facebook
Jaki będzie ten "koronakryzys 2020"?

    Dzisiaj jest czwartek, 28 maja 2020 r.   (149 dzień roku) ; imieniny: Augustyna, Ingi, Jaromira    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   M.Fatyga   |   p.zrzęda   |   A.Powidzki   |   H.Pomykalski   |   Z.Grzyb   |   Z.Kuliś - Franek II...   |   W.Nowiński - wrześniowe...  |   M.Prüffer - paragrafy...   | 

serwis IKP / działy autorskie / tak to widzę (J.Bereza) / Jaki będzie ten "koronakryzys 2020"?
O G Ł O S Z E N I A


Jaki będzie ten "koronakryzys 2020"?

(fot. pixabay.com)

11-04-2020

     Najbliższe tygodnie, według zapowiedzi lekarzy i polityków, dadzą nam odpowiedź na pytanie, jak sobie radzimy z pandemią koroanwirusa. Wraz z śledzeniem tego, co dotyczy naszego zdrowia i życia powinniśmy już przewidywać procesy gospodarcze, jakie spowodują ogólnoświatowe reakcje na pandemię wirusa SARS-CoV-2 i zarządzone w niemal wszystkich państwach administracyjne wyhamowywanie gospodarek. Rozważamy w jakiej rzeczywistości przyjdzie nam żyć po epidemii, już teraz porównywanej do "hiszpańskiej grypy" w latach 1918 - 1920.

     Wszelkie komentarze i porównania dzisiejszej pandemii wirusa SARS-CoV-2 są tworzone na gorąco, w atmosferze narastającej liczby zachorowań oraz zgonów w krajach, które uchodzą za najbogatsze w świecie, a więc za mające duże możliwości medyczne i organizacyjne opanowania epidemii w obrębie swoich granic. Opracowany przez American Enterprise Institute raport pn. "Koronawirus i epidemia wielkiej grypy: wnioski z hiszpańskiej grypy dotyczące potencjalnego wpływu koronawirusa na śmiertelność i działalność gospodarczą" ("The coronavirus and the Great Influenza epidemic: Lessons from the Spanish Flu for the coronavirus' potential effects on mortality and economic activity") zaczyna się od porównania dzisiejszego zagrożenia koronawirusem do pandemii "hiszpańskiej grypy" w latach 1918 - 1920.

     Autorzy raportu, powołując się na zasięg "hiszpanki" w 43 krajach i śmierć 39 milionów osób (co szacują na ok. 2 proc. populacji świata) zakładają, że górna granica liczby zgonów w dzisiejszym świecie - z założeniem wskaźnika jak dla "hiszpanki" - może wynieść nawet 150 milionów osób.

     Raport American Enterprise Institute przypomina także, że "hiszpanka" spowodowała spadek PKB o 6 proc., a konsumpcji w przeciętnym kraju o 8 proc.

     Mając wiedzę o przebiegu epidemii koronawirusa w Chinach widzimy jednak, że w państwie liczącym w 2019 roku 1 mld 400 mln osób (według danych ONZ) śmiertelność z powodu koronawirusa taka, jak przy "hiszpańskiej grypie" z lat 1918 - 1920, przekładałaby się na ok. 28 mln ofiar śmiertelnych.

     Na szczęście aktualne dane - przynajmniej te oficjalnie podawane przez Pekin - są o wiele bardziej optymistyczne, choć w ostatnich dniach donoszono, że komunistyczne władze mocno zaniżyły liczbę ofiar. W Chinach (według worldometers.info) do 1 kwietnia zmarło przez koronawirusa łącznie 3318 osób, podczas gdy w całym 2019 roku w Państwie Środka zarejestrowano ogółem 9 mln 980 tys. zgonów. Wygląda więc na to, że pesymistyczne prognozy będą dalekie od rzeczywistości... oczywiście jeżeli inne kraje zastosują pełny rygor walki z pandemią, a ich mieszkańcy wykażą się większą dyscypliną i pomogą służbom państwowym w ograniczaniu rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2.

Koronawirus jako hamulec gospodarki

     Jeśli więc spustoszenie, jakie wywoła koronawirus, może być znacznie mniejsze w sferze demograficznej, to może i skutki gospodarcze mogłyby być mniejsze niż wieszczony w ostatnich dniach kryzys na skalę znacznie większą niż kryzys finansowy w 2008 roku?

     Według zapowiedzi specjalistów i polityków, kwiecień będzie miesiącem, w którym będziemy wiedzieli, co dalej będzie się działo z epidemią koronawirusa w naszym kraju. Czy ogólnonarodowa kwarantanna przyniosła efekt i udało się zahamować rozprzestrzenianie się wirusa oraz czy podjęte środki - badania testowe, izolacja zarażonych i podejmowane leczenia - okazały się wystraczające.

