facebook
Kilka wierszy Zdzisława...
Loading

    Dzisiaj jest środa, 22 listopada 2017 r.   (326 dzień roku) ; imieniny: Cecylii, Jonatana, Marka Dni Honorowego Krwiodawstwa w Polsce (22-26)    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   ludzie ZP   |   miejsca, obiekty itp.   |   felietony, opracowania   |   kącik twórców   |   miejscowości ZP   |   ulice Proszowic   |   pożółkłe łamy...   |   RP 1944   | 

serwis IKP / Skarby Ziemi Proszowskiej / kącik twórców / Kilka wierszy Zdzisława...
O G Ł O S Z E N I A
patronaty IKP



Kilka wierszy Zdzisława...

Zdzisław Kuliś
pióro, klawiatura... - poezja

(fot. Zdzisław Kuliś)

Donosy, 2-11-2017

Zaduszki

Znicze, tysiące zniczy,
Płonących na licznych cmentarzach
I łzy, których nikt nie policzy
Płynące po ludzkich twarzach.

Zdzisław Kuliś



Katyń
Racławice
Katyń
Oświęcim
Mante Casino
Mante Casino
Michniów
Miednoje
Warszawa - Powązki
(źródło: internet)


Donosy, 25-10-2017

     Kilka wierszy Zdzisława Kulisia w klimacie nadchodzącego Święta Zmarłych:

red.   

Mogiła

Zwykły brzozowy krzyż
Mogiłę niewielką znaczy
W szczerym polu, gdyż
Zginął tu żołnierz z rąk hitlerowskich siepaczy.

Kiedyś krzyż ten był biały,
Wykonany przez dobrego człowieka.
Obok cztery drzewa stały
Widoczne z bardzo daleka.

Teraz z bieli tylko ślady pozostały,
Gdyż kora przez lata zmurszała.
A drzewa, które obok stały
Dawno wichura połamała.

Pozostał tylko krzyż stary,
By przypominać potomnym wielu,
Chociażby innej byli wiary:
"Zdejm czapkę drogi przyjacielu".

Pochyl głowę przed ową mogiłą
I Świętym skraweczkiem ziemi.
Wróg mordował przemocą i siłą
Dlatego leży tu, zamiast między swymi.

Niekiedy jakiś przechodzeń
Znicz na grobie zapali.
Postoi trochę na polnej drodze
I idzie sobie dalej.

Czasami ktoś znak krzyża zrobi z litości,
Nie wiedząc jaki mogiła ma wiek,
Jakiej poległy był narodowości
I wyszepce: w imię Ojca i Syna, przecież to człowiek.

Zdzisław Kuliś, Donosy, maj 2009

Zaduszki, dzień zmarłych

Znicze, tysiące zniczy,
Płonących na licznych cmentarzach
I łzy, których nikt nie policzy,
Płynące po ludzkich twarzach.

W Katyniu i w Miednoje
Palą się znicze pamięci
Po tych, co oddali życie swoje,
Płaczą krewni ich stratą dotknięci.

Palą się znicze pod Monte Casino,
W Tobruku i wszędzie tam,
Gdzie polski żołnierz ginął,
Daleko od bliskich, sam.

Palą się też na polskiej ziemi
W Oświęcimiu i Michniowie,
Palą się każdej jesieni
Na znanym i nieznanym grobie.

Pod Grunwaldem i Racławicami,
Na wiejskich cmentarzach wszystkich,
Gdzie ludzie całymi rodzinami
Idą odnowić pamięć o swoich bliskich.

Ogień to symbol życia wiecznego,
A więc zapalmy świeczkę na grobie,
Niech żyje wiecznie w sercu każdego
Pamięć o zmarłej osobie.

Zdzisław Kuliś, Donosy, 1 listopad 2009

Chylę swą głowę

Chylę swą głowę przed łanem zboża,
Który wyrósł na zagonie.
Na naszej ziemi od gór do morza,
A na kłosach składam posiwiałe skronie.

