Nie całuj mnie bracie, bo nie pozwalam...

Jan Mazaraki (1840-1922) (fot. zbiory autora)

Proszowice, 31-10-2017

     Fragment z książki pt.: "Pamiętnik i wspomnienia" Jana Newlin-Mazarakiego (1840-1922). Spisane zostały w 1887 roku i poświęcone są osobistym przeżyciom związanymi z powstaniem styczniowym. Występuje tutaj opis ówczesnych Proszowic z tego okresu, oraz dosyć humorystyczny zdarzenie, które pokazuje obyczajowość okolicznej szlachty w XVII wieku.

     Autor był rotmistrzem Kawalerii Narodowej w 1 Pułku Krakowskim płk Zygmunta Chmielińskiego w roku 1863/64. Jego szlak bojowy przebiegał przez dzisiejszy powiat proszowicki. Serdeczne podziękowania składam pani Marii Mazaraki z Krakowa, wnuczce autora Jana, która udostępniła tę publikację.

[...] Najbliższym miasteczkiem od Hebdowa jest Brzesko Nowe, w którym oprócz wielkiego składu soli z Wieliczki nic więcej zanotować się nie da. Solą tą rząd austriacki spłaca Moskalom udział ich w roku 1849 na Węgrzech. Dalej nieco są Proszowice, o których nazwie tradycja niesie, że któryś z Piastów przejeżdżając ujrzał łan prosa i zachwycony jego widokiem wyrzekł : "jakież piękne proso widzę". W tym miejscu powstała osada, której dano nazwę Prosowidze, a która z czasem przerobiła się na Proszowice.

Mieścina ubożuchna, lecz schludna, w przepysznej glebie położona, jakiej może i Egipt nie posiada, przez lud poczciwy, na wskroś polski zamieszkana, biorącym udział gorący w każdej potrzebie narodowej i dającym też liczne ofiary temu molochowi Moskwie. Dziś oni tam podobno są zdemoralizowani, bo się Żydkowie u nich zagnieździli, a i panowie Moskale stale tam rezydują, czego dawniej nie było - wiadomym jest, że najlepszy lud Moskale prędko zdemoralizują, bo oni przy swej prostocie i dzikości obyczajów mają tę niebywałą u innych ludów arogancję, że wypędzeni wpychają się do domów, do stosunków rodzinnych, wnosząc z sobą zasady wstrętne i demoralizujące.

Proszowice kiedyś bywały bardzo ożywione gwarem krzykliwej, hulaszczej i zawadiackiej okolicznej szlachty, która się tam zbierała na sejmiki, na których wielu nosy i uszy w bójkach tracili - wskazują tam miejsce, w którym leżał pijany mocno szlachcic, upadłszy po wyjściu z sejmiku - pies oblizywał go po gębie - a on mówił: "nie całuj mnie bracie, nie całuj, bo jak raz powiedziałem, że nie pozwalam, to nie pozwalam".


(źródło: geoexplorer.blog.pl)


Społeczny Opiekuna Zabytków - Marcin Szwaja   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: http://www.24ikp.pl/serwis/ko/historia/20171031niecaluj/art.php