facebook
"Zdrajco, Szwed ci pachnie?"...

    Dzisiaj jest czwartek, 20 czerwca 2019 r.   (171 dzień roku) ; imieniny: Bogny, Rafaeli, Rafała Ś. Dzień Uchodźcy    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   kultura-oświata   |   sport   |   społeczeństwo   |   mieszkańcy   |   natura   |   w szerszej perspektywie   |   foto - relacje   | 
 | 
 moim zdaniem 
 |   organizacje, partie...   |   z netu, z życia...   |   inicjatywy, programy, akcje...   |   nasze wybory   | 

serwis IKP / aktywne społeczeństwo ZP / moim zdaniem / "Zdrajco, Szwed ci pachnie?"...
O G Ł O S Z E N I A
patronaty IKP


"Zdrajco, Szwed ci pachnie?"...

(fot. lubimyczytac.pl)
Dalewice, 9-05-2019

     Początek drugiej połowy XVII wieku dla Polski był kolejnym sprawdzianem patriotyzmu. Rodacy znów musieli zmagać się zbrojnie z najeźdźcą ze skandynawskiego kraju - Szwedami. "Potop szwedzki" niczym śnieżna lawina, przetoczył się od Bałtyku po same Tatry. Zostawiał po sobie krwawe ludzkie żniwo i materialne zniszczenia.

     Wiele miast i miasteczek znacznie ucierpiało w wyniku tej wojny. Taki marny los dotknął też prowincję pod Krakowem- Słomniki. Jednak, dzięki pospolitemu ruszeniu, głównie chłopów, udało sie wypędzić wroga i wygrać wojnę. Wspomnieć też trzeba, obok regularnego wojska udział szlachty. Lecz i tu zdarzały się negatywne przypadki, które można nazwać mianem "zdradzieckiego słowa i czynu". Taki właśnie opisuję w swoim pamiętniku, główny bohater który tu w Słomnikach bronił honoru żołnierza polskiego i króla. Oto fragment diariusza, dzielnego husarza Błażeja Siennickiego (powieści historycznej), opisujący ten niechlubny incydent z lat 1655-1656 (tekst zawiera oryginalną pisownię staropolską).

[...] Trafiło się, że na dzień przed królewskim przyjazdem piłem w karczmie, w Słomnikach, z paru godnymi kompanionami, jako to z Orzechowskim, moim krewnym, ze Zbąskim, z Chrzastowskim i z paroma jeszcze, których juz dziś nie pomnę. Było też w karczmie kilku towarzyszy z usarskiej naszego pułku chorągwi, ludzi jako my młodych, wprędceśmy zatem znajomość uczynili i przy jednym stole dobrejśmy byli myśli.

Kurzyło się już nam z łbów tęgo, kiedy weszło do karczmy i wina u Żyda woła paru szlachty, nie wiem spod jakiej chorągwi, miedzy którymi był jeden, co zdawał się przywodzić i do swojej ich nakłaniać partii. Siedli przy stole wedle nas i dyskurs zaczęli, wino grzane popijając, do którego musiał Żyd siła korzeni dosypać, bo aże w nosie wierciło, a i gorzałki podlać, bo panowie towarzystwo po małej godzinie tęgo już byli cięci, krom tego, co ich przywiódł, a który na swoją ich wiarę nawracał.

Jako to przy młodości człek letko jest myślny, nie oglądaliśmy sie na nich, w swojej się bawiąc kompanii a na nich, w swojej się bawiąc kompanii a na wprzódki z usarzami przewagi w bitwach wspominając, które-jako ze to przy szklenicy było-rosły nam do bohaterskich jakichsi czynów, co ich-jako myślę-w rzeczy samej małą tylko część każdy z nas zdziałał.

Kiedy sie tak swoim licytujesz męstwem, u tamtego stoła głośniejszy się dyskurs pocznie. Zrazuśmy nie słuchali, aleć, kiedy ów szlachcic, co tę kompanią ze sobą przywiódł, głos nagle podniósł i: "Król zdrajca" zakrzyknął, nakłoniliśmy ku jego perorze ucha. Nie byliśmy tak pijani, by sensu nie pojąć, który nie taki nam się zdał, jako by wypadało.