Czuję w nich zapach Ojczystej Ziemi
I chleba wypieczonego mej matki rękami.
Widzę jak wiąże snopy pochylona nad nimi,
Zboża obrodzonego dorodnymi kłosami.

Widzę w nich płomień ciepła domowego
I bliskość mojego rodzeństwa.
I ojca ciężko pracującego,
Ostoję rodzinnego bezpieczeństwa

Czasami czuję dopalające zgliszcza
I nieprzyjemny zapach wroga.
Wtedy jest mi coraz bliższa
Ojczyzna droga.

W oczach majaczy kolor czerwony.
Krew to, czy polny bławatek?
I jeszcze biały, krwią poplamiony.
I drzewce do flagi na dodatek.

Tymczasem zniknął smutek i trwoga.
Nagle ujrzałem Ojczyznę wolną.
I wznosząc ręce do Pana Boga
Poszedłem do wolności dróżką polną.

Zdzisław Kuliś, Donosy, lipiec 2011

Niechaj słowik pieśń zaśpiewa

Jest na mapie Świata
Taki punkcik mały,
Gdzie żyzna ziemia bogata,
To majątek cały.

Teren lekko pofałdowany,
Który dwie rzeki dzieli.
Latem w zieleń ubrany,
A zimą tonie w bieli.

W tej przepiękniej okolicy
Nad wijącą się rzeczką,
Gdzie większość ludzi, to rolnicy,
Rozsiadło się niewielkie miasteczko.

W niego Małoszówka wrasta,
Która przez środek płynie.
A na obrzeżach miasta
Nidzica przy starym młynie.

Kiedyś tu cukrownia była,
Która pracę dawała.
Z niej miejscowa ludność żyła
I z niej się utrzymywała.

Kazimierza Wielka w przeszłości
Fabryczną wioską była.
Gdzie obok polskiej ludności
Ludność żydowska żyła.

Nie tylko handel trzymali,
Ale także rzemiosło.
Pachnące chleby wypiekali.
Letnią odzież szyli wiosną.

Był świetny adwokat Kalksztein
I znakomity felczer Hertman.
Galanterię trzymał Gutman,
A handel skórami Retman.

Drewno kupowano u Rakowskiego,
A buty u Szmuklera.
Ubrania szyto u Posłusznego,
A także u Fischlera.

Był też piłkarz o tym nazwisku,
Który w Nidzicy grywał.
Strzelał gole z siłą pocisku.
Josek Fischler się nazywał.

Gola Josek! Panienki krzyczały
I strzelał Josek młody,
A strzelcem był doskonałym
I do tego niezwykłej urody.

Nie sposób wszystkich wymienić,
Którzy w tym miasteczku żyli.
Tu się im przyszło żenić
I tu się także rodzili.

Wrośli w krajobraz tej okolicy,
Gdyż żyli między nami.
Kupcy i rzemieślnicy
Z radościami i smutkami.

Tutaj wiedzę zdobywali
I tu do szkoły chodzili.
Wszyscy dorośli i mali
Gorliwie się modlili.

Aż przyszła okrutna wojna,
A z nią niemiecka nawała.
Agresywna napaść zbrojna
Życie spokojne przerwała.

Ciężkie czasy nastały
Dla narodu Polskiego.
Hitler zajął kraj cały
I począł zagładę narodu Żydowskiego.

Sześć milionów pomordowanych
W obozach koncentracyjnych.
Do ciężkiej pracy zesłanych
Nie powróciło do domów rodzinnych.

Pojechali w podróż w jedną stronę,
Zostawiając cały dobytek.
Dzieci, rodziców, żonę
I dorobek całego życia wszystek.

Z Kazimierzy też wyjechali
I dotąd nie powrócili.
A Ci, którzy pozostali
Szybko Kazimierzę opuścili.

Aż nadszedł miesiąc październik.
Pożółkłe liście spadały wokół.
Dał o sobie znać Niemiecki drapieżnik
W tysiąc dziewięćset czterdziestym drugim roku.
W powietrzu pachniało jesienią,
Która niedawno zawitała.
W sadach jabłka kusiły czerwienią.
Na buraki cukrownia czekała.

