Nienażarte partie cz. IV - SZARAŃCZA?, NASZ WYBÓR...

(fot. zbiory IKP)

Proszowice, 18-10-2018

     Wielka afera o nic, kilka słów jednego partyjnego kacyka do kacyka konkurencyjnego plemienia stało się powodem kolejnej pseudo-awantury dla "mas". Przytoczę najistotniejszy fragment wypowiedzi: [...] strząsnąć ze zdrowego drzewa państwa, PiS-owską szarańczę [...]. Od razu "żołnierze" zaatakowanego obozu wyciągnęli werbalne armaty: obrażanie (jakiegoś wyimaginowanego elektoratu), mowa nienawiści, porównywanie do gebelsowskiej propagandy, szczucie i podobne... WIELKIE SŁOWA WYCIĄGNIĘTE NA MUCHĘ (o proszę kolejny owad) ;).

     Czy faktycznie określenie to jest takie bardzo drastyczne? Wątpię! Ja raczej nie użyłbym takiego zwrotu, wprawdzie nie przepadam za owadami, może ich nawet nie lubię, ale nie aż tak, żeby porównywać je do polityków... tego bym im nie zrobił (szarańczy), byłoby to dla nich krzywdzące (dla szarańczy). Zresztą świat fauny i flory jest na tyle bogaty, że bez trudu można by znaleźć jakiegoś innego przedstawiciela tego świata nawet bardziej popularnego u nas niż szarańcza i porównywać z kimkolwiek, zresztą politycy robią to nagminnie.

     Nie dajmy się prowadzić partiom tam gdzie one czują się najlepiej tj. w konflikty i podziały, bez tego nikt by nawet na tę grupę nie zwrócił uwagi (mówię o politykach, którzy rzadko mają coś ciekawego i merytorycznego do powiedzenia). Dlaczego dajemy się ogłupiać? Dlaczego im wierzymy? Partie nie mogą nikogo rozsądnego przekonać o swojej konieczności istnienia, po prostu przekupując nas i co dziwniejsze naszymi pieniędzmi, użyję teraz pewnego uproszczenia oddającego istotę działania ;), żeby dać nam te przysłowiowe 500 zł ;) muszą nam wcześniej zabrać 800 zł... i tyle w tym dobroci i zrozumienia innych, co we wszechświecie zamieszkałych przez ludzi planet.

     Wracając jednak do szarańczy, wprawdzie nie wiem do końca o co chodziło osobie wypowiadającej te słowa, ale wiem jedno, to co jest teraz podkreślane - że to ktoś kogoś obraża personalnie to po prostu dmuchanie balonu. Biorą nas na litość, współczucie, wmawiają nam odczłowieczanie kogoś (można by podyskutować na czym polega odczłowieczanie polityka, ale to inna bajka) "i takie tam"... - powiem krótko, politycy nie wciągajcie nas w jakieś swoje partyjne gierki, chcecie sobie trochę powrzucać to róbcie to na swój rachunek, naprawdę g... mnie obchodzi czy czujecie się obrażeni szarańczą czy nie... Nie róbcie z tego jakiegoś narodowego problemu. Wiem - nie każdy lubi słyszeć o sobie niewygodnej prawdy..., na pewno nie wy.

     Spróbujmy samodzielnie pomyśleć, może nie chodzi o porównywanie kogokolwiek do szarańczy jako owadów, byłoby to kompletnie bez sensu, może przypadkowo przedstawiciel partiokracji bardzo trafnie scharakteryzował sposób działania tych koterii - WSZYSTKICH, wprawdzie podał tylko jeden przykład ;), ale... ja mu nie będę zarzucał, że jest on nietrafiony. Moim zdaniem szarańcza jest bardziej wybredna od kast ;) politycznych, pożera głównie części zielone roślin, natomiast partie nie gardzą żadnym stanowiskiem i "pożerają" wszystko co tylko daje jakąkolwiek władzę.

     Przy okazji wyszła jeszcze jedna sprawa, aktualnej smutnej partiokratycznej rzeczywistości, tj. autokratyczne definiowanie pojęć. Oczywiście, w Polsce ludzie starsi pamiętają, że definiowaniem i klasyfikowaniem różnych pojęć nie zajmowali się językoznawcy tylko politycy z jedynej słusznej partii. A teraz? Zajmują się tym "jedynie sprawiedliwi", według nich, nie przynależność do np. PZPR-u decyduje czy ktoś jest "komunistą", tylko to komu oni wystawią "paszport" "komunisty", także o byciu "ubekiem", nie decyduje przynależność do dawnych służb represji, tylko to co "ogłosi Warszawa" oraz mnóstwo innych segregujących i dzielących określeń wprowadzanych przez partyjniaków.

     Na PRAWDĘ nikt nie zwraca uwagi, trzeba wzbudzić emocje, najlepiej negatywne, bo mocniejsze. Jak byłoby zbyt dużą przesadą ze względu na wiek atakowanej osoby zarzucać mu "ubectwo" albo "komunizm" to spokojnie można znaleźć mu wyimaginowanego dziadka albo ojca, oczywiście nikt nie pyta o sens... Wtedy partie błyszczą, bronią racji stanu, czy czegoś tam... Pomiędzy historią prawdziwą i fałszywą wyrosła nam "polityka historyczna", konia z rzędem temu, kto wskaże bliżej jakiej historii ona leży...

     Teraz mamy wybory samorządowe, chyba tylko jedyne, które określiłbym, że są częściowo demokratyczne - do pewnego poziomu: małe gminy i wybór włodarzy gmin i miast, wyżej to już nie demokracja tylko partiokracja, mającą z demokracją tyle wspólnego co w polityce honor z honorarium ;).

Trzymając się konwencji wypowiedzi, którą analizowałem wyżej:

Od nas zależy czy pozwolimy żeby drzewo samorządów obsiadła jakaś partia. Oczywiście nie chodzi mi o konkretnych kandydatów z jakiś partii, tak jak wielokrotnie pisałem członków partii różnych opcji, jako ludzi szanuję i lubię, wielu znam. Ich wybory partyjne ignoruję. Natomiast jako kandydaci - przedstawiciele partii jakiejkolwiek (mający swych szefów partyjnych) nie wierzę, że będą należycie reprezentowali interesy mieszkańców gmin/powiatów/województw (w tym mnie). Przecież mieszkańcy myślę każdej gminy w swojej przytłaczającej masie nie należą do żadnej partii, a niektórzy o zgrozo do partii "wrogiej". Jak przedstawiciel partii, która liczy w gminie paręnaście/parędziesiąt osób ma reprezentować tysiące?

Czy ten cyrk partyjny mamy mieć także tutaj, blisko nas?
Wójt-burmistrz ma być gospodarzem, a nie politykiem!!!


proszowski zrzęda   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: http://www.24ikp.pl/autorskie/zrzeda/20181018partie04_szarancza/art.php