Proszowice lat 50/60 XX wieku, moje wspomnienia. Przyczynek do historii proszowickich ulic
odc. 14

(fot. ikp)
Proszowice, 24-01-2018

odcinek 14
32. Medycyna i zdrowie mieszkańców

     Miasto Proszowice, podobnie jak inne tego rodzaju duże osady miało również swoje problemy zdrowotne. Kiedyś, kiedyś, bodajże w XV posiadało szpital, adekwatny do czasu w jakim funkcjonował. Później przez wieki miał ulicę szpitalną. Szpital z prawdziwego zdarzenia powstał dopiero w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku.

     Jednak, w czasie, który obejmuję pamięcią (lata powojenne do połowy lat sześćdziesiątych) mieszkańcy Proszowic nie pozostawali ze swym zdrowiem i chorobą samotni.

     Pragnę przypomnieć, że w ośrodku zdrowia, który funkcjonował w budynku piętrowym na rogu ulicy Tadeusza Kościuszki i ulicy Rzecznej, obecnie Władysława Jagiełły przez wiele lat na posterunku trwało małżeństwo lekarskie państwo dr. Raisa Dzigowska i dr. Borys Dzigowski.

     Mieszkali w domu przy ul. Karola Marksa obecnie Królewska, gdzie też, jak było potrzeba przyjmowali pacjentów o różnych porach, także w godzinach nocnych. Trwali z konieczności, jak gdyby na stałych dyżurach domowych. Przypuszczam, sądząc po nazwiskach i śpiewnej wymowie pochodzili z okolic przedwojennych polskich kresów (dzisiejsza Białoruś i Ukraina).

     Byli, jak ich zapamiętałem bardzo mili i dostępni. Doktora B. Dzigowskiego można było często spotkać na ulicach miasteczka, jak szybkim krokiem zdążał na wizytę domową do chorych. Sądzę, że znał swoich pacjentów bardzo dobrze. To pewnie pozwalało mu stawiać trafne diagnozy.

     Ośrodek zdrowia mieścił się na parterze tego budynku, w trzech pomieszczeniach. Pierwsze pełniło funkcje poczekalni, dwa pozostałe to gabinet lekarza dyżurnego i pokój zabiegowy. Wyposażenie tych trzech pomieszczeń, a bywałem tam czasami z mamą, porównując z dzisiejszym standardem sprzętowym można by nazwać prymitywnym.

     W gabinecie lekarskim najważniejszym sprzętem było biurko lekarskie, stetoskop, stary aparat do mierzenia ciśnienia, leżanka. W pokoju zabiegowym można było zobaczyć dwie stojące przeszklone, metalowe szafki z pojemnikami do sterylizacji igieł do strzykawki. Strzykawek mogło być kilka, były to strzykawki metalowo szklane z wymiennymi igłami. Uzupełniało to wyposażenie biurko, krzesło dla pielęgniarki, leżanka dla pacjenta.

     Czy w tamtym czasie był jakiś mieszkaniec Proszowic, także okolicznych miejscowości, który choć raz nie był w tych pomieszczeniach w charakterze pacjenta? Śmiem w to wątpić.

     W tym ostatnim pomieszczeniu królowała nieoceniona pielęgniarka Pani Irena Ratuszna. Bardzo sympatyczna, przychylna pacjentom, o miłym głosie, ale jak było potrzeba zdecydowana w działaniu. Czy w Proszowicach pamięta ktoś jeszcze nazwiska tych ludzi, którym wielu proszowian zawdzięcza zdrowie?

     Nie było jeszcze szpitala w miasteczku, a jednak zdrowie proszowian było cały czas pod kontrolą oddanych ludziom lekarzy, którzy swoją powinność zawodową traktowali jako służbę dla nich.

     To nie byli jedyni lekarze i pracownicy personelu medycznego w tamtym czasie w miasteczku. Przytoczę jeszcze dwa, które zapamiętałem. W jednym z wcześniejszych odcinków wspomniałem nazwisko dr. Zygmunta Pruskiego.

     Mieszkał na naszej ulicy tzn. przy Krakowskiej w piętrowej oficynie, na piętrze. To był budynek chyba państwa Czekajów. To właśnie na tym podwórzu była duża studnia, z której można było czerpać wodę bez ograniczeń, co dla mieszkańców ulicy krakowskiej było bezcenną sprawą.