Bociany swe gniazda opuściły
I Słowik dawno nie śpiewał.
Na polach ogniska się paliły,
Coraz smutniej wyglądały drzewa.

Kazimierscy ludzie spokojni
Zbierali jesienne plony.
I chociaż był to czas wojny,
Każdy w pracy pogrążony.

W tym czasie wzmożonej pracy
Niemieccy oprawcy przyjechali.
Uzbrojeni hitlerowscy żołdacy
Żydów na rynek zebrali.

Załadowali na podstawione wozy,
Obiecując dobrą pracę.
Za cukrownią skręcili w wąwozy
Zamiast jechać na kolejową stację.

Dopiero Żydzi zrozumieli,
Że ich koniec jest bardzo bliski.
Wtedy jeszcze nie wiedzieli,
Że to koniec ich wszystkich.

Nikt nie wie co się tam działo.
Zapewne coś strasznego.
W uścisku spleceni w jedno ciało
Jechali do lasu Słonowskiego.

Tylko szloch i krzyki słychać w oddali,
Naoczni świadkowie mówili.
Jedni włosy z głowy rwali,
A inni głośno się modlili.

Gdy już do celu dojechali
Nie było żadnej wątpliwości.
W tym lesie " pracę" dostali,
Kopiąc dół na własne kości.

W odludnym miejscu Niemcy im karę wymierzyli,
Która na zawsze zostanie w pamięci.
Za to, że po prostu żyli,
Karę najwyższą, karę śmierci.

Tylko strzały przez wiele godzin
Odbijały się leśnym echem.
Tylko płacz pozostałych gdzieś rodzinnych
Mieszał się z oprawców śmiechem.

I tu na zawsze zostali,
W tym niewielkim lesie.
Zostawili wszystkich co kochali
I tylko pamięć wieść o nich niesie.

Jeśli jeszcze rosną drzewa,
Świadkowie tej zbrodni okrutnej,
Niechaj na nich słowik zaśpiewa
Pieśń o tej tragedii smutnej.

A my zadbajmy o to,
By pamięć w sercach żyła,
Która cenniejsza niż złoto
Ich życie uwieczniła.

Przekazywana z pokolenia na pokolenie,
Jako lekcja historii służyła.
By zbrodnia niosąca cierpienie
Nigdy się nie powtórzyła.

Przechodniu! Przystań nad niewielkim kamieniem,
Który to miejsce znaczy.
Nie podpisany nazwiskiem, ani imieniem.
To kamień ludzkiej rozpaczy.

Zdejm z głowy swoje okrycie.
Odmów modlitwę po swojemu
I pomyśl, że tu straciło życie
Trzysta osób siedemdziesiąt lat temu.

Niech tej pamięci nie zmaże czas.
Miejmy ją w sercach na jawie i we śnie.
Bo przecież oni są tak blisko nas,
A tak daleko jednocześnie.

Zdzisław Kuliś, Donosy, październik 2012



Smutny wiersz

(fot. pixabay.com)

Donosy, 31-05-2017

     Minął już dzień Matki, jutro Dzień Dziecka, który to rok rocznie hucznie świętujemy. W zasadzie w tych dniach pojawiają się same superlatywy tak o matkach jak i dzieciach przez nich urodzonych i wychowywanych. Wiersze i wierszyki dla Mamusi lub dla mojego dziecka wychwalające mamy oraz dzieci.

     Bywa jednakże wiele wyjątków od tej reguły i bardzo często w życiu codziennym spotykamy się z negatywnym postępowaniem szczególnie rodziców wobec dzieci i matek też, co jest bolesne najbardziej.

     Snując rozważania na ten temat napisałem smutny wiersz z okazji Dnia Matki i Dnia Dziecka. Jeden wiersz na dwie uroczystości pt. "Jego pierwszy Dzień Dziecka". Jest to opowiadanie napisane wierszem oparte na prawdzie wziętej z naszego życia.