Szlachcic-orator, widząc, że słuchamy, mowy swej nie przerwał, ale pojrzy ku nam ciekawie, a widząc, żeśmy młodzi i podchmieleni, skinie na nas: "Prosim waszmość panów do kompanii. Weselej w kupie będzie, a i de statu Rei Publicae z tak godnymi kawalerami w dyskurs wejść nam się godzi". Rzecze na to Chrząstowski: "Mości panie, nie wiem, coś za jeden, ale myśmy, żołnierzami będąc, królowi na wierność przysięgali, którego waść zdrajcą, jakośmy słyszeli, zowiesz. Nie zdaje się nam tedy, by w kompanii z waszecią weselej nam było, i nie wiemy, czy byś z naszego był kontent dyskursu".

Ozwie się na to: "A co to, waszmość panowie oczu nie macie? Nie widzicie co ten paniczyk z morskiej pianki, ten klecha wywłoka, bratowej żony mąż z Rzplitą zrobił? Patrzcie, jako ją bez ochrony na łup szczęśliwszemu wydał wodzowi. Po cóż nam tedy jego partem trzymać i o wierność prawić? Lepiej Carolusa za pana przybrać, tym to barziej, że i on przecie z Wazów rodziny jako i Joanes Casimirus".

Ledwie ów szwedzki stronnik mówić przestał, porwę się ławy i szklenicą o ziemię ciepnąwszy, rzekę: "Zdrajco, Szwed ci pachnie? Bacz jeno, by po tobie, jako i po nim, smrodu sprosnego miast zapachu nie zostało. Chcesz szwedzkie onuce wąchać? Chodź, moje wiechcie od butów pierwej powochaj, szwedzki sługusie!". Mówiąc, skocze ku niemu i za czub go ułapawszy, ku ziemi gnę. Uchyli się i do szabli sięga. Ja, swojej nie dobywając, jak go nie ucapie z ażupan na piersi, jak go nie pchnę w kąt, aże się od ściany odbił i na polepie rociągnął.

Porwą sie jego kompanowie. Podnoszą go, wodą mu w oczy chlustają. Ocucił sie szybko. Czekałem, że sie znowu do szabli będzie rwał, ale on warknął tylko: "Spotkamy sie jeszcze, ty gołowąsie!" - i na obuszku się opierając, ze swymi wyszedł z karczmy towarzyszami.

Myślałem, że na tym koniec będzie i piwa jeszcze łyknąwszy na waletę z usarzami, do konisśmy poszli, by do swego wracać obozu. Miało się już ku wieczorowi, kiedyśmy ze Słomnik wyjeżdzali. Sześciu nas było, pachołków ze trzech. Jechaliśmy wolno, nie spiesząc. Ledwieśmy za rogatki wyjechali, słyszym: jedzie za nami koni z dziesięć. My nic. Mało to jezdnych po drogach się włóczy? Szwedzi daleko, wszędzie pełno naszych chorągwi. Aniśmy trwogi do serca dopuszczali. Alisci mija nas kupa, a minąwszy, konie ku nam obraca i drogę zastawia. Pojrzym, aż to nasz adwersarz z karczmy, innych sobie, widno trzeźwiejszych, dobrawszy kompanów, rozmowy dokończyć pragnie.

Tak i było, bo naprzód się wysunął i rzecze: "Czołem mości panowie! A dokąd tak spieszno? Mam jeszcze do pogadania z tym oto towarzyszem". Co rzekłszy, na mnie ukaże. Ja, za innych się plecy nie chowając, ozwę się: "Nie wiem, o czym waszmość pan ze mną chcesz gadać? Dziwny mi to obyczaj, bo nie nawykł po traktach w rozgowory wchodzic". On na to: "Nie nawykłeś? To przywykniesz! Złaź z konia i zapłać za moją zniewagę!". Mówiąc, ze szkapy skoczy i szabli dobywszy, ku mnie się sunie. Co było robić? Zejdę i ja z konia, za szablę i ku niemu. Przytnie mi tęgo. Wytrzymałem. Przytnie drugi i trzeci. Towarzysze moi i jego koło uczynili, z koni nie złażąc.