     Ale wracając do postaci dr. Zygmunta Pruskiego. W dwóch, lub trzech przypadkach mój ojciec zanosił mnie do tego lekarza, kiedy miałem jakieś dolegliwości zdrowotne, jak to małe dziecko. Zapamiętałem go, jak się pochylał nade mną, z jaką ostrożnością mnie badał. A najważniejsze w tym wszystkim była pewnie trafna diagnoza, rozpoznanie dolegliwości i autorska recepta, bo leków gotowych było jak na "przysłowiowe lekarstwo". W każdym bądź razie te leki pomagały, a oparte były głównie na ziołach. To zresztą charakteryzowało ówczesnych lekarzy, komponowanie składników przepisywanych przez siebie leków z będących w dyspozycji farmaceutów ziół leczniczych. Sprawa leków w ówczesnym okresie czasu to temat szeroki i odrębny.

     Dr. Zygmunt Pruski był przykładem uniwersalnego lekarza "do wszystkiego". To był były lekarz wojskowy, który pewnie w warunkach polowych musiał sobie radzić z każdą sytuacją. To był zresztą jeszcze czas, kiedy lekarze z konieczności musieli mieć ogólną wiedzę medyczną pozwalającą im na stawianie diagnoz w zakresie różnych zjawisk chorobowych pacjentów.

     Inny lekarz stomatolog Marczyński. Prowadził prywatny gabinet stomatologiczny przy ul. Bartosza Głowackiego, w domu państwa Kozerskich. To był parterowy budynek z szeroką przejezdną bramą. Gabinet dr. Marczyńskiego mieścił się w lewej części budynku.

parterowy budynek w którym po lewej stronie mieścił się gabinet dentystyczny dr. Marczyńskiego
(źródło: Google Earth, St. Paluch. 2017)

     Zdarzyło się, że byłem małym pacjentem również i tego lekarza. Jak to dla malucha, mimo, że ząb bolał, to atrakcyjnym było wyposażenie tego gabinetu. A było ono tyle proste, co groźne. W każdym bądź razie było inne, aniżeli w dzisiejszych gabinetach stomatologicznych. Stary, czarny odchylany fotel. Obok niego potężna maszyneria wiertła dentystycznego napędzana, jak kojarzę ten obraz nogą dentysty. Podejrzewam, że wszystko, co tam miało miejsce nie do końca byłoby zgodne z dzisiejszymi zasadami higieny sanitarnej. Ale to były inne czasy i lekarze musieli sobie radzić, a pacjenci znosić cierpliwie niewygody leczenia. Ważny był końcowy efekt, jeśli pacjent otrząsał się z choroby.

     W Proszowicach istniała również Izba Porodowa przy ul. Rzecznej, obecnie Władysława Jagiełły, w dużym piętrowym budynku z szeroką przejezdną sienią. To też było miejsce pracy proszowickich lekarzy, jak i pielęgniarki. Dodam, że w tej izbie porodowej przyszły na świat obie moje córki. Mimo, że dziś mieszkają w różnych miejscowościach, to mogą powiedzieć o sobie, że są proszowiankami z urodzenia.

     W tej placówce medycznej zobaczyła świat na pewno duża część dzisiejszej społeczności Proszowic i okolicznych miejscowości.

jeśli mnie pamięć nie myli, w tym budynku przy ul. Rzecznej (obecnie Wł.Jagiełły), w latach sześćdziesiątych funkcjonowała Izba Porodowa w Proszowicach, wygląda na to, ze budynek w międzyczasie został częściowo wyburzony, obecnie już nie istnieje, myślę, że ten obiekt miał emocjonalne znaczenie dla wielu niekoniecznie dzisiaj mieszkańców tego miasta
(źródło: zbiory IKP)

     Nie wiem, czy istnieje pamięć jeszcze jednej medycznej placówki w Proszowicach, Powiatowej Stacji Pogotowia Ratunkowego, która mieściła się w nie istniejącym już, dużym, piętrowym budynku z cegły, który stał prawie na wprost wylotu obecnej ulicy 3-go Maja, obok dawnej "Wikarówki", też już nieobecnej na tej ulicy. Mniej więcej na tym terenie jest obecnie "Ogród Biblijny". Ta placówka też warta jest pamięci. W swej niedługiej przecież historii istnienia niejednemu z poszkodowanych lub chorych ratowała zdrowie, lub życie, szybkim sprawnym przewozem do szpitali w Krakowie.