     Mamy bardzo dużo przypadków porzucenia własnych dzieci jako dzieci niechcianych, tych maluszków nowo narodzonych, którzy przecież jeszcze nic nie wiedzą co się z nimi dzieje, nie są w stanie tego zrozumieć, gdyż są za małe, ale matka wiedziała co robi i wiedziała jakie będą konsekwencje gdy się decydowała na macierzyństwo i pomimo wszystko zgotowała mu taki los.

     Napisałem ten gorzki wiersz ku przestrodze wszystkim matkom decydującym się na urodzenie dziecka aby w tych szczególnych dwóch dniach miały okazję zastanowić się nad dalszymi jego losami i ponosiły odpowiedzialność za ich trud wychowania od początku do końca.

Zdzisław Kuliś   

Jego pierwszy Dzień Dziecka

Głośny płacz dziecka w sali porodowej
Przerwał trwającą głuchą ciszę,
Oznajmiając tym, że jest zdrowe
I do rejestru nowych obywateli się wpisze.

Jeszcze nie wie, że Matka na niego nie spojrzała.
Jeszce nie wie, że matka jego nie przytuliła
I wcale nie chciała słyszeć gdy ta dziecina mała
Gdzieś w oddali osamotniona kwiliła.

Odwróciła się od niego, gdy siostra położyła go przy jej boku.
Nie reagowała gdy dotykał ją mimowolnie rączkami.
Nie skierowała na niego swojego wzroku,
Gdy On patrzył w jej twarz niebieskimi oczkami.

Poczuła ulgę gdy siostra zabrała od niej synka.
Jakie myśli snuły się wtedy po jej głowie?
Może wolała, żeby to była dziewczynka?
Na te pytania teraz już nikt nie odpowie.

Kiedy doszła do siebie po porodzie
Małego synka ze sobą nie zabrała.
Pozostawiła go w szpitalu ku własnej wygodzie,
Bo tak naprawdę wcale go nie kochała.

Syn trafił do szlachetnej zastępczej rodziny.
Przez wiele lat w ogóle się nim nie interesowała.
Jednakże po latach odżył w niej instynkt matczyny
Dopiero wtedy, kiedy ciężko zachorowała.

Chorując nieuleczalnie długo w łóżku leżała
I wiedziała wcześniej, że już nie wstanie.
A kiedy nadszedł koniec, w agonii wołała:
Ratuj mnie synu kochanie.

Zdzisław Kuliś, Donosy, 28 maja 2017


Smutny Dzień Dziecka...

(fot. pixabay.com)

Donosy, 1-06-2015

     Pierwszego czerwca w naszym kraju przypada Międzynarodowy Dzień dziecka, który ustanowiony został w 1954 roku przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych. Powstał dla upowszechnienia ideałów i celów dotyczących praw dziecka zawartych w Karcie Narodów Zjednoczonych (1945) i obchodzony od 1955 roku w różne dni roku w różnych krajach członkowskich ONZ. W Polsce przypada 1 czerwca od 1950 roku. Od 1962 roku stało się świętem stałym. Jego inicjatorem jest organizacja zwana International Union for Protectionof Childh, której celem było zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom z całego świata. Od 1994 roku tego dnia w Warszawie obraduje Sejm Dzieci i Młodzieży.

     Jakże to bezpieczeństwo dzieci wygląda na tle przemocy w rodzinie w naszym kraju? Zastanówmy się jak wygląda to święto podczas gdy wiele dzieci jest maltretowanych. Bardzo często media donoszą o biciu dzieci, a zdarzają się przypadki zabicia własnego dziecka, porzucenia, a nawet próby sprzedaży. Bardzo przykry temat, ale nie możemy go zamieść pod dywan. Dlatego ku przestrodze napisałem rok temu wiersz pt. Dzień Dziecka, który za pośrednictwem IKP pragnę Państwu udostępnić.

