facebook
Byłem tam! - cz. II

    Dzisiaj jest poniedziałek, 22 lipca 2019 r.   (203 dzień roku) ; imieniny: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   kultura-oświata   |   sport   |   społeczeństwo   |   mieszkańcy   |   natura   |   w szerszej perspektywie   |   foto - relacje   | 

serwis IKP / w szerszej perspektywie / Byłem tam! - cz. II
O G Ł O S Z E N I A
patronaty IKP


Byłem tam! - cz. II

pod tym łukami po prawej stronie staliśmy z kolegami, kiedy puścili gaz łzawiący
(fot. internet)

18-04-2019

     Ładnie i delikatnie powiedziane "zatrzymywały się". One jeszcze jechały jak zomowcy z nich zeskakiwali i z pałkami w rękach biegli do tłumu krzycząc: rozejść się. A kto był oporny, albo wdawał się z nimi w dyskusję nie żałowali mu razów. Widziałem jak jednego młodzieńca dość mocno potraktowali kiedy nie chciał się podporządkować ich poleceniom. Do mnie też jeden dobiegł z krzykiem rozejść się, ale cofnąłem się parę kroków do tyłu i poszedł dalej. Po chwili utworzyli kordon i trzymając się za ręce odpierali ludzi do tyłu.

     Pozostałe samochody na pełnym gazie zrobiły tylko wiraż na rondzie i pomknęły dalej w kierunku Placu Teatralnego. Pomiędzy tymi samochodami przemknął motocykl z koszem z trzema osobami oczywiście też w tamtym kierunku. Po pewnym czasie słychać było trzy strzały jeden po drugim, najprawdopodobniej z krótkiej broni. Pomyśleliśmy, że pewno ludzie obrzucili ten motocykl kamieniami, a oni w odwecie oddali strzały. Niebawem zrobił się wieczór, a ludzi wciąż przybywało. Jeszcze nie dawno ulica w stronę Mogiły, którą my przyszliśmy była pusta, a teraz są na niej tłumy. Stoimy, nic szczególnego tam się nie dzieje, aż w pewnym momencie zaczęły nas szczypać oczy. Co jest grane? W tym ktoś z tłumu krzyknął: gaz puścili. Pieczenie oczu było coraz bardziej dokuczliwe, aż wreszcie nie dało się patrzeć. Nigdy nie odczułem na sobie gazu łzawiącego, ale od tamtej pory wiem, że to jest straszne. Nie wiadomo kiedy i nie wiedzieć skąd zobaczyłem ludzi w maskach, jakoś się rozejrzałem i zobaczyłem, że oni nie są jedynymi, których widziałem w maskach, było ich dość sporo. Do tej pory zastanawiam się skąd oni tak szybko wzięli te maski? Przyszło mi do głowy, że to są może milicjanci lub zomowcy przebrani po cywilnemu.

     Wkrótce pieczenie i ból oczu było tak duże, że nie dało się wytrzymać. Nie zważając gdzie są moi koledzy z mieszkania poszedłem do domu, póki jeszcze cokolwiek mogłem widzieć. Kiedy jakoś powoli dowlokłem się na mieszkanie moi współlokatorzy już tam byli i przemywali oczy, ale przecież ten gaz chociaż w niewielkim stężeniu to i tu dotarł.

     Za nieco ponad godzinę trzeba wychodzić do pracy na trzecia zmianę tzw. nockę. Jak ten gaz będzie tak nadal szczypał, to nie da się wyjść na pole i jak tu jechać? Na Kombinat kawał drogi. Tymczasem siedzieliśmy w mieszkaniu i nie bardzo wiedzieliśmy co robić. A może iść tam do protestujących, ale jak i z czym? Żebyśmy chociaż maski przeciwgazowe mieli. Z gołymi rękami nie ma po co iść, bo dalej jak do Centrum nie dojdziemy. Nie ma co. Zrezygnowaliśmy, a gdy przyszła godzina 21 poszedłem do tramwaju nie pewny, czy one kursują. Wyszedłem z mieszkania, wszędzie się świeci, czyli prąd jest, to i tramwaj może będzie jechał. Doszedłem do przystanku na drodze głównej tuż przy osiedlu na którym mieszkałem. Tam stała grupka ludzi oczekujących też na tramwaj i wszyscy tylko o tym rozmawiali.