     Nie znamy jeszcze ostatecznego bilansu, jakim zamknie się pandemia koronawirusa, ale wśród ekonomistów i polityków coraz mocniej stawiane jest pytanie o ekonomiczne skutki pandemii i podjętych przeciw niej środków - głównie wygaszania całych sektorów gospodarki.

     W przywołanym już wcześniej raporcie American Enterprise Institute z marca tego roku czytamy m.in. o globalnych skutkach pandemii:

"Te spadki gospodarcze są porównywalne z tymi, które ostatnio zaobserwowano podczas globalnej wielkiej recesji w latach 2008-2009. Wyniki sugerują również znaczne krótkoterminowe spadki realnych zwrotów z zapasów i krótkoterminowych bonów skarbowych. Tak więc istnieje możliwość nie tylko bezprecedensowej liczby zgonów, ale także poważnych globalnych dyslokacji gospodarczych. Chociaż wyniki dla koronawirusa są tylko możliwościami, odpowiadającymi prawdopodobnym najgorszym scenariuszom, duże potencjalne straty w życiu i działalności gospodarczej uzasadniają znaczne nakłady na próbę ograniczenia szkód. Jednak ekstremalne wysiłki łagodzące - takie jak powszechne odwołania podróży, spotkania i ważne wydarzenia - same w sobie przyczynią się do obniżonej aktywności gospodarczej".

     Co ciekawe, na długo przed "koronakryzysem" ekonomiści i politycy głosili nadejście regresu ekonomicznego na skalę większą niż kryzysu finansowego 2008 - 2009. W bardzo pesymistycznym tonie, jeszcze w 2018 roku, wypowiadali się m.in. były niemiecki minister gospodarki Wolfgang Schaeuble oraz szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde. Jako sprawców nadciągającego kryzysu wymieniano od lat banki centralne, kreujące kolejne "bańki finansowe", wysoki poziom zadłużenia państw i międzynarodowych koncernów, możliwość ucieczki kapitałów z państw rozwijających się i niestabilność geopolityczną, zakłócającą handel międzynarodowy, czyli różnego rodzaju wojny handlowe i celne. Możliwe więc, że wybuch pandemii wirusa SARS-CoV-2 tylko przyspieszył wydarzenia ekonomiczne, których i tak się spodziewano.

Wielki kapitał da sobie radę

- Kryzys na rynkach finansowych nieodwracalnie zmieni świat, a Stany Zjednoczone utracą status finansowego supermocarstwa - twierdził minister finansów RFN Peer Steinbrueck 25 września 2007 roku. Było to już po pęknięciu amerykańskiej bańki kredytów hipotecznych, która uruchomiła demolowanie gospodarki Stanów Zjednoczonych. Wirtualny pieniądz, oparty na potencjale ekonomii amerykańskiej i wskaźnikach giełdowych, doznał szoku po szybkim spadku wartości nieruchomości w latach 2006 - 2007, na które zaciągano niespłacane później kredyty. Banki, którym groziła upadłość, musiały zostać dokapitalizowane, aby nie doszło do bankructwa całego systemu finansowego w Stanach Zjednoczonych. W marcu i kwietniu 2008 roku amerykańscy potentaci bankowi - Merrill Lynch, Goldman Sachs, Morgan Stanley, Lehman Brothers i Citigroup - zostali naprędce dokapitalizowani dzięki pomocy kilku państw azjatyckich, w tym m.in. Chin.

     Od 2008 roku kryzys finansowy przeniósł się do Europy, gdzie rządy z publicznych pieniędzy zaczęły ratować różne firmy. Rządy państw Beneluksu jesienią 2008 roku przejęły największy bank belgijski - Fortis, a wspólnym wysiłkiem rządów Francji, Belgii i Luksemburga uratowano działającą w branży finansowej spółkę Dexia. Ta interwencja kosztowała rządy w Paryżu, Brukseli i Luksemburgu 6,3 mld euro bezpośrednio zainwestowanego kapitału i udzielenie gwarancji rządowych na kolejne 150 mld euro. Drogą pomocy prywatnym gigantom poszły później kolejne państwa, nie tylko europejskie, choć wyjątkiem była Islandia, przeciwna transferom publicznych pieniędzy do prywatnych banków.