Zdzisław Kuliś   

Dzień Dziecka

Wyciągnięte rączki małej dzieciny
i buzia wykrzywiona w bólu.
Niebieskie zalane łzami oczęta
skierowane ku Niebu.
Jakby tam w górze upatrywały pomocy.
Jeszcze nie umie chodzić.
Jeszcze nie stąpa swymi maleńkimi
nóżkami po ziemi.
Małe niewinne ciałko zaledwie zdolne
poruszać się w swoim brudnym posłaniu.
Posiniaczone, pełne krwawych zakrzepów
i głodne. Obok "ojciec".
Z pełnym nienawiści wyrazem twarzy
i grozą w oczach jego.
Bywa, że i matka katuje swoją "pociechę".
Niechcianą, pod wpływem narkotyków poczętą.
Drugie z małżonków patrzy obojętnie,
albo pomaga dołożyć małemu "przestępcy".
Tak. Ono jest pełne winy.
Za to, że przyszło na Świat.
Za to, że płacze i zakłóca im ciszę,
a oni nie mogą spokojne raczyć się
alkoholem lub narkotykami.
Więc trzeba, go uciszyć.
Jeżeli w porę ktoś nie zareaguje,
bywa, że na zawsze.
A przecież dziś jest Dzień Dziecka.
Dziś jest jego Święto,
ale ono o tym nie wie.
Nie może zaprotestować. Nie umie
i nawet już płakać nie ma siły.
Prezent już dostało od najbliższych.
Od rodziców, będą mieli spokój.
Do następnego razu.
A kiedy ten następny raz będzie?
Jutro, za tydzień, a może jeszcze dziś?
A więc zdejmijmy klapki z oczu swoich,
wyjmijmy korki ze swych uszu.
Rozejrzyjmy się i popatrzmy.
Na swoich bliskich, na sąsiadów.
Może zapobiegniemy nieszczęściu.
Przynajmniej w Dzień Dziecka.
Dajmy im najcenniejszy prezent.
Radość dziecięcego życia.

Zdzisław Kuliś, Donosy, 1 czerwca 2014 roku

Dzień Matki

(fot. pixabay.com)

26-05-2015

     Jak mówią źródła historyczne początki Dnia Matki sięgają czasów starożytnych greków i rzymian. W stanach Zjednoczonych zaś dzień ten obchodzony jest od 1858 roku, kiedy to amerykańska nauczycielka Anna Maria Reves ogłosiła Dni Matczynej Pracy.

     W Polsce DZIEŃ MATKI obchodzono po raz pierwszy w 1914 roku w Krakowie. U nas Święto to przypada na dzień 26 maja. W tym dniu matki są zwykle obdarowywane laurkami, kwiatami oraz różnego rodzaju prezentami przez własne dzieci, rzadziej inne osoby. To Święto ma na celu okazanie matkom szacunku, miłości, podziękowanie za trud włożony w wychowanie.

Dawno temu, bo w 1986 roku napisałem wiersz pt. Dla mamy, który pragnę zadedykować wszystkim mamom.

Zdzisław Kuliś   

Dla Mamy

Mamusiu! Dziś Twoje święto!
Bądź najbardziej więc uśmiechniętą,
Bo przecież wszystkie my, Twoje dzieci
Chcemy, by promyk słońca Ci świecił.
Świecił złociście, jak całe słońce
I grzał Twe ręce może już drżące. Ręce i serce.

Ręce dlatego, bo przecież nimi
Pracujesz dla nas dniami całymi.
I one czule nas w dłonie brały,
Gdyśmy pierwszy raz świat oglądały.

One tuliły, te Twoje ręce,
Do Twojej piersi, tam gdzie masz serce.
Potem mijały dnie i miesiące
I znów nas brały ręce gorące.

Czy może czasem główka nie boli?
Co podać? Mleczko? Może rosolik?
Ja powiedziałem "Mamo", nic więcej,
Jakie jest dobre to Twoje serce.

Zdzisław Kuliś, Donosy, 1986 rok

Rocznica...