     Tramwaj podjechał niemal punktualnie, wsiadłem i jedziemy w kierunku Placu Centralnego. Przystanek na którym wsiadłem był ostatnim przed w/w Placem, a zarazem i rondem. Bo Plac Centralny w Nowej Hucie, to wielkie rondo. Na Placu Centralnym stało dużo ludzi, ale pomału tramwaj dojechał do przystanku, gdzie wsiadło kilka osób i pojechaliśmy dalej. Kiedy wyjechaliśmy z ronda, to ludzi było mniej i czym dalej od niego, to jeszcze mniej, a dalej to już ludzie nie stali, byli tylko nieliczni przechodnie. Centrum manifestacji było w innym kierunku miasta, więc tam były tłumy.

     Zajechałem normalne do bramy Kombinatu, a dalej za bramą autobusem zakładowym na stalownię, gdzie było główne moje miejsce pracy. Odbiłem kartę zegarową i stawiłem się punktualnie na stanowisku pracy. Jak się zorientowałem to osób było niewiele. Tramwaje na trasie, którą ja jechałem nie były przepełnione, wręcz luźne. Natomiast z innych kierunków miasta w tym z Krakowa i autobusy miejskie z tamtych kierunków były przepełnione, a ludzie do pracy dojeżdżali z różnych stron.

     Niektórzy robotnicy przyjeżdżali z dużym opóźnieniem, niektórzy około północy, a byli i tacy, że około 3 nad ranem. Oni opowiadali, że w całym mieście nie ma prądu, tramwaje stoją, nie ma czym dojechać. Oni szli na piechotę W związku z tym w mieście jest panika, strach sparaliżował mieszkańców, ale najprawdopodobniej ludzie się nie rozchodzą. Z opowieści tych, którzy co pewien czas przychodzili do pracy wywnioskowaliśmy, że prąd wyłączyli pomiędzy godziną 21.30, a 22-gą bo ja zdążyłem przyjechać na 22-gą bez problemu. Zapewne zrobili, to po to, aby powstrzymać napływ do miasta wielkiej ilości ludności w jednym czasie, kiedy będą wracać z drugiej zmiany. I myśleliśmy dobrze, bo na drugi dzień to się potwierdziło. Chodziło też o to aby powstrzymać napływ ludzi z Krakowa w tym także studentów. Panika strachu udzieliła się też nam w pracy, jeśli to w ogóle pracą nazwać można. Nikt z tych co nie pracowali w ruchu ciągłym przy obsłudze pieców martenowskich nie pracował, tylko czekał, żeby ktoś przyszedł z miasta i opowiedział co się tam dzieje.

     Ci którzy byli nieobecni w pracy, a nawet ci którzy się spóźnili mieli wielkie kłopoty. W następnych dniach milicja zażyczyła sobie wykazu takich osób i byli twardo przesłuchiwani, a kto nie umiał się wybronić, aresztowali. Głównie pytali, gdzie byli w tym czasie i co robili. Wiele moich kolegów z pracy miało poważne kłopoty.

pobojowisko po zajściach w Nowej Hucie
(fot. m.interia.pl / z archiwum IPN)

     Na stalowni nic specjalnego tej nocy się nie działo, a gdy nadeszła godzina 6-ta, czyli koniec pracy, pojechałem do mojego mieszkania. Do bramy jak zwykle zakładowym autobusem, a od bramy tramwajem na moje osiedle. Jadąc tramwajem przez Plac Centralny zauważyłem, że nie ma przy jednej z wylotowych ulic "ozdoby" tego Placu budki milicyjnej koloru niebieskiego ze wszystkich stron oszklonej z napisem u góry milicja. Pozostał tylko betonowy fundamencik i resztki szkła, które skrzętnie zbierały służby porządkowe. Ulice były puste, a także i Plac jakby był świeżo wymyty, chociaż mokry nie był. Było już widno, lampy uliczne nie świeciły, ale prąd był, bo liczne neony na sklepach były oświetlone i tramwaje jeździły. Z relacji ludzi dowiedziałem się, że obok krzyża na Placu Teatralnym też pusto, tylko milicja trzyma wartę.

