facebook
Republiki Partyzanckiej 1944 - historia kontrfaktyczna
Loading

    Dzisiaj jest środa, 22 listopada 2017 r.   (326 dzień roku) ; imieniny: Cecylii, Jonatana, Marka Dni Honorowego Krwiodawstwa w Polsce (22-26)    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   M.Fatyga   |   Wł.Kowalski   |   p.zrzęda   |   P.Staniszewski   |   H.Pomykalski   |   J.Bereza   |   Z.Grzyb   |   Z.Kuliś - Franek...   | 

serwis IKP / działy autorskie / politologia - poglądy Piotra / Republiki Partyzanckiej 1944 - historia kontrfaktyczna
O G Ł O S Z E N I A
patronaty IKP



Republiki Partyzanckiej 1944 - historia kontrfaktyczna
czyli co by było gdyby powiodła się operacja "Walkiria" i Powstanie Polskie w 1944 r.


2-08-2017

     Operacja "Walkiria" - nieudany zamach stanu przeprowadzony 20 lipca 1944 r. przez oficerów Wehrmachtu był kulminacją działań niemieckiego ruchu antyfaszystowskiego. Miał pozbawić Hitlera władzy i umożliwić przejecie rządów w Niemczech przez Kanclerza Carla Fridricha Geordelera oraz Ludwiga Becka jako głowy państwa.

     Powodzenie działań niemieckich oficerów - spiskowców podczas Walkirii mogło być powodem sukcesów Polskiej Armii Krajowej podczas planowanego powstania w 1944 r. Jednak ani Niemiecka Walkiria ani Polskie Powstanie z przełomu lipca i sierpnia nie powiodły się. Zastanawiające jest jednak co byłoby gdyby powiodła się operacja Walkiria w Niemczech i jak wpłynęło by jej powodzenie na przebieg Polskiego Powstania w lipcu i sierpniu 1944 r.

     Na wstępie należy zaznaczyć, że niniejszy artykuł jest opracowaniem z gatunku historii kontrfaktycznej, do której przypisano fakty mające także miejsce podczas walk narodowo - wyzwoleńczych prowadzonych w Dolinie Nidy w lipcu i sierpniu 1944 r. na terenach tzw. Republiki Partyzanckiej 1944 w Inspektoracie Armii Krajowej Miechów w ramach Akcji Burza.

     Podkreślić należy że jakiekolwiek zbieżność zdarzeń mająca odzwierciedlenie w faktach nigdy nie wydarzyła się naprawdę. Jest jedynie historią kontrfaktyczną, która mogła się zdarzyć a logiczne powiązania faktów, czasu zdarzeń i miejsc są tylko i wyłącznie fikcją.

***

wnętrze baraku po zamachu 20 lipca 1944 roku (fot. wikipedia)
Claus Schenk von Stauffenberg, pułk.
(fot. wikipedia)
Henning Hermann Robert Karl von Tresckow, gen.
(fot. wikipedia)
Iwan Stiepanowicz Koniew, marsz.
(fot. wikipedia)
     Po południu z 19 na 20 lipca 44 r. nad Prusami Wschodnimi przeszła letnia ulewa. Rzęsisty deszcz padał całą noc. W pruską ziemię w okolicach Kętrzyna i Wilczego Szańca wsiąkały hektolitry wody. Nad ranem nadal padał deszcz, niewiele ustając umożliwiał wykonywanie startów i lądowań małych samolotów z trawiastego lotniska polowego mieszczącego się w rejonie Kwatery Głównej wodza III Rzeszy.

     Drewniany barak przystosowany do prowadzenia odpraw studyjnych sytuacji na frontach wojny w tych warunkach pogodowych nie nadawał się tego dnia do urządzenia odprawy.

     Komendant Kwatery Głównej Fuhrera zdecydował o przeniesieniu odprawy do suchych podziemnych betonowych schronów wyposażonych w system wentylacyjny i oświetlenie. W czasie kiedy trwa przenoszenie map i teczek z raportami pułkownik hrabia von Stauffenberg uzbraja zapalniki dwóch bomb. Wkłada bomby do teczek i schodzi do schronu wraz ze wszystkimi oficerami. Wychodzi z odprawy zgodnie z planem na kilkanaście minut przed przewidywanym wybuchem. Kiedy jego mały samolot odrywa się z trawiastego pasa startowego z okolic schronu wydobywa się odgłos głuchej detonacji, potem na powierzchnię przez otwory wentylacyjne wydostają się płomienie i kłęby dymu, które szybko zasłaniają horyzont. Natychmiast po wylądowaniu w Berlinie pułkownik kazał się zawieść do swojego gabinetu w sztabie Armii Rezerwowej. Z doświadczenia wiedział że po wybuchu dwóch bomb zmontowanych na angielski sposób z dużą ilością heksogenu nie powinien w bunkrze przeżyć nikt. Usiadł w fotelu, podniósł słuchawkę telefonu i wydał sygnał do uruchomienia operacji "Walkiria". Następnie zapalił cygaro i wypuścił kłąb dymu w kierunku rozłożystej paproci, którą kazał tu przenieść w zamian za palmę. Nienawidził palm - nawet w doniczkach. Przypominały mu koszmary z czasów dowodzenia w Afrykańskim Korpusie pozostawionym sam na sam wobec przewagi brytyjskiej Ósmej Armii z powodu złych decyzji tego dyletanta wojskowego Adolfa Hitlera.

     Nawet taki błyskotliwy dowódca jak marszałek Edwin Rommel nie poradził sobie z przewagą nieprzyjacielskich wojsk. To dobrze myślał, że ten dowódca wojsk pancernych był przychylny działaniu spiskowców wśród, których nie brakowało Niemców wielkiego formatu. On sam jako pruski arystokrata od początku był przeciwny nieobliczalnym decyzjom Hitlera, które prowadziły Niemcy w wojenną apokalipsę i polityczny niebyt. Jest to widoczne szczególnie teraz w połowie 1944 roku. Anglosasi wylądowali we Francji a Rosjanie przekroczyli Bug i prą ku Warszawie i w kierunku Śląska. Zapewne z marszu przekroczą Wisłę i pod koniec lata tego roku zatrzymają się na Odrze.