Ewa Baron rysunek ołówkiem (fot. ewabaron.pl)

25-05-2015

     27 kwietnia minie pierwsza rocznica kanonizowania Papieża Jana Pawła II. Naszego rodaka urodzonego u stóp Tatr nad rzeką Skawą. Jego życie nie było różami usłane. W młodym wieku stracił rodziców. Pracował ciężko w kamieniołomach. Później, kiedy został papieżem wydawało się, że nic złego nie będzie go prześladować. Ale tak nie było.

     W miejscu najmniej spodziewanym, na Placu Świętego Piotra wśród tłumu wiernych dosięgła go zdradziecka kula. Został ciężko ranny, ale Pan Bóg czuwał nad nim, pozwolił mu wyzdrowieć chociaż od tej pory Jego zdrowie zaczęło powoli się załamywać, aż popadł w ciężką chorobę.

     Pomimo choroby jeszcze przez wiele lat pełnił posługę papieską ku zadowoleniu naszym - jego rodakom i wiernych całego Świata. Odszedł do domu Ojca dziesięć lat temu.

     Jego świętość była tak wielka, że zasłużył aby rok temu został Świętym. Od 27 kwietnia 2014 roku papież Karol Wojtyła, to Święty Jan Paweł II. Aby uczcić to wydarzenie w tym pamiętnym dniu napisałem wiersz pod takim właśnie tytułem.

Będzie mi miło, gdy z moimi refleksjami zapoznają się czytelnicy IKP:

Zdzisław Kuliś   

Święty Jan Paweł II

Nikogo i niczego nie można porównać

Do wielkości i zasług Jego.
Nikt z żyjących nie może dorównać
Wielkości Papieża Jana Pawła Drugiego.

Santo Subito! Rozbrzmiewało w Rzymie.
Santo Subito! Brzmiało na całej Ziemi.
Cały Świat powtarzał Jego imię,
Kiedy odchodząc żegnał się z bliskimi.

Najdłuższy pontyfikat w historii kościoła.
Pierwszy Polak od ponad pięciu wieków.
W swej nieustającej modlitwie wołał,
By zaszczepić dobro w każdym człowieku.

Jako dziecko u stóp Tatr urodzone
W pięknej dolinie nad rzeką Skawą
Otrzymał od Boga zdolność i dobro wrodzone
I siłę od Matki Bożej, która była mu łaskawą.

W wieku ośmiu lat stracił matkę swoją.
Niedługo później zmarł ojciec i brat.
Został sam ze swoją niedolą,
Mając zaledwie dwadzieścia lat.

Jego charakter i zdecydowanie
Pomogły mu modlitwami swymi
Spełnić najważniejsze posłanie,
Zmieniając oblicze Ziemi. Tej Ziemi.

W najśmielszych marzeniach
Nie przypuszczał, że zostanie Papieżem.
Zmarł po długich cierpieniach
Wierny swoim bliskim i swej wierze.

Wkrótce niewiarygodne stało się prawdą.
W 2011 roku został beatyfikowany
I chociaż było to tak niedawno,
Dziś został kanonizowany.

A więc módlmy się do Świętego Jana Pawła II,
Abyśmy mieli siłę iść Jego śladami.
Nośmy w sercu i powtarzajmy nauki Jego
I prośmy: Święty Janie Pawle módl się za nami.

Zdzisław Kuliś, Donosy, 27 kwietnia 2014

Wyklęli ICH!

(fot. zstmielec.nazwa.pl)

28-02-2015

     Wielu żołnierzy zbrojnego podziemia, o których pisze p. Kuliś w swoim wierszu Szli na karabiny i działa, po zakończeniu wojny z Niemcami nie złożyło broni. Uznali, że w roku 1945 zmienił się tylko okupant, a Polska jest dalej zniewolona. Niektórzy musieli złożyć daninę krwi w imię WOLNEJ POLSKI. Nowy okupant nie zadowolił się tym, że odebrał im życie, próbował odebrać im, także CZEŚĆ.

Po latach ŻOŁNIERZE WYKLĘCI trafiają do panteonu narodowych bohaterów,
PAMIĘTAJMY O NICH!!!

red.   

