facebook
Wierzbno, listopad 1914 rok

    Dzisiaj jest wtorek, 19 października 2021 r.   (292 dzień roku) ; imieniny: Michaliny, Michała, Piotra Dzień Ratownika    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   ludzie ZP   |   miejsca, obiekty itp.   |   felietony, opracowania   |   kącik twórców   |   miejscowości ZP   |   ulice Proszowic   |   pożółkłe łamy...   |   RP 1944   | 
 |   artykuły dodane ostatnio   |   postacie   |   miejsca   | 
 wydarzenia 
 |   opracowania   | 

serwis IKP / Skarby Ziemi Proszowskiej / felietony, opracowania / wydarzenia / Wierzbno, listopad 1914 rok
 pomóżcie!!! ;)  
Jeżeli posiadacie informacje, materiały dotyczące prezentowanych w Serwisie felietonów,
macie propozycję innych związanych z Ziemią Proszowską,
albo zauważyliście błędy w naszym materiale;
prosimy o kontakt!

skarby@24ikp.pl.

Inne kontakty z nami: TUTAJ!
Redakcja IKP
O G Ł O S Z E N I A
Money.pl - Serwis Finansowy nr 1
Kursy walut
NBP 2021-10-19
USD 3,9212 -0,66%
EUR 4,5717 +0,00%
CHF 4,2644 +0,08%
GBP 5,4084 -0,14%
Wspierane przez Money.pl


Wierzbno, listopad 1914 rok

obwoluta książki Adama Grzymała-Siedleckiego
(fot. źródło)

Wierzbno, 11-10-2021

     Niedawno na stronie Bojowe Schrony Proszowice została przypomniany fragment książki Adama Grzymała-Siedleckiego "Rozmowy z samym sobą" opisujący wydarzenia z początku I wojny światowej (listopad 1914 roku) na Ziemi Proszowskiej. Zapraszamy do lektury:

[...] Notuję tu te szczegóły, bo miały one pośredni związek ze śmiercią mojego serdecznego przyjaciela, Antoniego Wieczorka, zagrodnika, siedzącego na swoich pięciu morgach - przedniej co prawda ziemi - ziemi proszowskiej, a o tym Antonim Wieczorku będzie teraz mowa.

Miałem zapewne dwa lata kiedy powołano go do służby wojskowej, w którymś tam z pułków dragońskich w oddalonym Starodubiu za Dnieprem, dopiero więc po jego powrocie z wojska rozpoczęła się moja admiracja. Admiracja z powodu, że był kawalerzystą i - w pułku - z przypasaną do boku szablą siadał był na konia; do tego zachwytu raz po raz dołączała się wdzięczność, bo mi pozwalał siadać na konia (już nie kawaleryjskiego!) którym bronował swoje poletko przychałupne.

Wyjazd do szkół w Warszawie w r. 1886, dwa lata później śmierć mojego ojca i nasze rozstanie się z Wierzbnem - rozłączyło mnie z Wieczorkiem. Nie wcześniej jak w 1915 roku dowiedziałem się o jego niezwykłym skonie, gdy już był starzejącym się człowiekiem, a w karierze swej życiowej doczekał się pozycji wójta gminnego.

Wybuchła wojna 1914 roku. Był sierpień. Wierzbno leży 28 km od Krakowa, więc już na początkach kampanii Austriacy rozpoczęli próbne akcje ofensywne w kierunku Proszowic. Atakujące oddziały piechoty usypały przed sobą rowy strzeleckie i zasieki z drutów u podnóża zachodnich wzgórz nad Wierzbnem. Broniący terenu Rosjanie zamknęli się w rowach na wschodzie; zza wzgórz obie wrogie sobie artylerie waliły pociskami jeden w drugiego. Pociski padały czasami tam, dokąd je wysyłano, częściej w wiejskie pola, ogrody, obejścia i chałupy wierzbińskie. Ludność pochował się gdzie mogła, Wieczorek pod obstrzałem obydwu artylerii wykopał przy swoim domu głęboki dół, nakrył go matami splecionymi z wikliny i tu wraz z rodziną; synem, synową i wnukami oczekiwał zmiłowanie boskiego. Z pieczary wychodzono tylko na wieczór, by oporządzić gadzinę, tj. konia i krowy, a żywiono się chlebem, mlekiem i tym, co można było uszczknąć ze spiżarni przy okazji obrządku w obórce.