     To dobrze, że jest wśród oddanych "Walkirii" von Tresckow. Ten bardzo logiczny oficer operacyjny sztabu wielkich jednostek. W jednej chwili potrafi ocenić sytuację, wysnuć prawidłowe wnioski i skonstruować właściwy zamiar oraz podjąć decyzje. Dzięki zaletom jego umysłu uniknięto wielu klęsk na froncie wschodnim i uratowano tysiące żołnierzy od śmierci oraz setki jednostek sprzętu od zniszczenia. To on uświadomił spiskowcom znaczenie frontu nad Wisłą i Nidą od Sandomierza do Krakowa i rokadowej drogi Nadwiślańskiej z wykorzystaniem, której można było sprawnie zaopatrywać wojska Grupy Armii Południowa Ukraina. Podobnie z wykorzystaniem tej samej drogi wojska Frontu Ukraińskiego marsz. Koniewa mogły szybko posuwać się do Krakowa i dalej na Śląsk flankując z dalekiego południa Warszawę a może nawet Berlin. Jedynie 4 Armia Pancerna SS nadawała się do szybkich działań manewrowych i mogła stawić czoła rosyjskim związkom pancernym i motorowym, pod warunkiem że będzie miała odpowiednią ilość paliw, smarów, części zamiennych i amunicji. Dobrze się stało że ten młody hauptman SS von Hespe dał się wciągnąć do spisku. Rozmawiał z nim sam Canaris.

     W dwa dni po uruchomieniu Walkirii w Berlinie, ok. 20 lipca miał lecieć do 4 Armii Pancernej. Oficjalnie jako oficer operacyjny miał zadanie przygotować warunki zaopatrywania wojsk na froncie południowym w rejonie Proszowic - Brzeska i Koszyc i zbadać możliwości szybkich kontruderzeń broni pancernej na włamujące się w linię frontu wojska rosyjskie. Nieoficjalnie jego tajne zadanie polegało na przygotowaniu Grupy Pancernej Walenstain do wystąpienia przeciwko SS-manom z 4 Armii Pancernej po aresztowaniach przywódców SS w Berlinie a następnie - jeżeli będzie to możliwe nawiązać kontakt z dowództwem AK w okręgu krakowskim w celu osiągnięcia porozumienia co do utrzymania rokadowej drogi Nadwiślańskiej dla potrzeb zaopatrywania wojsk na front wschodni. Swoją drogą - myślał Stauffenberg, w jaki sposób ten młody pruski arystokrata dał się zindoktrynować ideologii faszystów do tego stopnia że niedawno sam Himler odznaczył go pierścieniem oficerskim za całokształt służby w SS.

     Tak czy owak rozumował dalej pułkownik; porozumienie z polską partyzantką było uzasadnione. Od czasu gdy na przełomie maja i czerwca ci z Armii Krajowej przeprowadzili w rejonie Krakowa akcję Kośba likwidując prawie wszystkich agentów pracujących dla Rzeszy, niemiecki wywiad w Dolinie Nidy oślepł i ogłuchł. A to źle wróżyło każdej operacji wojskowej.

     Dochodziła osiem minut po parzystej, o tej porze jego adiutant porucznik Werner von Haften powinien otrzymać pierwsze planowe meldunki o przebiegu aresztowań wyższych dowódców SS i policji w Berlinie i o przebiegu działań Armii Rezerwowej w ramach jej zadań podczas wojskowego puczu. Od czasu uruchomienia minął jakiś czas, nikt nie oddzwonił. Tym razem jak nigdy w jego karierze wojskowego brak wiadomości był dobrą wiadomością. Znaczyło to, że nie napotykano problemów. Walkiria musiała zatem rozwijać się pomyślnie. Odkąd dał sygnał do uruchomienia spiskowej operacji nie było słychać bitewnej wrzawy na ulicach. Dogasił cygaro w dużej popielnicy z brązu. Paproć dobrze wchłonęła dym tytoniowy. Przebrał się w polowy uniform i wyszedł z gabinetu.

***

Bolesław Nieczuja-Ostrowski ps. Tysiąc, Bolko
(fot. zbiory ikp)
Alojzy Dziura-Dziurski ps. Kmita
(fot. zbiory ikp)
Roman Zawarczyński ps. Sewer
(fot. zbiory ikp)
Stanisław Padło ps. Niebora
(fot. zbiory ikp)
Leopold Bochnak ps. Piotr
(fot. zbiory ikp)
     W tym samym czasie gdy hrabia von Stauffenberg uzbrajał zapalniki angielskich bomb i niósł je w teczkach na odprawę studyjną sytuacji na frontach prowadzoną pod kierunkiem Adolfa Hitlera w Wilczym Szańcu, nowo mianowany dowódca 106 Dywizji AK - "Tysiąc" będąc w ogrodzie domu w którym umieścił część sztabu Dywizji, kończył poranną modlitwę o pomyślność nadchodzącego dnia i oczekiwał na spotkanie z oficerem głębokiego wywiadu por. "Kmitą".

     Kmita poza działalnością organizacyjno - bojową w strukturach AK na obszarze Doliny Nidy działał także w siatce głębokiego wywiadu AK i był związany specjalną przysięgą. Jego działalność chroniona była szczególną tajemnicą. Posiadał indywidualne kontakty konspiracyjne znane tylko nielicznym oficerom z pominięciem dowódców bojowych i ich przełożonych. Działalność Kmity była kontrowersyjna jedynie dla tych, którzy nie znali zadań i wytycznych zleconych Jemu przez Naczelne Dowództwo AK, a tych była większość. To co robił Kmita na zlecenie głębokiego wywiadu mogło dla Niego w każdej chwili zakończyć się śmiercią.

     Podczas spotkania z dowódcą 106 DP AK referował: Widziałem na własne oczy rozkaz Himlera by Gestapo, SS i Wehrmacht bezlitośnie tępiły najdrobniejsze oznaki oporu ze strony polskiej. Rozkaz ten mówił by likwidować nie tylko winowajców ale i ich rodziny. By palić osady i lasy przed wycofaniem wojsk z Doliny Nidy. Tysiąc słuchał w milczeniu. Był doświadczonym dowódcą bojowym. W kampanii wrześniowej dowodził bezpośrednio w polu jako dowódca piechoty liniowej. Znał smak bezpośredniego boju taktycznego i do tej pory we snach słyszał świst pocisków i furczenie odłamków, których doświadczył na polach bitew. Nigdy nie pogodził się ze stosowaniem zasad eksterminacji cywilnej ludności jako sposobu wywierania presji w celu osiągnięcia korzyści militarnych. W żołnierskiej duszy był rycerzem. Pogardzał barbarzyńskimi metodami i dziwił się w jaki sposób Naród Niemiecki mógł powołać do władzy takich nikczemników jak Hitler, Himler, Goebbels, Goering i tą całą zgraję barbarzyńców z oddziałów SS i Gestapo. Gdyby mógł wydawać rozkazy o ich wieszaniu bez sądu to nie miał by skrupułów z podpisaniem takiego rozkazu.