Szli na karabiny i działa

Szli na śmierć wymęczeni
W cywilnych łachmanach.
Słabo uzbrojeni,
Czołgając się na kolanach.

Ich domem był las,
Który pokochali.
W ten wojenny czas
Takie życie wybrali.

Wróg coraz śmielej atakował,
Grabiąc i paląc wokół.
Nawet matek i dzieci nie pożałował.
Trzeba było stawić mu opór.

Szli na karabiny, a nawet działa,
Przerywając wroga akcje zbrojne.
Po to by Polska istniała,
A czasy były spokojne.

Ginęli przy tym masowo,
Ale i Niemcom straty zadawali.
Tracili życie honorowo
I za bliskich je oddawali.

Ale byli i tacy,
Którzy wolnej Polski doczekali.
Prawdziwi patrioci- Polacy,
Swój kraj bardzo kochali.

Teraz ich zostało niewielu.
Weszli do historii dziejowej.
Przez walkę doszli do celu
Żołnierze Armii Krajowej.

Zdzisław Kuliś, Donosy, listopad 2012

Dzień Zakochanych

(fot. pixabay.com)
13-02-2015

     Jutro jest Dzień Zakochanych, z tej okazji dla czytelników Internetowego Kuriera Proszowickiego dedykujemy wiersz p.Zdzisława "Pocałunek"

red.   

Pocałunek

Niewielki stary domek, zmurszała ławeczka,
Na niej siedzi blondynek i śliczna dzieweczka.
Tuląc się do siebie, szepcą po cichutku
W pięknie ukwieconym, niewielkim ogródku

Chwilami siedzą nieruchomo, nie mówiąc ni słowy,
Zbliżają do siebie swe młodzieńcze głowy.
Oczy obojga wpatrzone nawzajem w swe oczy,
Jakby chciały rozjaśnić ciemności tej nocy.
Jej lśniące, puszyste, kruczoczarne włosy,
Oplotły ich twarze, stłumiły ich głosy.
I tak siedząc, bez ruchu, długimi chwilami,
Zbliżają się do szczęścia małymi kroczkami.
Aż wreszcie coraz mocniej zaczyna bić serce,
Zarzucają na szyję swe gorące ręce.
I już usta do ust się zbliżają,
Lecz na pocałunek odwagi nie mają.

Znów się tulą, to się śmieją przyjaźnie do siebie,
To chwilami liczą gwiazdki rozsiane na niebie.
W dali księżyc ogromny, dopiero co wschodzi,
Jakby chciał się przyglądać, jak się miłość rodzi.

I po chwili on zrobił gest niezwykle miły,
Jego usta do jej ust nagle się zbliżyły.
Spijając z drżących warg miłości trunek,
Złożył na jej ustach pierwszy pocałunek.

Potem jakby krótka nieśmiałość przemknęła,
Łezka szczęścia po policzku spłynęła.
I znów siedząc, jak gdyby bez ruchu,
Zbliżyli się do siebie w miłosnym odruchu.

Tymczasem księżyc wysoko swą kulę wytoczył,
Zaglądając nieśmiało zakochanym w oczy.
A oni, będąc szczęśliwi i tak pełni trunku,
Pochylili swe usta znów do pocałunku.

Zdzisław Kuliś, Donosy, kwiecień 2008



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a dużo od siebie.
(Władysław Biegański)
listopad  22  środa
listopad  23  czwartek
[8.00]   (Proszowice)
XLVI Sesja Rady Miejskiej - ZAPRASZAMY!
[17.00]   (Proszowice)
Czas kolosów - warsztaty paleontologiczne
listopad  24  piątek
listopad  25  sobota
[17.00]   (Proszowice)
Bezpłatny pokaz masażu SHANTALA
DŁUGOTERMINOWE:
[wystawa fotograficzna]   MUZYCY
[do 20.12.2017]    (Proszowice)


PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowickiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki; 2016 Internetowy Kurier Proszowski
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