     Miałem nieszczęście ulec wypadkowi na rowerze na ul Tadeusza Kościuszki, nieopodal ośrodka zdrowia. Szczęście w nieszczęściu, że właśnie tam.

     Pamiętam szybką pomoc lekarską, a później slalom kierowcy po dziurawej szosie do Krakowa przez Kocmyrzów. Wiem, że kierowca starał się omijać dziury, by nie narażać mnie na zbytnie wstrząsy, równocześnie utrzymując szybkość, by dotrzeć do szpitala w możliwie krótkim czasie.

     Tym kierowcą, dziś już nieżyjącym był pan Kazimierz Bartoszewski, dla którego zachowuję do końca życia wdzięczną pamięć. Innym pracownikiem, dziś powiedzielibyśmy ratownikiem tej stacji, był mój kolega, o którym już pisałem, też nie żyjący już Rysiu Stępień.

33. Leki, leki, leki!

     Z opieką lekarską bardzo ściśle łączy się sprawa zaopatrzenia w niezbędne leki. Czas, który wspominam jest nie tak odległy, a jakżeż inaczej dzisiaj ma się to zagadnienie w tym naszym mieście. Proszowice, wcale nie małe miasteczko na tamten czas, później siedziba powiatu, przez długie lata dysponowała jedyną apteką zlokalizowaną w centrum miasta, w rynku głównym.

     Była to apteka prywatna państwa Kołakowskich, zlokalizowana prawdopodobnie w ich własnej kamienicy usytuowanej na północnej pierzei Rynku Dużego. Wejście do budynku prowadziło przez sień. Apteka mieściła się na parterze budynku. Wejście do apteki prowadziło bezpośrednio z Rynku.

budynek, w którym na parterze mieściła się apteka państwa Kołakowskich
(źródło: https://facebook.com/historiaMiasta, "Zdjęcia Proszowic do XX w.")

     W pierwszym pomieszczeniu przegrodzonym przeszkloną ladą, była przestrzeń dla klientów oczekujących na leki. W drugiej za ladą królowały szafy i półki. W dolnej ich części usytuowane były szuflady, a w górnej różnego rodzaju słoje i butle szklane. Szuflady oznaczone były białymi tabliczkami z czarnymi łacińskimi nazwami lekarstw i maści. Podobnie naczynia szklane na półkach oznaczone były łacińskimi nazwami. Na ladzie usytuowana była waga aptekarska uchylna do ważenia składników leków przyrządzanych w oparciu o wystawione przez lekarzy recepty. Na tylnej ścianie pomiędzy półkami wisiał stary zegar.

     Na zapleczu było drugie pomieszczenie, pracownia, gdzie aptekarz farmaceuta kierując się zapisami lekarza w receptach zestawiał składniki, głównie pochodzenia ziołowego (naturalnego) tworząc przepisane specyfiki lekarskie.

     Były to w dużej części różnego rodzaju maści, ale też preparaty pakowane w małe okrągłe pojemniczki z opłatka. Dzisiaj taki sposób przygotowania leków przez apteki jest już rzadkim zjawiskiem. Diagnoza lekarska, szczegółowy zapis składników leku i jego lokalne w większości przypadków wytworzenia w aptece wskazuje na ówczesne bardzo indywidualne podejście do pacjenta.

     Mówi to też bardzo dużo o ukierunkowaniu wiedzy i przygotowania personelu tamtych aptek już na poziomie studiów farmaceutycznych w sposób praktycznie pozwalającym im na przygotowanie leków prawie w domowych warunkach i w oparciu o posiadane półprodukty głównie ziołowe. Zastanawia również to, że recept lekarskich do realizacji leków codziennie było nie mało, a mimo to personel apteki potrafił sporządzić lekarstwo najczęściej w tym samym dniu.

