Moje wspomnienia dzieciństwa cz. I - odcinek 14

Proszowice 7 września 1939, ulica Królewska na odcinku między Rynkiem, a ul. Racławicką, zdjęcie ze zbiorów Wojciecha Nowińskiego [fragment]
(fot. zbiory IKP)

Proszowice, 10-04-2020

odcinek 14
Rozdział XXVIII. Na okupowanych przez Niemców ziemiach polskich

     Znaleźli się na polskich ziemiach zagarniętych zbójecko przez Niemców. 2 października 1939 r., - taka data została odnotowana przez niemieckiego oficera na przepustce uprawniającej do przejazdu naszego wozu przez przeprawę pontonową.

kopia przepustki nr 470 wystawionej przez Ortskomandandur Annopol uprawniającej do przejazdu przez przeprawę na Wiśle, ale także do powrotu do miejsca zamieszkania , wystawiona na nazwisko Piotr Paluch, wpisano w niej sześć osób, 1 wóz i dwa konie
(źródło: zbiory Stanisława Palucha)

     Jaki będzie ich stosunek do Polaków? Jak dotąd nie wyczuli wrogiego stosunku. Niemcy byli tak usłużni. Zbudowali ponton na miejsce spalonego mostu. Pomagali przy przeprawie przez Wisłę na swoje tereny uchodźcom. Nie stwarzali im trudności w powrocie do domu. Oświetlali im drogę. Nie zostawili ich własnemu losowi. Mogli przecież się potopić w tych ciemnościach.

     O co tu chodziło? Wobec tego, jaki sens miała ich misja "Poczty Polowej"? Ta włóczęga połowy Polski po całym kraju i tylu niewinnych ludzi ginących od bomb. Myśleli nad tym i nic nie mogli zrozumieć.

     Ojciec nie dowierzał i postanowił zrobić próbę. Chciało mu się bardzo palić, a znał język niemiecki, bo kiedyś pracował w Austrii. Podszedł do Niemca i poprosił o papierosa. Niemiec natychmiast wyciągnął papierośnicę, wyciągnął w stronę ojca, mówiąc bite, bite przypalił papierosa. Ojciec podziękował i pomyślał, jaka uprzejmość, co za kultura. Obserwując to wszyscy pomyśleli, może nie będzie tak źle, jak przypuszczali i może to nie na długo, może to chwilowa okupacja.

     Trochę spokojniejsi wracali do domu. Przejeżdżając przez te same miasta, które wcześniej mijali kierując się wschód Polski, oglądali z przygnębieniem spustoszenia, jakie zrobiła wojna. Resztki wypalonych murów domów, resztki rusztowań, jak ramiona wyciągnięte do nieba, wołającą o pomstę do Boga. Słupy telefoniczne poprzewracane z wijącymi się wokół nich kłębami drutów. Drzewa zranione pociskami dział, ziemia niewinna poznaczona lejami po bombach. Nawet z małych chat przydrożnych, z krzewów, drzew otaczających je, pozostała tylko garstka czarnego popiołu.

     W cichości swoich myśli dziękowali Bogu, że pozwolił im przeżyć te trudne, chwilami wydawało się beznadziejne już sytuacje, w obliczu których stawali co raz na tej swojej drodze wojennych włóczęgów. Ale w tym ponurym powojennym krajobrazie polskich wsi, miasteczek i miast przez które przejeżdżali widać było już oznaki odradzającego się życia.

droga po działaniach wojennych, ze zbiorów Muzeum we Włodawie
(źródło: muzeumwlodawa.pl)

     Kto przeżył, musiał dalej żyć, życie ma swoje prawa. Usuwano resztki zniszczeń, prowizorycznie zabezpieczano pozostałości swoich domostw, przygotowując je z myślą o przetrzymaniu trudnych zimowych warunków, jakie w niedługim czasie mogły nadejść.

zniszczone domy, ze zbiorów Muzeum we Włodawie
(źródło: muzeumwlodawa.pl)

     W każdych warunkach handel jest tym elementem, który pozwala zabezpieczyć podstawowe warunki bytowe mieszkańców. A te w warunkach wojennych, a później okupacyjnych wobec ograniczeń w zaopatrzeniu zapowiadały się na trudne. Szczególnie, że należało zapewnić żywność i inne dobra nie tylko dla tych, którzy pozostali w czasie działań wojennych na miejscu, ale także dla ogromnej masy mieszkańców Polski, którzy wracali z wojennych podróży do swych miejsc zamieszkania. Zauważali to już na końcowych etapach powrotu, przy okazji niezbędnych zakupów żywności od krążących pomiędzy wozami handlarzy.

     Można było zauważyć, że bardziej przedsiębiorczy rolnicy, ale przede wszystkim mieszkańcy miast zabierali się do handlu. Zdobywali w sobie znany sposób czasami nawet trudno osiągalne towary, a z okolicznych wiosek skupowali produkty żywnościowe, które szybko trafiała do odbiorców, oczywiście za odpowiednią do sytuacji cenie. Ta działalność sama w sobie nie była złem, bo pozwalała stworzyć warunki do egzystencji ludności wiejskiej i miejskiej, ale jak później to miało się okazać ujawniła także swoją negatywną stroną.