Moi spokojnie patrzyli: znali moję w szabli eksperiencją. Jego kryjomo pod burkami ręce na szablach dzierżyli, by swemu w sukurs iść kompanowi, gdybyśmy go kupą siekać chcieli. Ale nie nasz to był obyczaj. Stali tedy moi, pozierając to na nas, bijących się, to ku tamtym, jakby rzec chcieli: "Warknijcie jeno, a w proch was zetrzem". Nie warknęli jednak, widząc, ze moderunek żołnierski u nas godny, a z mojej wyprawy szermierczej kompanionów moich miarę bierąc.

Tym ci czasem adwersarz mój, któremu ni kroku nie ustapił, zasapał się nieco, bo dobrze był ode mnie starszy i w swoję nadto dufał szablą. Myślił widno, że za drugim-trzecim ścięciem dobrze mnie ukontentuje. Jam zdzierżył piąte i dziesiąte, sam nie atakując, sposobnej czekając chwili. Alem go nie docenił, bo skorom się jeno letko odsłonił, jak nie skoczy, jak mnie po ramieniu nie płatnie. Dobrze, że jeno końcem szabli, bo by mi znaczną ranę zadał.

Gorąco mi się uczyniło, jakby mnie kto warem polał: ze wstydu, że mnie, com miał opinię dobrego na szable gracza, jakiś nieznajomy na gościńcu takim nakarmił kontemtem, i ze złości, żem oto ranny, w lewe, prawdać, ramię, ale zawsze dla żołnierza rana wróg najgorszy. Porwę się tedy ku niemu. Ten, pewnym już siebie będąc, nie barzo się pilnował, aleć by i najbarziej był ostrożny, tuszę, że mojej by nie strzymał furii.

Tnę go co sił w garzści raz i drugi. Za trzecim ręka mu widno omdlała, krok do tyłu odstąpił, pot z czoła lewą starł ręką i szablę do nowego szykuje ciosu. Nie z takim już jednak, co na początku, sercem. Ja tedy po szabli jak nie zejdę. Drgnęła mu ręka. Przez łeb go tandem godnie zmacał, że kozła machnął towarzyszom swoim pod nogi końskie. By bez czapki był, mózg by mu pewnie wyprysł, aleć i takem mu krechę uczynił, którą-jako myślę-długo cyrulik kurował.

Skoczy dwu jego kompanów z koni. Podnoszą go, rzeźwią gorzałką, na konia sadzają. Insi radzi by może na nas uderzyć, ale i serca im pewnie zabrakło, a i z rannym nieporęcznie w starcie z kupą wchodzić. Dali nam tedy pokój, myśmy im też spokojnie odjechać zwolili. Po onej przygodzie na drugi dzień zjechał był do naszego obozu, jakom już pisał, król jm., a na trzeci dzień, z samego rana, w pochódeśmy ku wschodowi całą ruszyli dywizja, do której z królem dołączyły dwie jeno dragońskie frajkompanije. Moja ręka nie była barzo skaleczona, mogłem przeto jechać i o bitwie myśleć, której nie było, dopiero po tygodniu, i to-jako niżej wypiszę-barziej jeszcze niźli żarnowska nieszczęśliwa [...]
.

Marcin Szwaja   

ŹRÓDŁA, BIBLIOGRAFIA:
  1. Bohdan Królikowski; Błażeja Siennickiego diariusz z wojny szwedzkiej; Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej; Warszawa 1984

  2. lubimyczytac.pl



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Najlepszym sposobem, by zrealizować własne sny, jest się obudzić.
(Paul Valery)
czerwiec  20  czwartek
czerwiec  21  piątek
[18.00]   (Proszowice)
IV Noc Świętojańska
czerwiec  22  sobota
czerwiec  23  niedziela
DŁUGOTERMINOWE:


PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