     Kmita będąc wytypowanym do działań w ramach Sztabu Operacji Specjalnych KG AK referował dalej: Gestapo szuka kontaktu z Inspektorem "Bolko" albo z oberst Kmita. Na tereny Doliny Nidy spodziewane jest przybycie brygady SS RONA - wiedział to od samego Rydigera, który jako wysoki funkcjonariusz Gestapo wpadł w jego ręce podczas polowania w Górach Świętokrzyskich w kwietniu tego roku. Z reguły gestapowców karano śmiercią. Wtenczas jednak postanowił darować go życiem pod warunkiem, że może liczyć na informacje o zamiarach Gestapo wobec ludności cywilnej. Rydiger zgodził się pod warunkiem zachowania tych rozmów w tajemnicy. Dalej Kmita mówił: Trzeba liczyć się z pacyfikacjami terenów Doliny Nidy jako działaniem odwetowym za zamach na ministra bezpieczeństwa Generalnego Gubernatorstwa Wilhelma Keppego, którego dokonali tydzień temu w Krakowie młodzi warszawiacy z grupy "Parasol" w odwecie za znęcanie się nad ludnością cywilną. Ober komando der Wehrmacht uznało Dolinę Nidy i tereny przyległe za kluczowe dla obrony kierunku Kraków - Śląsk z tego powodu na ten obszar zaplanowano przerzucenie doborowych jednostek wojskowych w tym afrykańskiego Feldjagerkorps obecnie stacjonującego na terenach północnych Włoch. Wraz z grupą Armii Południowa Ukraina do Doliny Nidy przemieszczać się będzie 4 Armia Pancerna SS a z terenów Holandii przybędzie 4 i 5 Dywizja Pancerna jako nowo formowane jednostki z przychylnych Hitlerowi Walończyków i Flamandów. Dotychczas jednak nie było informacji o rozpoczęciu transportów - zakończył meldunek Kmita.

     Tysiąc doskonale znał możliwości bojowe swojej nowo utworzonej dywizji. Jej formowanie nie było trudne bo struktury i organizacja wynikały bezpośrednio z organizacji Inspektoratu. Nowa wielka jednostka była prostą w strukturze organizacyjnej dywizją piechoty. Największym problemem było wyposażenie, uzbrojenie i wyszkolenie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jako całość nie przedstawiają prawie żadnej wartości bojowej w otwartym starciu z przeciwnikiem a zwłaszcza z siłami pancernymi działającymi w formacjach armijnych i dywizyjnych dysponujących dobrą łącznością, lotnictwem uzbrojeniem i doświadczeniem bojowym zdobywanym na wszystkich frontach. Owszem byli w stanie organizować zasadzki na maruderów i drobne pojedyncze oddziały a nawet zdobyć umocnione budynki bronione przez grantowych policjantów lub formacje ochronne i pomocnicze. Nieźle dawali sobie radę z żandarmami i karnymi ekspedycjami. Ale samodzielne starcie z formacjami frontowymi - to przekraczało ich możliwości bojowe. Nawet działania nieregularne w takich warunkach musiały być ograniczone z konieczności do niewielkiego minimum, może wytrwali by 4 do 6 godzin walki z uwagi na znajomość terenu. Pomimo tych skromnych możliwości, żołnierskie szczęście dotychczas nie omijało jego samego ani jego podwładnych.

     Wiele więcej problemów sprawiała rodzima niesubordynacja i walki klasowe niż koordynacja walki zbrojnej z okupantem. Pomimo, że dotychczas nie otrzymał rozkazu rozplombowania tajnej zalakowanej koperty z rozkazami operacyjnymi, którą niedawno otrzymał ze sztabu okręgu to w przybliżeniu jako wieloletni oficer sztabowy potrafił przewidzieć zadania swojej jednostki. W swojej głowie miał już od dawna sprecyzowany zamiar działania, który potrafił wygłosić w każdym czasie przypisując go do każdej oceny sytuacji.

     W Jego wyobraźni stale były obecne mapy sztabowe własnego terenu z najdalej wysuniętym na wschód obszarem odpowiedzialności 120 pułku AK - "Kawiarnia". W Jego ocenie to właśnie ten obszar był kluczowy dla powodzenia działań dywizji i tu nad Nidą spoczywać będzie główny wysiłek bojowy dywizji.

     Czy mógł coś jeszcze zrobić dla tego pułku i jego dowódcy kpt. "Serwera". Obaj jako dowódcy z doświadczeniem bojowym wiedzieli doskonale, że jednostka, na której spoczywa zasadniczy wysiłek działań bojowych poniesie zdecydowanie większe straty niż inni. Przez ostatnie lata poznał Sewera i jego dowódców batalionów. Wszyscy mieli doświadczenie bojowe mniejsze lub większe. Sewer doskonale sprawdził się jako oficer operacyjny w kampanii wrześniowej pozostali także wąchali proch. W IV koszyckim batalionie u "Niebory" byli dobrze przygotowani podoficerowie pododdziałów dyspozycyjnych - szturmówek, które natychmiast mogły przejąć kontrolę nad Nadwiślańską Drogą rokadową od Opatowca do Brzeska i jednocześnie wywołać chaos i zamęt w innych rejonach odpowiedzialności. Pozostałe bataliony także były dobrze przygotowane do czekających je zadań ale tylko w obliczu dotychczasowych sił nieprzyjaciela, których - jak meldował płytki wywiad terenowy - ciągle ubywało, a te które pozostawały stale się formowały w nowe ugrupowania obronne tworząc tzw. studzpunkty (punkty oporu) opierające się głównie na infrastrukturze większych miast położonych u zbiegu ważnych szlaków komunikacyjnych np. Kazimierza Wielka czy Nowy Korczyn.