     Dojechałem na mój przystanek, a stamtąd tylko około 100 metrów i już jestem w moim mieszkaniu i spoglądam na łóżko, żeby jak najszybciej znaleźć się pod kołdrą. I leżeć spokojnie, żeby swej orkiestry nie uruchomiły automatycznie włączające się sprężyny za pomocą chociażby nawet najmniejszego ruchu mojego ciała. Za chwilę przyszli inni koledzy, którzy też wrócili z trzeciej zmiany i przygotowywaliśmy się do śniadania, ani na chwilę nie zmieniając tematu o wczorajszych zajściach.

     Po południu, a właściwie można powiedzieć, że przed wieczorem, bo była też tak jak wczoraj godzina 18-ta, wybraliśmy się we trzech na spacer ulicami Nowej Huty. Szliśmy wolniutko, spacerkiem w kierunku Placu Centralnego. Wszędzie spokój, ruch normalny, jak zawsze i tak doszliśmy do w/w Placu. Tu też spokój, więc skierowaliśmy się ulicą w kierunku Dzielnicowej Rady i tam już nie było normalnie. W tym sensie, że ulice patrolowała milicja. Mieli wyznaczone odcinki pomiędzy słupami oświetleniowymi tak, że na odcinku pomiędzy jednym słupem oświetleniowym, a drugim dyżurowało dwóch milicjantów, chodząc w tamtą stronę i z powrotem od słupa do słupa. I tak ile słupów, tyle patroli, którzy nie dopuszczali do zatrzymywania się przechodniów na ulicy. Szliśmy normalnie we trzech, tak jak wyszliśmy z naszego bloku i nie zwracali na nas uwagi, przynajmniej myśmy tego nie zauważyli, ale gdy z przeciwnej strony szło dwóch kolegów i stanęliśmy przywitać się z nimi, już "anioły stróże" przy nas byli i głosem rozkazującym i dość donośnym wołali: nie zatrzymywać się, rozejść się. Jezdnią bardzo wolno jeździły samochody milicyjne i ZOMO we wszystkie strony. Jak dowiedzieliśmy się później prawdopodobnie wyłapywali z przechodniów ludzi, których mieli na zdjęciach z wczorajszych zajść.

     Poszliśmy aż do Placu Teatralnego. Tam było też spokojnie, tylko patrole milicyjne penetrowały miasto, nie dopuszczając do jakiegokolwiek zgromadzenia. Przeszliśmy obok Krzyża. Stał nie naruszony, tylko kwiatów pod nim było bardzo dużo, o wiele więcej niż widziałem poprzedniego dnia i paliło się dużo zniczy. Spojrzałem na plac, na którym na podstawie Zarządzenia z 1957 roku miał być wybudowany kościół, a który został poświęcony w dniu 17 marca 1957 roku przez ks. Abp Eugeniusza Baziaka gdzie postawiono Krzyż. Tam też nic szczególnego nie zauważyłem. Jedynie spychacz, który stał w tym samym miejscu co dnia poprzedniego miał powybijane szyby, uszkodzone lampy, powyginane niektóre elementy konstrukcji bardziej podatne na uderzenia i lakier bardzo uszkodzony. Obeszliśmy wokoło ten plac i skierowaliśmy się w kierunku Placu Centralnego, bo tamtędy prowadziła ulica w kierunku bloku w którym mieszkaliśmy. Po drodze znów spotkaliśmy kolegę, tym razem był sam i też ta sama historia z milicjantami. Nie zatrzymywać się, rozejść się.

     Obeszliśmy kilka ulic, a kiedy już zobaczyliśmy, to co nas ciekawiło skierowaliśmy się w kierunku naszego bloku. Szliśmy wolno, aby wypełnić czas, ale dalsze włóczenie się po mieście nie miało sensu. Kidy byliśmy już blisko naszego bloku zauważyliśmy, że z drugiej jego strony stoją jakieś pojazdy. Było ich dużo. Żeby zaspokoić swą ciekawość podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy dużą ilość armatek wodnych ustawionych jedna za drugą na ulicy. Trudno mi teraz powiedzieć ile ich było, ale około 30 na pewno. Stały tam, bo w pobliżu mieściła się Komenda Milicji i dlatego je tam zgrupowali. Widok ich był zaskakujący. Nie wszystkie jednakowo, ale miały zniszczony lakier, powybijane szyby i lampy. Widząc to można było wywnioskować, co tam wczoraj się działo. Zapewne to był atak na nie, protestujących w odwecie za brutalne zachowanie się milicji.

