Przebiegłość natury...

w dolinie Szreniawy nadal widoczne są pola z nie zebraną kukurydzą (fot. Jan Gorczyca)

Proszowice, 21-03-2015

     Kolejny pogodny dzień marcowy, ale powietrze nadal rześkie. O 11-tej, tylko +9 stopni. Rano celowo pojechałem do pracy inną drogą prowadzącą przez teren dawnych łąk w dolinie Szreniawy aby poobserwować przyrodę. Rolnicy wysadzają sadzonki bobu i okrywają natychmiast folią. Oziminy nabierają szybko intensywnej soczystej zieleni.

     Widoczne są pierwsze motyle. Z oddali słychać dzwony kościelne. Na ich tle nieśmiało i krótkimi zwrotkami odzywają się skowronki, po czym natychmiast siadają na polach z oziminami. Szaraki po porannych harcach ukryte przed oczami przypadkowych obserwatorów w kotlinkach między skibami orki zimowej, wylegują się w marcowym słoneczku wygrzewając futerko stargane zimowymi wichrami.

     Widoczne są już pierwsze koguty bażanta zajmujące rewiry do wiosennych toków. Napuszone pióra, dumne paradowanie po wybranym rewirze, oraz pianie godowe informujące rywali że ten rewir jest już zajęty. Na łąkach kucharskich lisica w zaawansowanej ciąży myszkuje nawet w dzień w poszukiwaniu lepszych kąsków. Teraz bezpośrednio przed oszczenieniem potrzebuje zwiększonej ilości żeru.

wiosenne parkoty (fot. Jan Gorczyca)

     Jadę drogą polną w dolinie Szreniawy. Tutaj nadal widoczne są pola z nie zebraną kukurydzą. Zresztą nadal nie można jej zebrać bo stoi w zastoiskach wodnych. Oziminy przetrwały w bardzo dobrej kondycji, rozmarznięta ziemia po nocnym przymrozku błyszczy się od nadmiaru wilgoci w wierzchniej warstwie.

     Z lewej na konarze rozłożystej wierzby stojącej w szuwarach nie koszonej łąki, jakieś 60 metrów od drogi siedzi myszołów. Zatrzymuję samochód, otwieram szybkę i próbuję zrobić mu fotkę, ale jest szybszy i natychmiast odlatuje. Ruszam, lecz po kilkudziesięciu metrach widzę, że wrócił w to samo miejsce. Znów zatrzymuję samochód lecz on znów jest szybszy. Ale tym razem moją uwagę przykuwa jakaś plama znajdująca się poniżej po przeciwnej stronie korony wierzby.

bystre oko uzbrojone w lornetkę pozwala dostrzec w gnieździe myszołowa nieproszonego lokatora [klikając na zdjęcie można je powiększyć] (fot. Jan Gorczyca)
jeszcze przed chwilą w tym obszernym gnieździe w promieniach wiosennego słońca wygrzewał się lisiura (fot. Jan Gorczyca)
     Lornetka i już widzę że ta plama to splot suchych gałęzi, czyli duże gniazdo. Poprawiam ostrość obrazu lornetki i niedowierzam. W ubiegłorocznym gnieździe myszołowa jakieś 3 metry nad ziemią wygrzewa się mykita. Biorę aparat i pstrykam fotkę, ale znaczna odległość i pod słońce nie daje najlepszych rezultatów. Postanawiam zbliżyć się do tej wierzby. Ubieram gumowe buty, lecz mykita w tym czasie szybko ześlizguje się po konarze wierzby i znika w suchych trawach.

     Po chwili słyszę ostrzegawcze głosy bażantów i skrzeczenie sójki. Podchodzę do wierzby i z łatwością wspinam się po nachylonym konarze którym mykita dostał się do gniazda. Pstrykam kilka fotek i zastanawiam się nad przebiegłością lisiury. Nie dość że znalazł oryginalne miejsce do wygrzewania się to jeszcze miał darmowego ochroniarza w postaci jastrzębia myszołowa.

Jan Gorczyca   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: https://www.24ikp.pl/autorskie/zapiski/20150321przebieglosc/art.php