     W miarę jak kształtów nabierały powstańcze plany, których wytyczne napływały do sztabu Inspektoratu Maria. Tysiąc stale się zastanawiał czy zawarte w tych planach zamierzenia dozbrojenia pododdziałów są realne do praktycznego wykonania. Właściwie w ostatnich tygodniach spędzało mu to sen z oczu. Wszakże według założeń mobilizacyjnych i planów operacyjnych z chwilą wybuchu powstania na teren inspektoratu powinny być wykonane masowe zrzuty broni, amunicji i wyposażenia. Planowano w tym także zrzuty działek przeciwpancernych wraz z obsługami celem wsparcia walczących.

     Tylko on jako dowódca dywizji oraz Kmita i szef sztabu dywizji "Piotr" wiedzieli, że 14 lipca 1944 r. dowódca policji Generalnej Guberni wydał rozkaz o przemieszczeniu znanej z okrucieństwa w zwalczaniu partyzantki brygady RONA z Białorusi na tereny Miechowskiego, Jędrzejowskiego i Buskiego. Czy jego 106 Dywizji i Krakowskiej Brygadzie Kawalerii przyjdzie zetrzeć się także z tym przeciwnikiem. Jeżeli tak to w pierwszej kolejności i natychmiast mógłby przeciwstawić tylko 18 plutonów dyspozycyjnych piechoty i jeden pluton dyspozycyjny kawalerii, rozrzuconych po całym obszarze Inspektoratu, trudnych do szybkiej koncentracji w jednym miejscu z powodu niewystarczającej liczby środków transportu. W plutonach tych było pod bronią niecałe 1000 żołnierzy - partyzantów. Co prawda uzbrojonych, ale ich zaopatrzenie i wyposażenie pozwalało prowadzić walkę niewiele ponad 24 godziny i to z wykorzystaniem elementu zaskoczenia nieprzyjaciela.

     Dowódca 120 pułku AK Sewer po zakończeniu jednej z odpraw sytuacyjnych zameldował, że samodzielnie zarządził wykonanie przedsięwzięć przygotowawczych nie czekając na odgórne dyspozycje. Rozsierdził się z powodu tego meldunku Sewera. Wymienili krytyczne uwagi co do dyscypliny wykonawczej, zachowania tajemnicy i o przeznaczeniu 120 pułku na straty. Przyznał jednak Sewerowi rację. Jeżeli 120 pułk ma ponosić zasadniczy ciężar działań bojowych to należało podjąć zawczasu przygotowania. Sam robił podobnie jeszcze w sierpniu 39. Niestety przełożeni nie rozumieli go wtedy, sztywno trzymając się rozkazów z góry. Teraz jednak doszło do czegoś gorszego, o czym Sewer meldował po fakcie.

     Uczynni i trzymający się ściśle rozkazów przełożeni niższego szczebla powiadomili swoich przełożonych o ujawnieniu tajemnicy powstania i niesubordynacji dowództwa 120 pułku. Pachniało sądem polowym. Zawsze znajdowali się dyletanci, którzy nie wąchali prochu, niczym nie dowodzili i nie ponosili odpowiedzialności. Jednak kariery robili. Życzliwie informując kogo trzeba o sytuacji a najlepiej o niesubordynacji. Musiał ratować skórę Sewera. Ten analityczny i logiczny dowódca potrafił przewidywać i uprzedzać wydarzenia. Skutecznie bronił swej decyzji dysponując racjonalnymi i trafnymi przewidywaniami przyszłych wydarzeń uzmysłowił Jemu - dowódcy dywizji, że dywizja jako całość powinna podjąć zawczasu zamierzenia przygotowawcze. Wynikało to głównie z rozwoju sytuacji na froncie wschodnim jak i z położenia geograficznego terenu a nade wszystko z dotychczasowej oceny działań nieprzyjaciela. Niewątpliwie coś działo się jeszcze, o czym tu nie wiedzieli. Niewykluczone, że to coś działo się w wielkiej polityce i w strategii całej wojny.

     Dochodziło południe. Po obiedzie Tysiąc usiadł za biurkiem i zaczął pisać meldunek Nr 1. Jego znaczenie miało uratować kpt. Sewera i odzwierciedlić nastroje ludności cywilnej w terenie : Pisał: ...Obecnie oddziały dywersyjne i partyzanckie 0/08 prowokowane przez nieprzyjaciela przeprowadziły szereg kontrakcji odbierając nieprzyjacielowi inicjatywę i przewagę w terenie - nie pisał całej prawdy. ...Zmusiły nieprzyjaciela do zaniechania rozpoczętych aresztowań oraz do ewakuacji, która w III / 08 ma charakter całkowity - podnosił znaczenie 120 pułku. Obecnie na całym terenie akcje dywersyjno - partyzanckie o charakterze nękającym. Przygotowania do "Cz" na ukończeniu. Dowódcy, którzy mieli duże trudności z opanowaniem dyscypliny w pododdziałach - myślał o batalionach 120 pułku - opanowują je coraz bardziej. Nastroje wśród ludności jak najlepsze, wszyscy niecierpliwią się i rwą się do walki, że wprost trudno ich utrzymać - obdarzył odpowiedzialnością ludność cywilną. Ludność samorzutnie wywiesza chorągwie narodowe. - zakończył meldunek.

***

     W godzinach popołudniowych tego samego 20 lipca 1944 r. w Berlinie pomyślnie rozwija się operacja Walkiria. Zamieszanie trudno sobie wyobrazić. Wojska Armii Rezerwowej aresztują prominentów SS i Gestapo z Heinrichem Himlerem na czele. Tłumacząc że Wódz III Rzeszy Adolf Hitler zginął rano w zamachu a wierny mu dotychczas Herman Goering próbuje przejąć władzę do spółki z Josephem Goebbelsem wykorzystując do tego celu zindoktrynowanych żołnierzy SS i Gestapo, którzy zdają sobie sprawę, że po zmianie rządu zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za popełnione zbrodnie. Goering dotychczas milczy, za to Goebbels wygłasza przemówienie radiowe, w którym wzywa wiernych narodowych socjalistów do obrony przed podłymi zamachowcami i nawołuje generalicję oficerów, żołnierzy, policjantów i marynarzy do wytrwania w wierności dla idei narodowosocjalistycznych wielkiej III Rzeszy.