     Na noc poszedłem, a właściwie pojechałem do pracy. Było kilkoro nieobecnych, ale poza tym praca odbywała się normalnie. Kilku pracowników już nigdy nie przyszło do pracy i nie wiedzieliśmy co się z nimi dzieje. Dochodziły nas głosy, że ich aresztowano, a po odsiedzeniu kary mogli zmienić miejsce pracy. Ogólnie aresztowano 493 osoby w tym był też mój kolega, który mieszkał w rejonie zajść i prawdopodobnie rzucali z innymi tam mieszkającymi z piętra talerzami, garnkami i wszystkim tym, co mieli w mieszkaniu i rzucić się dało, na głowy milicjantów i ZOMO-wców. Prawdopodobnie kiedy wrócili po odsiadce, to w mieszkaniu nic nie było oprócz sprzętu ciężkiego jak szafa i tapczan.

     Ludzie byli zdezorientowani, nie wiedzieli o co te zajścia i dlaczego tyle mundurowych najechało na to nowe jeszcze budujące się miasto. Ja wiedziałem, że zapewne chodzi o krzyż, ale tak dokładnie, to nie mogłem sobie w głowie poukładać. Stał krzyż przy placu na którym miał być budowany kościół, to niech sobie stoi. Ludzie przy nim się modlą, składają kwiaty, to niech tak będzie. Za kilka dni kupiłem gazetę: Echo Krakowa i przeczytałem, że I Sekretarz Komitetu Centralnego PZPR Władysław Gomułka był z wizytą w Nowej Hucie. I dalej, że kilka dni temu doszło tam do rozruchów wywołanych przez wichrzycieli i ludzi wrogich socjalizmowi, ale zostało to skutecznie stłumione przez władze porządkowe.

     I dalej cytat: ...Jeśli jakieś szumowiny i warchoły będą nam przeszkadzać w budowie socjalizmu i zakłócać ład i porządek w naszych miastach, to skutecznie się z nimi rozprawimy... I na razie tyle wiedziałem. Dopiero w późniejszych dniach dowiedziałem się, ale nie z gazet, że przyjazd Władysława Gomułki był planowany. Czy w tym terminie co przyjechał, to nie wiem, ale miał on przyjechać i miał być przez niego wmurowany kamień węgielny pod nową szkołę tzw. "tysiąclatkę", która miała być wybudowana na tym placu na którym planowano budowę kościoła. Miała to być jedna ze szkół, które budowano zgodnie z rzuconym przez władze hasłem Tysiąc szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego. A skoro szkoła, nie kościół, to pomyślano, że trzeba usunąć Krzyż, który tam stoi. I stąd próba usunięcia Krzyża. Czy to było polecenie władz odgórnych, czy to nadgorliwość władz Nowej Huty, nie wiem. Faktem jest, że poszło o Krzyż Święty.

     Czy będąc później Władysław Gomułka w Nowej Hucie wmurował kamień węgielny pod szkołę, czy też nie, nie wiem. Wiem tylko tyle, że na tym poświęconym dużo wcześniej placu jednak szkołę wybudowano. Szkołę Podstawową nr 87 dzisiejsze wygasające Gimnazjum nr 46. Krzyż natomiast pozostał i stoi tam gdzie stał i szkole nie przeszkadza, natomiast na pewno pomaga. Wiele lat upłynęło zanim wybudowano kościół w Nowej Hucie, nie w tym miejscu, ale w niezbyt odległym.

     15 maja 1977 roku Kardynał Karol Wojtyła konsekrował Arkę Pana. Jest to Kościół Matki Bożej Królowej Polski w Dzielnicy XVI Bieńczyce ul. Obrońców Krzyża.

koniec

Zdzisław Kuliś   



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Ten kto ma odwagę się śmiać, jest panem świata.
(Giacomo Leopardi)

lipiec  22  poniedziałek
[10.00-13.00]   (Proszowice)
Zajęcia wakacyjne w proszowickim CKiW
lipiec  23  wtorek
[10.00-13.00]   (Proszowice)
Zajęcia wakacyjne w proszowickim CKiW
lipiec  24  środa
[10.00-13.00]   (Proszowice)
Zajęcia wakacyjne w proszowickim CKiW
lipiec  25  czwartek
[10.00-13.00]   (Proszowice)
Zajęcia wakacyjne w proszowickim CKiW
DŁUGOTERMINOWE:


PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