     Mijając kolejne wioski i miasteczka, patrząc na zniszczone ludzkie siedziby stawiali sobie w myślach pytania; jak daleko do tego domu, czy on jest, czy zachował się, a co z pozostałą rodziną? Dotąd ratowali własne życie, a co z resztą, kto przeżył? Od momentu wyjazdu z Proszowic nie mieli żadnych informacji i mieli tylko nadzieję, że tak jak oni, także rodzina przetrwała pierwszy miesiąc zawieruchy wojennej. Ewa myślała o Danusi, co z nią, czy ją zobaczy? W takim nastroju wracali i ciągle zadawali sobie pytania; co i co i dlaczego? Nie było na to odpowiedzi.

     I wreszcie, po długiej tułaczce stanęli pod swoim domem. A ten witał ich dziurą w ścianie od strony ulicy i urwanym rogiem dachu. Tak więc skutki tej zbrodniczej napaści nie ominęły także ich rodzinnego gniazda. Ale najważniejsze było to kto w tym gnieździe ich wita? A z sieni wybiegli dziadkowie z płaczem. Jesteście, żyjecie, a myśmy myśleli, że was zabili. Wszyscy rzucali się w objęcia i płakali. Z ich chaotycznej rozmowy nikt nic nie rozumiał. Każdy chciał, jak najwięcej o sobie opowiedzieć.

     Wybiegł i sąsiad, ten, który rozbijał płot podczas ich odjazdu. Sąsiad wykrzykiwał o swoich przeżyciach, mówiąc; Moja matka była chora, miała 40 stopni gorączki, leżała, a tu kula urwała komin, ale mieliśmy szczęście, "kostucha" nas przeskoczyła... Tyle ludzi zginęło, jakim cudem wyście się uchowali? pytał Dziadek, nie wstydząc się łzy, która spłynęła mu z oczu, jako były wojskowy dobrze wiedział, co się może wydarzyć na frontowych drogach.

     Ojciec na te słowa wyjął z kieszeni ryngraf (mały obrazek) Matki Boskiej Częstochowskiej i powiedział, to jest właśnie ten cud (ten obrazek pozostaje nadal w naszej rodzinie, jako szczególna pamiątka i dowód opatrzności Bożej).

mały obrazek Matki Bożej Częstochowskiej, który w kieszeni pocztowego munduru ojca towarzyszył rodzinie Paluchów najpierw na wojskowych (poczta polowa Armii Kraków), a później tułaczych drogach we wrześniu i początku października 1939 r. od Proszowic po Aleksandrię (dawne woj. wołyńskie) na Kresach Wschodnich i z powrotem
(źródło: zbiory Stanisława Palucha)

     Nadbiegła też i Danusia. Płaczom, uściskom nie było końca. Po przywitaniach weszli do swojego mieszkania. Mieszkanie było ogołocone ze wszystkiego co pozostawili. Kto to zrobił? Nie Niemcy. Na cóż im było wyciągać dywany, chodniki i inne rzeczy, kiedy teraz każdy dom w całości był do ich dyspozycji. Kto to zrobił? Jedni uciekali, kryli się po piwnicach, uciekali na wieś, a inni, pozbawieni skrupułów, głupio odważni ograbiali mieszkania.

     Wojna właśnie wyzwala w ludziach strach, odwagę, dobroć i najgorsze instynkty. Wojna, to niewola, ale i wolność do robienia tego co się chce. To czas, kiedy wychodzi, pokazuje się, kim może być człowiek, do czego jest zdolny.

     Tak zakończył się etap naszych przeżyć, może krótkich, ale bardzo istotnych dla całego późniejszego życia, na smutnych drogach wrześniowej wojskowej klęski Polski 1939.

Rozdział XXIX. Dziwny ten świat

     W 1939 roku wróciliśmy z tułaczki wojennej cali i zdrowi. Pomijając fizyczne i psychicznie przeżycia, które niewątpliwie odcisnęły na nas piętno na całe dalsze życie, na ogół materialnie na razie nie odczuwaliśmy jeszcze niedostatku. A jednak miałam takie odczucie, że wojna zabrała nam wszystko. Niemieccy najeźdźcy zabrali nam wolność, zabrali nam swobodę, zabrali nam cały dawny świat. Skończyło się szczęśliwe dzieciństwo, pełne radości, dziecięcej swawoli, poczucia bezpieczeństwa.

     Zaczęło się coś nieznanego, obcego, groźnego. Nikt nie wiedział, co będzie dalej, ale żyliśmy, to było w tym momencie najważniejsze i trzeba było z tą nieznaną przyszłością dalej żyć. Wojna wojną, życie życiem, a młodość miała swoje prawa mimo całej grozy tej sytuacji.

     W kolejnej części, którą przygotowuję, chciałabym pokazać życie w okupowanych przez Niemców Proszowicach widziane oczami podrostka. Oczywiście, upłynęło trochę czasu, pewne obrazy, sytuacje nieco się pozacierały, więc gdyby powstały jakieś przekłamania, to za nie z góry przepraszam. Jeśli tak się zdarzy, to będzie to niezamierzone.

koniec części I
(źródło: zbiory Stanisława Palucha)



Wanda Łukomska   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: https://www.24ikp.pl/info/prossoviana/online/lukomska_wspomnienia01/20200421odc14/art.php