W gminach wiejskich pies staje się także przyjacielem

Kazimierska Parada Psów św. Rocha (fot. pilarscy.eu)
Proszowice, 22-08-2018

     16 sierpnia ulicami Kazimierzy Wielkiej przeszła 1. Kazimierska Parada Psów św. Rocha. Kazimierza to, co prawda miasto, ale jednak otoczone licznymi wsiami, zatem parada ta pokazała, że pies na wsi nie służy jak jeszcze kilka dekad temu, jedynie do pilnowania domu i szczekania na obcych, ale pełni rolę przyjaciela człowieka.

     Pierwsza historyczna edycja Kazimierskiej Parady Psów rozpoczęła się pod znajdującą się obok Ronda Solidarności figurą św. Rocha - patrona zwierząt domowych. Paradę zainaugurowali burmistrz Adam Bodzioch i proboszcz parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Kazimierzy Wielkiej- ks. Janusz Mularz. Po oficjalnym otwarciu uczestnicy parady ruszyli w stronę parku. Tam odbyła się dalsza część obchodów "święta psów". Uczestnicy mogli wysłuchać wykładów na temat m.in. dogoterapii, czy szkolenia psów, miały one przekonać obecnych do adoptowania psów ze schroniska. Na zakończenie odbyły się prezentacja ras psów, oraz występy artystyczne.

     Moim zdaniem ta impreza to świetna inicjatywa, która pokazuje, że również na terenach wiejskich ludzie potrafią dbać o swoje czworonogi i że odchodzi się od stereotypu, iż pies na wsi powinien być przywiązany do budy, jeść resztki z obiadu i pilnować gospodarstwa. Owszem jednym z powodów, dla których na wsi trzyma się psy jest aspekt obronny, jednak wielokrotnie mieszkańcy wsi kupują, lub przygarniają psa ze schroniska, dlatego, że chcą mieć przyjaciela.

     Liczę, iż, dzięki takim inicjatywą jak 1. Kazimierska Parada Psów św. Rocha na terenach wiejskich jeszcze bardziej wzrośnie świadomość, że psy, ale także koty, to żywe stworzenia, które czują. Gdy w ciągu ostatnich tygodni poszukiwałem na stronach gmin naszego powiatu informacji do artykułów kilkukrotnie natrafiałem na informację o porzuconym psach, lub kotach, które poszukują nowego domu. Jako, że kocham zwierzęta zawsze wtedy robiło mi się smutno gdy myślałem o tych niewinnych zwierzakach, zostawionych, przez swoich "właścicieli" na pastwę losu.

ogłoszenie (fot. proszowice.pl)

     Jednak, gdy się nad tym głębiej zastanowiłem, to, choć brzmi to brutalnie, to doszedłem, do wniosku, iż te zwierzęta w sumie mają szczęście... Tak, mają szczęście, gdyż dostają przynajmniej szansę na nowy dom i dalsze życie. Wiele zwierząt nie dostaje takiej szansy. Przecież wiemy, że chociaż polska wieś w ostatnich latach upodabnia się w wielu aspektach do miasta i przejmuje tamtejsze zwyczaje, to jednak w odróżnieniu do ludzi z miasta mieszkańcy wsi nadal bardzo często trzymają psy nie, jako przyjaciół, a jako element inwentarza, który jak "tradycja" nakazuje siedzi na podwórku przywiązany do budy i pilnuje domu. I TYLKO CZASEM W NOCY ZOSTAJE SPUSZCZONY Z ŁAŃCUCHA.

     Zatem, jeśli ktoś "hoduje" suczkę, która się oszczeni, to właściciel staje przed decyzją, co zrobić z pieskami, których nie jest w stanie wyżywić. Niestety w wielu przypadkach decyzja ta sprowadza się do wyboru pomiędzy wyrzucić, albo zabić i dobrze wiemy, że w wielu przypadkach "ludzie" decydują się na tą drugą opcję.

     Zatem choć moim zdaniem to przejmowanie miejskiej tożsamości, przez wsie nie jest zjawiskiem do końca pozytywnym, to w przypadku podejścia do zwierząt, bardzo dobrze się dzieje, że mieszkańcy wsi, zwłaszcza ci młodzi, nie traktują psów i kotów tak jak ich przodkowie, jako inwentarz gospodarstwa. Mam także nadzieję, iż wkrótce na terenie naszego regionu będzie więcej takich inicjatyw, jak ten marsz w Kazimierzy Wielkiej.

Mateusz Gajda   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: http://www.24ikp.pl/serwis/spoleczenstwo/zdanie/20180822psy/art.php