     Skalę przepływów finansowych w tamtych latach możemy sobie wyobrazić na przykładzie dokapitalizowania największej za oceanem firmy ubezpieczeniowej AIG. W porozumieniu z Ministerstwem Stanu centralny bank USA, System Rezerwy Federalnej, czyli FED, przeznaczył na pomoc AIG 85 miliardów dolarów.

     Prywatny sektor finansowy oczekiwał jednak na większą pomoc rządu w Waszyngtonie. Z pomocą instytucjom finansowym przyszedł tzw. Plan Paulsona, sekretarza skarbu w ekipie George'a W. Busha. Pierwotna wersja zakładała przeznaczenie przez rząd 700 mld dolarów na wykup złych długów, a plan - pierwotnie odrzucony przez Izbę Reprezentantów we wrześniu - ostatecznie ta sama Izba przyjęła 3 października. O tym, że najbardziej kapitalistyczna instytucja, jaką jest giełda, oczekiwała na pomoc rządu dla sektora prywatnego w 2008 roku, świadczyć może największy po 21 latach (aż do czasu pandemii koronawirusa) spadek indeksów akcji S&P i NASDAQ 29 września 2008 roku - aż o 9 proc. (po pierwotnym odrzuceniu Plan Paulsona).

Wolny rynek z silnym państwem

     Podobnie teraz, w dobie koronawirusa, na zapowiedź Donalda Trumpa, że najtrudniejszy etap pandemii powinien zakończyć się "w lipcu, sierpniu lub później", a gospodarka amerykańska zmierza w kierunku recesji, akcje znanych na całym świecie spółek zaczęły pikować w dół. W indeksie S&P 500 w grupie silnych spadków znalazły się banki (Citigroup, JPMorgan, Bank of America), producenci samochodów (General Motors i Ford), linie lotnicze (American Airlines, Delta Air Lines, United Airlines), Boeing, a nawet producent aut elektrycznych - Tesla.

     Dla graczy giełdowych nawet czas "koronakryzysu" nie musi być jednak czasem liczenia strat. Kto zainwestował w akcje po wielkich spadkach, sprowokowanych wypowiedziami amerykańskiego prezydenta, w ostatnim tygodniu marca mógł zacierać ręce. Przyjęty przez Kongres pakiet pomocowy przygotowany przez administrację Donalda Trumpa tchnął życie w amerykańską giełdę. Jeden z wskaźników (Dow Jones Industrial) po trzech dniach hossy do czwartku 26 marca wzrósł o ponad 20 proc. i to był największy wzrost od 1931 roku.

     Ale też rozmiar rządowego pakietu robi wrażenie - 2,2 bln dolarów, w tym 500 mld dolarów pomocy dla dużych spółek, 50 mld dolarów dla linii lotniczych oraz 350 mld dolarów dla małych i średnich firm. 2,2 bln dolarów odpowiada 10 proc. PKB Stanów Zjednoczonych, ale trzeba pamiętać, że rząd ma tylko te pieniądze, która wcześniej czy później ściągnie z ogółu obywateli. Ta reguła obowiązuje wszędzie, nie tylko za oceanem.

Dwa kryzysy - podobne czy odmienne

     O kryzysie gospodarczym 2008 roku wiemy już dużo, o zapowiadanym "koronakryzysie" jeszcze niewiele, choć z licznych komentarzy wyłania się obraz bardziej pesymistyczny niż z oceny lat 2008 - 2009. Kryzys 2008 - 2009 rozpoczął się od ryzykownych kredytów udzielanych konsumentom na zakup nieruchomości, mimo braku zdolności kredytowych. Kryzys 2020 roku to efekt decyzji władz wielu państw o wyhamowaniu gospodarki, a właściwie zamrożenia dużej części życia społeczno - gospodarczego, skutkującego brakiem dochodów w milionach firm.

     W obydwu przypadkach (2008-2009 i 2020) mamy więc wysoce prawdopodobne bankructwa zarówno konsumentów, małych firm, do których nie docierają od tygodni klienci, jak i dużych firm, które mogą mieć problemy z zaopatrzeniem w komponenty do produkcji, albo ze zbytem swoich wyrobów z powodu zubożenia społeczeństwa.

     Remedium na obydwa kryzysy mają być duże interwencje państwowe, ale wydatki na te interwencje mają być pokryte z przyszłych dochodów, gdy gospodarka wróci na normalne tory. Podobne w obydwu kryzysach będzie także otwarcie "okna transferowego" do wykupowania firm, które zostaną wystawione na sprzedaż po bankructwach. A to szansa dla dużych graczy, gotowych do konsolidacji rynków i przejęć konkurentów.