     Późnym popołudniem wojsko Armii Rezerwowej zamyka drogi wylotowe z Berlina i tworzy kordony wokół gmachów rządowych i policyjnych. Słychać pojedyncze strzały i sporadyczny terkot broni maszynowej. Na ulicach widać niewielu cywilów. Jedynie Admirał Canaris opanował kompleksowo sytuację we wszystkich służbach specjalnych III Rzeszy, które sprawnie przejęły i zabezpieczyły aktywa finansowe państwa oraz ważne tajne akta i dokumenty dotyczące spraw prowadzenia wojny i III Rzeszy. Stauffenbergowi oraz generałom i politykom zamieszanym w zamach na wodza wydaje się jakby służby były najlepiej przygotowane do rozgrywki o władzę. Nawet ci z wywiadu Gestapo i z SS szybko zmienili front i podporządkowali się decydentom z Abwehry.

     Nazajutrz i w dniach następnych mieszkańcy okupowanych stolic Europy ze zdziwieniem obserwują nagłe przemarsze kolumn wojskowych obsługi karabinów maszynowych na pancernych pojazdach i czołgi zajmujące stanowiska ogniowe naprzeciwko siedzib Gestapo i policji oraz rozluźnienie dyscypliny wśród SS-manów, którzy jak nigdy dotychczas bratają się z Wehrmachtem, a wśród ludności cywilnej rozdają konserwy żelaznych racji i piją sznapsy w dużych ilościach. Po takich libacjach co rusz rozlegają się gardłowe krzyki, wybuchają awantury, gdzie niegdzie padają pojedyncze strzały, po których na bruku pozostaje półnagie ciało żołnierza z tatuażem SS pod pachą.

     15 i 17 dywizje pancerne SS stacjonujące dotychczas w Belgii otrzymują odwołanie rozkazu o przemieszczeniu się do rejonu Doliny Nidy i pozostają w dotychczasowym miejscu. Żołnierze piją z radości na umór. Pozostanie na miejscu oznacza, że nie będą musieli walczyć z armiami pancernymi marszałka Koniewa nad Wisłą i uganiać się za nieosiągalną polską partyzantką. Brygada SS RONA w całości zastanawia się nad przejściem na stronę polskich partyzantów. Może wybaczą - przecież to także bratcy - Słowianie.

     Kapitan von Hespe zajmuje miejsce w samolocie odlatującym do Krakowa. Tu poczeka na przybycie dowództwa 4 Armii Pancernej SS. Musi ich przekonać do uczestniczenia całością sił w Walkirii. Nade wszystko jednak nie powinni dopuścić do utraty morale i osłabienia gotowości bojowej. Armię Czerwoną należy koniecznie powstrzymać na linii Wisły i nie wpuścić do Krakowa i na Śląsk. Byłoby najlepiej gdyby zrobili to wraz z polską partyzantką i Ruskoj Oswboditielnoj Narodnoj Armią - RONA.

***

     Od 21 lipca i w dniach następnych Reuter, BBC oraz londyńska i amerykańska prasa nadają komunikaty, w których informują o śmierci Hitlera w zamachu, przejęciu władzy w Niemczech i możliwym zakończeniu wojny jeszcze w sierpniu 44 roku. Radio Moskwa milczy.

Winston Leonard Spencer Churchill
(fot. wikipedia)
Józef Stalin - Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili
(fot. wikipedia)
Franklin Delano Roosevelt
(fot. wikipedia)
     Churchill, Rosewelt i Stalin są zaskoczeni biegiem wydarzeń. Ich struktury wywiadowcze nie informowały o możliwości przeprowadzenia skutecznego zamachu na Hitlera przez samych Niemców. Dotychczas prawie zgadzali się w swoich poglądach na prowadzenie wojny z Niemcami. Teraz nie wiedzą jak mają postępować wobec siebie. W polityce jednak nie ma sentymentów.

     Churchill przybył na naradę Lordów. Od dwustu lat było strategicznym interesem Wielkiej Brytanii maksymalne uwikłanie Rosji w konflikty europejskie, aby ograniczyć Jej ekspansję azjatycką, zwłaszcza w kierunku Indii. Anglia niezmienne dążyła w swej polityce do utworzenia możliwie najdłuższej granicy Rosji z Niemcami aby mogły tu powstawać odpowiednio głębokie konflikty angażujące uwagę i siły Rosji na długie lata. Stąd też wrogi stosunek Wielkiej Brytanii do jakichkolwiek trwałych i silnych bytów państwowych w Europie Środkowej dzielących Niemcy i Rosję. W 1939 roku Polskę udało się wmanewrować w samotną wojnę z dwoma wrogami jednocześnie. W ten sposób dwa lata później Hitler porwał się na ZSRR, który ponosi główny ciężar wojny z III Rzeszą angażując głównie własne siły żywe surowce i amerykański przemysł. Nie widziano uzasadnienia na utworzenie podmiotu międzynarodowego prawa podobnego charakterem do II Rzeczypospolitej.

     Przyszły Prezydent Niemiec zastanawiał się nad kształtem polityki zagranicznej nowego państwa: Głównym przeciwnikiem angielskiej polityki były Niemcy. Oni popierali cywilizacyjną misje Rosji w Azji, bo liczyli na to, że prędzej czy później skonfliktuje się w tamtym rejonie i osłabi swoją pozycję w Europie. Wtedy Berlin będzie mógł tworzyć wiele niepodległych państw w Europie Środkowej pozostających w niemieckiej strefie wpływów i będących rynkiem zbytu dla niemieckiego przemysłu. Miejsca dla dużego zintegrowanego bytu państwowego, do którego aspirowała Polska - nie było.

     Na Kremlu Mołotow pracował od północy. Nazajutrz rano Stalin oczekiwał od niego zarysu założeń do powojennej polityki zagranicznej. Rosja od czasów Piotra Wielkiego parła na zachód, ale nie zapominała rozpychać się także w Azji. Na zachodzie upatrywała technologii i cywilizacji, a w Azji siły żywej i surowców oraz minerałów i bogactw kopalnianych. Jeśli trzymała Warszawę to trzymała klucz do Europy, w której były rynki zbytu dla azjatyckich surowców i bogactw. Niemcy zawsze przeszkadzały wyraźnie, jednak można było się z nimi dogadywać - zwłaszcza po każdej zwycięskiej wojnie, których Rosja wygrała już wiele w ostatnich stuleciach. Z Polakami nie udawało dogadywać się nigdy od setek lat. Byli za głupi aby odnaleźć się w Europie doby oświecenia. Ta ich demokracja szlachecka pasowała na obrzeża świata ale nie do środka Europy. Tu liczyły się interesy, rynki zbytu i siła zbrojna, której Lachy nie mieli nigdy od czasu wygaśnięcia dynastii Jagiellonów. Nigdy więcej dużego państwa Polskiego o silnej władzy. A jeżeli już to jako pierwszy rzut wojenny poganiany na zachód - a przeciwko Niemcom w pierwszej kolejności.