Trzeciego czy czwartego dnia głód im widocznie doskwierzył setnie, bo gdy po zachodzie słońca ustały oba ognie artyleryjskie, młoda Wieczorkowa wydostała się jamy i poszła do chałupy uwarzyć coś pożywniejszego. Roznieciła ogień pod blachą - poszedł dym kominem. Wystarczyło to obserwatorowi austriackiej baterii - nastawiono tam działo na punkt, z którego dym idzie. Gruchnęło! Pocisk nie trafił w dom, ale wpadł w ten dół, gdzie teraz samotny przebywał Wieczorek - ojciec i odłamek szrapnela rozdarł mu brzuch. O lekarzu, lekarstwach, o medycznej pomocy nie było mowy - wójt Wieczorek wydany został śmierci.

W niewypowiedzianych cierpieniach, trawiony gorączką - ale żył. A bitwa artyleryjska nadal trwała w nieustannym remis. Było już pod koniec tygodnia tej strzelaniny, stary mój przyjaciel, jako dawny wojskowy, więc rozumiejący się na rzeczym doszedł do przekonania: "Jeżeli do tej pory ani ten ani tamten nie wziął góry, to to bestyjstwo może potrwać i kilka tygodni - a ja?" Jeszcze jakiś czas medytował, wreszcie zawezwał młodych, by im wydać swoje ojcowskie, gospodarskie rozporządzenie:

synowa i syn Antoniego Wieczorka
(fot. źródło)

- Słuchajta uważnie: zanim oni swoje tak czy owak skończą, to ja tymczasem umrę. Jeżeli skuńczą w dzień czy choćby dwa po mojej śmieci, to mój trup zatruje wam tu powietrze tak, że żyć nie będziecie mogli. Muszę być wyniesiony na pole - i to nie blisko stąd.

- Wyniesiemy was tatusiu - zapewniano go, a synowa zalała się łzami.

- Wyniesiemy - mówicie? Wyniesiecie, po mojej śmieci.

- Juści, że tak.

- A skąd wiecie, że będziecie mogli mnie wynieść? A niech właśnie piechoty rozpoczną swoją robotę? Niech się zacznie przez wieś przewalać rzeźnia, że nie daj Bóg? Niech tu co krok padać będzie człowiek od kulomiotów? Nie zdążycie. Nie wyniesiecie mnie, zatrują wam powietrze. Zemrzecie syćcy.

- Nocą przecie bitwy nie będzie.

- Nie wiadomo, może i nocą będą się zarzynali. Zatrują wam oddychanie, zemrzecie z duchoty. Tu nie ma innej rady jak tylko: wynieście mnie na pole, dopókim żyw, niech ja Bogu ducha oddam nie w tym dole.

Tu oczywiście napotkał na zdecydowany opór. Jakże to, na rany boskie! - żywego człowieka wynosić na pole na umieranie? Aż ofuknęli starego, że ich uważa za zdolnych do podobnego postępku.

- Ojcowską wolą wam przykazuję! - zaczął wprost krzyczeć.

Nie usłuchali i ojcowskiej władzy. Kłócili się niemal przez cały przedwieczerz, aż chory straciwszy siły, zamilkł.

- Niech już będzie jak chcecie - zgodził się.

Zgodził się pozornie, jak się okazało. Gdy po zmierzchu ucichło od działań artyleryjskich, gdy młodzi poszli karmić "gadzinę", a wnuczęta spały, Antoni Wieczorek nadludzkim wysiłkiem dźwignął się ze swego barłogu; wysuwające mu się na zewnątrz podarte jelita, trzymając w garści. Jeszcze większym, wprost nieprawdopodobnym wysiłkiem dobrnął do drabiny i po tej drabinie, w męczarniach obezsilniały wydobył się na pole. Tu go nieżywego z jelitami w garść znaleziono po godzinie. Skrył się w bruździe - i tam skonał. Umierał spokojny, że jego trup nie przyprawi o niedolę jego najbliższych [...]
.

opracowanie: red.   

Źródło: Adam Grzymała-Siedlecki; Rozmowy z samym sobą; Kraków 1972

mapka opisanych walk (fot. Bojowe Schrony Proszowice)



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Ciesz się drobiazgami, a wielkie szczęście wejdzie w Twoje życie.
(autor nieznany)
październik  19  wtorek
[18.00]   (Proszowice)
spotkanie autorskie z Leszkiem Mazanem
październik  20  środa
październik  21  czwartek
październik  22  piątek
[9.00-14.00]   (Koszyce)
sadźmy drzewa i oddychajmy czystym powietrzem!
DŁUGOTERMINOWE:


PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