Gdzie ta londyńska mgła?

(fot. Małgorzata Słaby)

Proszowice, 5-11-2016

     Uczniowie Zespołu Szkół im. Bartosza Głowackiego w Proszowicach wczesnym rankiem 24 października 2016 r. wyruszyli w długą, ale ciekawą podróż do Anglii. Czekał na nich od wtorkowego poranka rozświetlony słońcem Londyn.

(fot. Małgorzata Słaby)
     Zanim jednak proszowianie ruszyli podbijać stolicę Anglii, przeżyli niewiarygodny etap podróży pod Kanałem La Manche. Po półgodzinnej podróży tunelem zobaczyliśmy Anglię. Szeregowa zabudowa z ciemnej cegły, czarne taksówki retro i czerwone autobusy zachęcały młodych podróżników do fotografowania i obudziły w nas ducha zdobywcy nowych wrażeń.

     Na początek, powoli rozsmakowaliśmy się w rozległych parkach Greenwich, widoku połyskującej w słońcu Tamizy i atmosferze kawiarnianych uliczek. Wciągały nas widoki i zapachy angielskich pubów i tawern. Nie mieliśmy jednak czasu na odpoczynek i lenistwo. Londyn nas wzywał. Witał nas nie tylko wielonarodowościowy tłum londyńskich ulic, ale piękne a nawet egzotyczne ptactwo Hayde Parku. Czekały nas zajęcia językowe oraz z kultury i literatury angielskiej, a leżaki i trawnik Hayde Parku kusił ciepłem i soczystą zielenią. Za bramami parku uderzył nas londyński energetyczny huk. Wchłonął nas dynamiczny ruch Brompton Road. Biły po oczach kolorowe, pełne elegancji i angielskiej klasy wystawy Harrodsa.

     Popołudniem wreszcie przywitał nas hostel. Pokoje wydały się enklawą ciszy i prywatnej przestrzeni. Autorami pysznych, ciepłych i zróżnicowanych posiłków okazali się Polacy. Na największe oklaski proszowickich smakoszy zasłużyła tamtejsza lasagne z kurczakiem. Tak smaczna, że prosiliśmy o powtórkę. Choć zmęczeni, z chęcią zjawiliśmy się w hotelowej świetlicy na zajęciach z naszymi nauczycielami. Powtórzyliśmy zwroty konieczne do konwersacji w sklepie, metrze i restauracji, a na drugiej lekcji, z radością i typową dla nas pomysłowością ocenialiśmy Makbeta i jego żonę. Lady Makbet okazała się crazy, a Makbet funky.

(fot. Małgorzata Słaby)
     Kolejny dzień obfitował w nowe wrażenia. Przemierzaliśmy Londyn metrem! Próbowaliśmy zachować się jak typowi Anglicy i czytaliśmy w metrze gazetę. Ale tylko przez chwilę. Słowiański, radosny temperament nie pozwolił nam milczeć.

(fot. Małgorzata Słaby)
     Zwiedzanie monumentalnego Natural History Museum zajęło nam kilka godzin ochów i achów! Wędrowaliśmy przez kolejne poziomy, sale i korytarze, by zobaczyć ogromne wieloryby, niezwykłe skamieliny, kościec dinozaura i cuda cudeńka. Sporo czasu spędziliśmy przed Buckingham Palace zachwycając się zmianą warty. Ale nie to było zaskakujące! Na nasze przybycie z pałacu królewskiego - czarnym rolls roycem wyjechał książę Karol, by nas powitać uniesioną dłonią. O gustach nie dyskutujemy, więc pomijamy milczeniem to spotkanie. Aparaty poszły w ruch na widok Big Bena. Rozległy trawnik zaprosił nas do odpoczynku i londyńskiego luzu. A potem wielokilometrowa wędrówka wśród zabytków Londynu znów zaprowadziła nas na zajęcia językowe i kulturowe.

     Po słodkich tostach na śniadanie znów podbijaliśmy londyńskie Tower i kroczyliśmy Tower Bridge. Fotografowaliśmy wieżowce tonące w chmurach, a potem w blasku słońca. Przywitaliśmy się po raz pierwszy z duchem Szekspira na bulwarze przy Shakespeare's Globe. Po wyciszeniu emocji w Katedrze św. Pawła smakowaliśmy nasz londyński lunch i wybieraliśmy pamiątki. Nasze modnisie wykupiły kolekcję w Primarku, by dyskutować o niej w zatłoczonym metrze i paradować hotelowymi korytarzami. Na zakończenie dnia poznaliśmy nowe zwroty angielskie i utrwaliliśmy już znane. Spaliśmy szybko i niecierpliwie, bo kolejny dzień zapowiadał się fascynująco.

(fot. Małgorzata Słaby)
(fot. Małgorzata Słaby)
     Autokarem naszego przewoźnika (dbającego o nas, nasze humory i kubki smakowe) pomknęliśmy lewą stroną autostrady do Stratford. Tu dopiero zachłysnęliśmy się pięknem Anglii. Tu było cudownie! Bajkowo! Małe uliczki i rzędy kolorowych sklepików prowadziły nas do staruteńkiego domu, w którym urodził się Szekspir. To było kolejne spotkanie z duchem wielkiego Williama. Duch artysty unosił się nad nami ofiarując nam rozmarzenie, nostalgię, wrażliwość na piękno świata. Zobaczyliśmy Oksford i poczuliśmy jego akademicką atmosferę. Gotyckie budowle kazały nam wierzyć, że kroczymy przez inny, odmienny od naszego codziennego świat. Choć atmosfera miasta zmuszała nas do powagi, nasza radość nie miała granic. Widzieliśmy przecież ucieleśnienie naszych marzeń i wyobrażeń.

     Następnego dnia, ostatnimi błyskami fleszy pożegnaliśmy Londyn. Wyprawa była ciekawa, rodzinna - bo tak traktowaliśmy się w naszym 44 - osobowym gronie. Zostały nam wspomnienia, wrażenia, fotografie i pamiątki. Przeżyliśmy naszą przygodę radośnie i szczęśliwie. Wróciliśmy do rodzinnej ziemi bogatsi w doświadczenia i wrażenia. Tego nie można kupić. Ta podróż nie kosztowała nas właściwie nic - sfinansowana została ze środków Budżetu Obywatelskiego Województwa Małopolskiego. Wszystkie te wrażenia zafundował nam projekt "Edukacja dla przyszłości" realizowany w naszej szkole.

Małgorzata Słaby   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: http://www.24ikp.pl/serwis/ko/oswiata/20161105zspr_londyn/art.php