     W Waszyngtonie, w Białym Domu nie gasło światło od 24 godzin. Rosewelt oczekiwał od swoich doradców przewidywań rozwoju najbliższych wydarzeń i określenia miejsca Ameryki w tym europejskim galimatiasie: Sekretarz Stanu ds. zagranicznych i koordynator pomocy dla krajów alianckich w ramach umowy Leand Lease - Edward R. Stettinius nazajutrz w Owalnym Gabinecie Białego Domu przeglądał gorączkowo notatki do zreferowania problemów Prezydentowi USA. Dobrze pamiętał swoją rolę, którą odegrał przy podejmowaniu decyzji o zwrocie ZSRR książki kodów, którą znaleziono w Finlandii. Utrudniło to wywiadowi amerykańskiemu rozszyfrowywanie rosyjskich depesz na bieżąco. Dopiero po złamaniu kodów wyszło na jaw, że w administracji amerykańskiej znajduje się wielu wysoko postawionych polityków sprzyjających polityce wojennej ZSRR.

     Niewielu jednak kojarzyło rolę Sekretarza Stanu Stettiniusa w tych sprawach, a ci którzy ośmielali się mieć wątpliwości woleli się z nimi nie ujawniać. Gospodarka USA rozwijała się w czasie wojny jak nigdy dotąd od czasów wielkiego kryzysu, a to było najważniejsze dla obywateli USA, którzy byli wyborcami Prezydentów a pośrednio także polityków takich jak on sam. Jeżeli zakończymy wojnę w Europie - myślał to i tak pozostanie wojna z Japonią na Dalekim Wschodzie. Trzeba było być głupcem politycznym takim jak Hitler aby wypowiadać wojnę Ameryce w odpowiedzi na manipulację cenami surowców strategicznych na Dalekim Wschodzie i w efekcie ekonomiczną prowokację Ameryki wobec Japonii, po której to prowokacji Japonia nie mając wyboru postanowiła zaatakować flotę USA w Perl Harbour.

     Że też żaden z woskowych nie sprzeciwił się wtenczas decyzji o zgromadzeniu większości amerykańskiej floty w jednym miejscu i w jednym czasie. Wojskowi już są tacy posłuszni procedurom dowodzenia - myślał. Teraz najważniejsze aby wojnę w Europie zakończyć w taki sposób aby ZSRR mógł zatrzymać te obszary na których Armia Czerwona postawiła swoje wojska - niech będzie że na linii Wisły. Następnie należy wymóc na Stalinie aby złożył obietnicę że na zajętych obszarach ZSRR zapewni przeprowadzenie wolnych demokratycznych wyborów i wprowadzenie demokracji parlamentarnej i wolnego rynku. W zamian USA zaproszą ZSRR do udziału w wojnie z Japonią - prawdopodobnie Związek Radziecki powinien być zainteresowany nowymi nabytkami terenowymi w Mandżurii. O zaawansowanych pracach nad projektem X na razie nic nikomu nie powinno się mówić. W razie potrzeby zaprezentuje się bombę atomową w inny sposób a może nawet wykorzysta się jej moc w konfliktach zbrojnych.

     Nowemu niemieckiemu rządowi - z konieczności tymczasowemu, który uformują spiskowcy zaproponuje się pomoc finansowo gospodarczą w ramach powojennego rozwoju kraju i przejecie protektoratu nad nowym Polskim państwem zachodnim. Nie przyjęcie takiego rozwiązania będzie kosztowało Niemcy dalszą wojnę. Prawdopodobnie ZSRR też będzie zainteresowany, zwłaszcza jeżeli otrzyma protektorat nad nowym Polskim państwem ludowym.

     Czy o czymś jeszcze zapomniał. Rzeczywiście, zapomniał o Polakach. Ale przecież jak można było nie potrafić przewidywać angielskiej polityki w 1939 r. Ten naród sam sobie jest winy i niech ma los na który zasłużył. W polityce nie ma sentymentów w przeciwnym razie politycy powinni k * y szczać prowadzać a nie politykę robić. Czy ktoś to powiedział Polakom wyraźnie, zdaje się że marszałek Piłsudski. Tak, to był wielki format polityka i męża stanu - myślał.

     Z taką myślą przewodnią rozmowy z Prezydentem USA, Sekretarz Stanu Eduard R. Stettinius stanął o 8. 17 przed wejściem do Owalnego Gabinetu aby omówić powojenną rolę Ameryki w Europie i na świecie.

***

żołnierze 2 komp. 120. pp. AK (fot. zbiory ikp)

     W tym samym czasie w trzeciej dekadzie lipca 1944 r. na obszarze działalności 120 p.p. Armii Krajowej pododdziały szturmowe poszczególnych batalionów pułku wykonywały zaplanowane wcześniej zamierzenia przygotowawcze w celu opanowania terenu i umożliwienia sprawnego prowadzenia mobilizacji pułku po ogłoszeniu odpowiedniego stanu gotowości do powstania.

     Działania prowadzono nad wyraz sprawnie. Ta młodzież nie obyta wojennie wykazywała niezwykłą dyscyplinę, wytrwałość i umiejętność prowadzenia działań. Od 22 lipca Sewer odbierał pomyślne meldunki o prowadzonych akcjach opanowania terenu.

     Za dobrze - brak oporu ze strony niemieckich załóg niepokoił go. Czy aby nie taktyczno - operacyjny zamysł mylenia co do prawdziwego zamiaru rozegrania walki przez n-pla. Kto jest dowódcą wojskowych sił niemieckich. Z kim ma do czynienia. Czyżby tylko Oberlejtnant Karll??. Znał sylwetkę i psychologiczny portret tego dowódcy. Praktycznie bez doświadczenia frontowego. To tylko policjant.