     Można próbować postawić tezę, że właściciel apteki wtapiał się w lokalną społeczność, a czując się jej członkiem, starał się w sposób odpowiedzialny zabezpieczać jej potrzeby, w zakresie prezentowanej przez siebie specjalności zawodowej farmaceuty. Myślę, że czuł się nie tylko sprzedawcą specyfików leczniczych, ale autorem ich współautorem (z lekarzem) w sensie fizycznym. Jak inaczej wygląda dzisiaj apteka, choćby odnosząc to do obecnie funkcjonujących w Proszowicach.

podobnie wyglądała apteka na rynku, może meble były nieco ciemniejsze, ale wypełnienie półek i szuflady idealnie pasują do jej wnętrza, waga, liczydło, stara kasa [zdjęcie poglądowe]
(źródło: http://pl.cit.lodz.pl pokaz/7,8,2 muzeum-farmacji-im-prof.-jana-Muszynskiego)

     To co stanowiło kiedyś wyposażenie apteki, a więc wagi aptekarskie, butle i pojemniki szklane, czy moździerze z brązu służące do miażdżenia składników leków przed ich wymieszeniem dzisiaj w nowoczesnych pomieszczeniach (sklepach z lekami) stanowi ich ozdobę.

wnętrze starej apteki - na pierwszym planie stare naczynia i narzędzia aptekarskie [zdjęcie poglądowe]
(źródło: http://pl.cit.lodz.pl pokaz/7,8,2 muzeum-farmacji-im-prof.-jana-Muszynskiego)

     Półki obecnych aptek wypełnione są kolorowymi opakowaniami gotowych leków wytwarzanych prze małe firmy farmaceutyczne, ale i wielkie koncerny w sposób przemysłowy. Duża część tych specyfików oparta jest o czynne substancje chemiczne. Postęp w tym zakresie jest niewątpliwie ogromny.

     Ale aptekę, którą wspominam od obecnych różnił także klimat i nastrój, jaki w niej panował. Samo wejście do tego pomieszczenia, dzwonek przy drzwiach, lekki półmrok - jedno okno nie dawało zbyt dużo światła, no i właśnie te półki z dziesiątkami wypełnionych różnymi substancjami naczyń szklanych. Także bardzo przyjazne odniesienie Pani/Pana mgr, bo tak zwykle wtedy nazywano personel apteki do osoby chcącej skorzystać z jej usług.

     Ale, na jeszcze jedno chcę zwrócić uwagę. Obecnie w aptece zestaw komputerowy i czytnik, oraz kody umieszczone na opakowaniach leków wytworzonych w seryjnej produkcji załatwiają, trywialnie mówiąc sprawę ustalenia kosztów leków, a karta bankowa sprawę zapłaty. Pozostała tradycyjna forma zapłaty gotówką.

     A w tamtym czasie farmaceuta musiał być także niezłym matematykiem i handlowcem. Jak ktoś, także ze starszych proszowian pamięta, obliczanie wartości każdego składnika leku, pełnej jego wartości, a także obowiązującej zniżki (wtedy 50%) odbywało się za pomocą głównie pióra, ale także ołówka chemicznego bezpośrednio na recepcie, a narzędziem pomocniczym często było liczydło, a nie od tak dawna dopiero elektroniczne urządzenia liczące.

     Apteka należała do państwa Kołakowskich, ale przyszedł czas kiedy monopol na lekarstwa, a tym samym prowadzenie aptek przejęło państwo. Także ta apteka stała się własnością państwa pod administracją Krakowskiego Zarządu Aptek. Nie wiem, na jakich zasadach została przejęta, ale pewnie nie obyło się to bez krzywdy prawowitych właścicieli apteki.

     Mam również bardzo osobiste wspomnienia związane z tą apteką, a właściwie ze znajomością z synem państwa Kołakowskich, jak sobie przypominam Wojtkiem. To była przyjaźń w początkowych klasach szkoły podstawowej. Później syn państwa Kołakowskich wyjechał, prawdopodobnie do Krakowa. Z racji tej krótkiej przyjaźni, jeśli to tak można nazwać bywałem czasami w domu i mieszkaniu państwa Kołakowskich na piętrze wspomnianego budynku.

     Było to duże, jasne, kilkupokojowe mieszkanie wyposażone w stare antyczne umeblowanie. Różniące się znacznie od tych znanych mi wtedy mieszkań w starych budynkach Proszowic. Dziś, mogę powiedzieć, że było to mieszkanie członków ówczesnej intelektualnej śmietanki Proszowic. Bardzo mile wspominam państwa Kołakowskich, a szczególnie panią Kołakowską, z jej stale uśmiechniętą twarzą.

Ten farmaceutyczny świat odszedł do annałów historii, i dlatego warto na ten temat pozostawić kilka zapisanych zdań.

cdn.

Stanisław Paluch   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: https://www.24ikp.pl/info/prossoviana/online/paluch_lata50_60/20180124odc14/art.php