     Obydwa kryzysy łączy także zamknięcie okresów "rynku pracownika". Szacowane na miliony grupy nowych bezrobotnych będą bardziej podatne na podejmowanie się gorzej opłacanych prac, tym samym staną się mniej zasobnymi konsumentami, których nie będzie stać na zakupy aut, domów, wczasów itp. O takich problemach mówi się dzisiaj w skali mikro, a w skali makro coraz częściej dyskutuje się, czy "koronakryzys" mocniej uderzy w jego źródło i odetnie Chiny od rynków, na których do tej pory panują, czy raczej mocniej uzależni kolejne kraje od Pekinu. A tak może się stać, jeżeli gospodarki w Europie i Ameryce Północnej będą zmuszone pozostać w kwarantannie, podczas gdy Chiny już ogrywają sojuszników Waszyngtonu, kupując ropę naftową w Rosji, a nie w Norwegii i Arabii Saudyjskiej. Dla Rosji pomoc Chin może się stać kolejnym etapem zaciskania pętli na moskiewskiej szyi przez Pekin, patrzący ponad Rosją na rynek europejski, mimo wszystko nadal bogatszy i atrakcyjniejszy niż rynek wielu krajów sąsiadujących z Chinami.

Wizja dla Polski

     Po kilku tygodniach marca trudno jeszcze oczekiwać dokładnych prognoz dla polskiej gospodarki. Fitch Ratings - amerykańska agencja ratingowa - uważa, że "Polska powinna być stosunkowo odporna na szok związany z pandemią COVID-19 w porównaniu do krajów porównywalnych, dzięki zdywersyfikowanej, lecz stosunkowo zamkniętej gospodarce, umiarkowanemu sektorowi turystycznemu, statusowi importera netto energii, elastycznemu kursowi walutowemu, rachunkowi obrotów bieżących bliskiemu równowagi oraz pewnej przestrzeni fiskalnej, pozwalającej zaabsorbować środki ekspansji fiskalnej". Amerykańscy prognostycy z Fitcha przyznają, że pandemia koronawirusa do 1,8 proc. obniży wzrost PKB Polski w 2020 roku (1,8 proc.) ale przywrócenia trwałego tempa wzrostu do poziomu 3,2 proc. powinno nastąpić w 2021 roku.

     Bardziej pesymistyczny jest rating niemieckiego Euler Hermes, który - jak informuje ekonomiczny portal WNP.pl - prognozuje w najbardziej optymistycznym wariancie dla Polski wzrost PKB w 2020 roku rzędu 1,0 proc. (w grudniu 2019 roku spodziewano się wzrostu o 3,1 proc. PKB). Dlatego też Euler Hermes obniżył ocenę Polsce oraz kilkunastu innym państwom. Niemiecka firma zaszeregowała nas do jednej grupy z takimi państwami jak Ekwador, Tajlandia, Indonezja, Indie, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Maroko, Kenia, Ghana, Mauritius, Republika Czeska, Rumunia, Irlandia, Słowacja i Litwa.

     Jako zagrożenie dla naszej gospodarki premier Mateusz Morawiecki wskazał zależność od eksportu do krajów Europy Zachodniej i UE. Trafia tam 80 proc. polskiego eksportu, a wygaszenie europejskich gospodarek na czas walki z epidemią ogranicza popyt na nasze produkty. Z kolei minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg spodziewa się wzrostu liczby osób bez pracy w Polsce z ok. 920 tys. do nawet 1,4 mln osób pod koniec roku. Taka liczba przekładałaby się na stopę bezrobocia w okolicy 9-10 proc., czyli do wysokości, od jakiej się już odzwyczailiśmy. Tak duża rzesza ludzi żyjących z zasiłków negatywnie odbije się oczywiście na popycie na rynku krajowym, którego spadek może spowolnić powrót do kondycji gospodarczej, jaką mieliśmy przez ostatnie lata.

Jan Bereza   

Źródło:

https://www.pch24.pl/jaki-bedzie-ten-koronakryzys-2020-,75061,i.html





idź do góry powrót


 POMOC! - GiM Proszowice  
pomoc w zakupach
OSP p. Wojciech Dzikowski
tel. 515 423 607

drobna pomoc finansowa
GOPS Proszowice
tel. 537-507-659

koordynacja, informacja
UGiM Proszowice
tel. 12 386 41 30 do 13.00

posiłki z dowozem
kliknij TUTAJ
 warto pomyśleć?  
Odwaga to drabina, po której wspinają się wszystkie pozostałe cnoty.
(Luce)
maj  28  czwartek
maj  29  piątek
maj  30  sobota
maj  31  niedziela
DŁUGOTERMINOWE:
PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