     Sewer i jego dowódcy batalionów po raz pierwszy czuli siłę wojskową. Gromadzili siły i środki w wybranym miejscu, stwarzali przewagę, wykorzystywali zaskoczenie, uderzali w wybrane wcześniej rozpoznane miejsca. Po raz pierwszy odnosili niekwestionowane sukcesy. Brali jeńców, oporządzenie, amunicję, uzbrojenie. Oberlejtnant Karll gubił się. Przemieszczał pododdziały bez celu. Jego uderzenia trafiały w próżnię. Jego ludzie byli wyczerpani nie spali od 72 godzin. Ciągle w umundurowaniu i w obuwiu.

     I ten ciągły strach na zmęczeniu - nie pozawalał utrzymać dyscypliny i wymagać od podwładnych. Ciągle pozostaje w zwojach mózgu i wyolbrzymia wyobraźnię.

     Przez ostatnie dwa dni jedli tylko nowe warzywa zbierane z pól. Na dodatek jeszcze ta kanonada armat znad Wisły i szeptucha w szeregach o udanym zamachu na Hitlera i tworzeniu się demokratycznego rządu nowych Niemiec. Ale on był zawsze policjantem. Tak powie. Robił tylko porządek i dbał o bezpieczeństwo publiczne. Najgorsi byli ci z SS. Jeszcze parę dni temu na błoniach w Koszycach wylądował ważny SS - man w stopniu Hauptmana co jest odpowiednikiem kapitana.

     Poszedł sam na patrol i zawalczył z kilkuosobowym patrolem partyzanckim. Ważna ryba i ponoć pruski arystokrata wyróżniony pierścieniem za zasługi dla partii przez samego Himlera. A w sumie głupek, nie miał szans po dostaniu się do niewoli na uratowanie życia. Pewnie kazał mordować, gwałcić i rabować, zgodnie z przysięgą złożoną Hitlerowi ...moim honorem jest wierność... Wolał zginąć w czasie walki. Dostał pojedynczą kulę w plecy, między łopatki nieco z lewej na wysokości serca, podczas przekraczania płytkiej w tym miejscu rzeki Szreniawy płynącej koło koszyckiego błonia. Położyli go zabitego na dwa dni w rowie przy drodze w nadziei że przyjadą po niego większe siły, zabiorą i zrobią pogrzeb z honorami. Przyjechali żandarmi patrolem pancerno - motorowym ale tylko na skraj Koszyc. Nie weszli w głąb miejscowości. Zabrali kilku mieszkańców, niczego z nich nie wydobyli. Kapitana SS pochowali polscy partyzanci na swoim cmentarzu. Podobno z niewielkim honorami jak dla każdego człowieka. A mówili na szkoleniach, że to dzicz bratająca się z czerwonoarmistami. A jednak w SS-manie doszukali się człowieczeństwa. Skoro tak to zapewne on i jego policjanci mają większe szanse na przeżycie jak ich rozbroją partyzanci.

grób na cmentarzu w Koszycach z napisem "Tu leży żołnierz II wojny światowej", możliwe że jest to grób kpt. von Hespe, jeżeli tak to szkielet powinien być owinięty w płótno i bez palca prawej reki (fot. zbiory autora)

     Co prawda sam uczestniczył tylko w pacyfikacjach wsi na Białorusi. Pacyfikował tylko Żydów, z nimi nikt się nie liczył i on nie oddał ani jednego strzału. No tak ale to wydawanie komend dla karabinów maszynowych. Tak komendy wydawał, po to był oficerem policji. A co jeżeli w tutejszej partyzantce też walczą Żydzi??? Ale, ale, partyzanci pierścień kpt. Hespe ukradli podobno ucinając palec bagnetem bo nie dał się ściągnąć ze zdrętwiałego palca trupa. Pewnie potrzebowali jakiegoś dowodu, że zlikwidowali tak wysokiego oficera.

     Szybko dziejące się wydarzenia nie dawały spokojnie sypiać po nocach. No i jeszcze rozbicie tego posterunku policji w Koszycach. Skąd znali układ pomieszczeń w obiekcie, jak dowiedzieli się w jaki sposób zmieniają się warty, podobno w niektórych karabinach były wyciągnięte iglice z zamków a przed dniem napadu zginęła cała jednostka amunicji dla jednej zmiany wartowników. Szokujące. Wtargnęli w czasie pory obiadowej. Tylko dwóch podoficerów zdążyło chwycić za broń, niestety padli od kul wystrzelonych ze zdobycznych schmeiserów i produkowanych w partyzantce stenów. Nawet nie odbezpieczyli broni. A wartownicy, padli pod bagnetami tak, że nikt nie wydał jęku. Po rozbrojeniu pozostałej załogi, jeńców zapakowali w samochód i odesłali do Krakowa, honorowo i po ludzku.

     Kiedy przesłuchiwał lejtnanta Nebela - dowódcę koszyckiego posterunku, ten wspomniał o młodej czarnowłosej dziewczynie może 16 letniej, która była pomocą administracyjno - gospodarczą na tym posterunku bo nieźle mówiła po niemiecku. Pytał Nebela o wszystko co działo się wcześniej na koszyckim posterunku. Kiedy pytał o przestrzeganie procedur zachowania tajemnicy, przechowywanie kluczy do tajnych pomieszczeń i procedury niszczenia zbędnych dokumentów ten odpowiadał niepewnie i przymykał oczy. Pewnie kłamał, był Holendrem albo Belgiem w niemieckiej służbie. A ci nie mieli wyuczonych zachowań. Jeżeli kancelaria Nebela nie była każdorazowo zamykana na klucz i dokumenty pozostawione na widoku to nic nie mogło przeszkodzić 16 letniej Polce - pomocy administracyjnej, mówiącej i piszącej po niemiecku na czytanie tych dokumentów albo nawet notowanie ich treści. Znał też przypadki z Krakowa, że całe teksty pism tworzonych maszynowo lądowały w koszach na śmieci jako brudnopisy a później były wyciągane przez polskie sprzątaczki i dostarczane wywiadowi ich Armii Krajowej. A czy w Koszycach posterunek był wyposażony w maszynę do pisania?

***

     Podchorążowie "Enril" i "Marek" byli zadowoleni z wyszkolenia swoich plutonów szturmowych. Taki obiekt budowlany, a wzięli bez strat. Czy czuli strach ci młodzi chłopcy nie obyci frontowo? To nie były ich pierwsze akcje bojowe, ale po raz pierwszy szturmowali obiekt budowlany. Cały pluton szturmowy był wesoły po tej akcji. Tylko kilku milczało, jeden długo rzygał, później się rozkleił. Zabił bagnetem po raz pierwszy w życiu.

