniu w roku 1945 Pławowic osiadł na stałe w Zakopanem, zamieszkał w willi "Kozica" przy ul. Strążyskiej. Prowadził działalność kulturalną w Zakopanem, był jednym z założycieli i prezesem Towarzystwa Miłośników Teatru im. Heleny Modrzejewskiej, patronował działalności jego amatorskiej sceny teatralnej i nawet napisał dlań sztukę Buntownica. Później był kierownikiem literackim teatrów katowickiego i krakowskiego. Od 1960 aż do śmierci w roku 1966 mieszkał w Warszawie. Do lat osiemdziesiątych XX wieku Ludwik Hieronim Morstin żył we wspomnieniach mieszkańców swojej ukochanej ziemi proszowskiej, niejako w podziemiu, bo jak inaczej nazwać o nim wiejskie pogaduszki? W oficjalnym życiu kulturalnym ziemi proszowickiej i nowobrzeskiej nie istniał. Był dla ówczesnych władz przedstawicielem wrogiej chłopskiemu ludowi klasy obszarników! A była to przecież postać wybitna i wspaniała, z której ziemia proszowicka i nowobrzeska powinna być dumna. Niestety negatywnym i wstydliwym symbolem podejścia mieszkańców naszej ziemi do dokonań tego zasłużonego człowieka, pozostaje pałac pławowicki i jego otoczenie. Jest to pośredni symbol jak traktowano przez pół wieku dzieła życia jego Wielkiego syna.

     Żałować należy, że najbliższa Pławowic szkoła podstawowa, wybrała za patrona postać, co prawda wielką, ale wcale nie związaną z naszą małą Ojczyzną - Henryka Sienkiewicza, a taki przecież diament urodził się tuż za opłotkami Mniszowa.

     Z tego co wiem, gimnazjum w Mniszowie nie posiada jeszcze swojego patrona. Moim zdaniem powinien nim być tylko Ludwik Hieronim Morsztyn.

     W roku 2006 przypadają dwie okrągłe rocznice Wielkiego Pławowiczanina: sto dwudziesta rocznica urodzin i czterdziesta rocznica śmierci. Następna taka okrągła rocznica przypadnie za dziesięć lat. Mam nadzieję, że w roku 2016 w pałacu będą już gościć, a po parku pławowickim - będą się przechadzać, najwięksi współcześni artyści polscy.

     Jestem za, by w roku 2006 w gminie Nowe Brzesko zorganizować, o ile nie ogólnopolskie, to wojewódzkie spotkanie rocznicowe, podczas którego odbyłaby się konferencja naukowa poświęcona życiu i twórczości Ludwika Hieronima Morstina, a może udałoby się wystawić jedną ze jego najlepszych sztuk? Należy również rozważyć, czy aby nie wydać jakiejś rocznicowej monografii lub zebrane w formie książkowej materiały pokonferencyjne.

     A swoją drogą, lwy spod krakowskiej wieży ratuszowej winny wrócić tam gdzie ich miejsce, czyli na pławowickie puste piedestały. Opuszczone przedratuszowe cokoły powinny zająć minterajowskie rzeźby.

Włodzimierz Chorązki   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: https://www.24ikp.pl/skarby/ludzie/krajanie/morstin_ludwik_hieronim/art02.php