Bolesław Czarnecki ps. Enril
(fot. zbiory ikp)
     Enril pamiętał swoje starcie na bagnety z września 1939 r. podczas obrony Warszawy. Wtenczas zabił bagnetem tych dwóch za śmierć swej obsługi rkm-u. Był wtenczas młodym krępym i silnym sierżantem piechoty z Armii "Modlin". Miał nad tymi dwoma przewagę w wyszkoleniu i sile. Wypadł na nich z impetem ze schodów na klatkę schodową, na której sprawdzali dokumenty zabitego st. strz. Banieczki. Wysokiego blondyna z Jego rodzinnych stron koszyckich.

     Nie miał litości, pierwszego uderzył na wysokości klatki piersiowej. Po zeskoczeniu ze schodów poszedł płynnie stopami na ugiętych nogach i wypadem prawej nogi nadał siłę całego ciała uderzeniu swego karabinu z bagnetem. Bagnet wszedł miękko w ciało, nie mocował się z wyciągnięciem tylko nacisnął spust i odstrzelił, broń sama odskoczyła z ciała tamtego z powrotem do jego rąk. Drugi nie zdążył dobrze chwycić za swój karabin. Na klatce mało miejsca, trzy ciała: dwóch Polaków i jeden Niemiec, ślisko od krwi, buty na gwoździach. Odbił się od pleców martwego Banieczki i z karabinem z nad głowy zadał cios kolbą na odkrytą głowę tamtego. Trafił w lewy oczodół. Tamten mocno trafiony upadł na kolana i zgiął się plecami do Enrila, chwycił się za twarz i zawył z bólu. Nie miał litości. Ponownie uderzył na niego z góry, całą siłą ciała wbił mu bagnet w plecy nieco z lewej strony, sterczącą kolbę swego Mausera przekręcił odruchowo w prawo i lewo. Było po wszystkim.

     Obok st. Strz. Banieczki leżał we krwi amunicyjny Madej. Obydwu swoim zamknął oczy, zerwał nieśmiertelniki. Zabrał z ich plecaków przygotowane koperty z adresami do najbliższej rodziny. W te koperty szef kompanii włoży formularze z informacją zawiadamiająca o śmierci żołnierza. Banieczka i Madej to 16 i 17 zabity z jego plutonu. W ciągu 10 dni wrześniowej wojny utracił 1/3 sił w zabitych, kontuzjowani i lekko rani byli wszyscy. Nie miał czasu rzygać. Sam utrzymał punkt oporu. R-km był sprawny. Do jego obsługi wyznaczył dwóch innych. Czekał na ponowne natarcie. Wehrmacht działał wtedy terminowo i w sposób zorganizowany. A on polski sierżant od 10 dni nic gorącego nie jadł. Pił brudną wodę. Miał sraczkę, zatarte pachwiny i poobdzierane krwawiące stopy, mało spał, bał się panicznie i tracił ludzi.

     Teraz po pięciu latach od tamtych wydarzeń bał się ich powtórki. Ale wydarzało się coś zupełnie innego. Wehrmacht nie nadchodził. Żandarmi i policjanci nie byli dobrze przygotowani do działań bojowych, a jego ludzie sprawdzili się w pierwszym boju i zajmowali teraz wyznaczone stanowiska na ubezpieczeniu rejonu mobilizacyjnego czwartego "koszyckiego" batalionu pod Jaksicami. Tego co rzygał i płakał odesłał wieczorem do batalionowego punktu medycznego w Koszycach. Niech stwierdzą jego przydatność do dalszych akcji bojowych.

     Po nadejściu rozkazów o wprowadzeniu czasu pogotowia, 120 Pułk AK "Kawiarnia" sprawnie zmobilizował pododdziały bojowe i służby pomocnicze i rozpoczął ich zgrywanie bojowe. Sewer ze sztabem pułku dzień i noc pracowali na stanowisku dowodzenia wydając zarządzenia przygotowawcze i rozkazy dla batalionów dotyczące ich przegrupowania na linię Nidy po wprowadzeniu stanu pogotowia i dozorowaniu szosy rokadowej zwanej Nadwiślańską. Rozkazy po wprowadzeniu stanu gotowości nadeszły w zalakowanej kopercie przed terminem z poleceniem otworzyć na sygnał "W".

     W nocy z 9/10 sierpnia pułk w czterech kolumnach marszem ubezpieczonym wyruszył nad Nidę. Od godzin porannych zajmowali wyznaczone pozycje obronne grupując się w linię obronną ze znacznym odwodem i obsadzając swoimi siłami kluczowe drogi i miejscowości. Ze strony rosyjskiej oficerowie łącznikowi dostarczyli wiadomości o nieprzyjacielu, który znajdował się między zajętymi przez nich pozycjami a pozycjami rosyjskimi.

***

     Obydwie walczące strony: Niemcy i Rosjanie od kilku dni nie prowadzili już wymiany ognia. Na froncie panowało niepisane porozumienie o wymianie handlowej. Wehrmacht od kilku dni nie otrzymywał zaopatrzenia. W cenie była rosyjska ropa i benzyna oraz konserwy, amerykańskie i rosyjskie tuszonki, a także samogon i machorka. Po raz pierwszy Wehrmacht na całym zapleczu frontu mógł uruchomić kuchnie polowe bo rosyjska artyleria nie strzelała od wielu dni.

     Po 12 sierpnia podano do wiadomości 120 pułku plan przemieszczenia poddającego front wojskom rosyjskim Wehrmachtu. Zawieszenie broni ustalono na 20 sierpnia. Żołnierze 120 pułku Armii Krajowej dozorowali przemieszczenie dywizji Wehrmachtu ze wschodu na zachód a raczej tego co z nich pozostało. Nigdy nie widzieli tak żałośnie wyglądającej siły niemieckiej. Kolumny pododdziałów przemieszczały się kilka dni. Maruderów i dezerterów wyłapywali po zagajnikach i stodołach. Gdzie niegdzie słychać było pojedyncze strzały karabinowe i krótkie serie stenów. Przyłapanych na gorącym uczynku plądrujących złodziei i gwałcicieli rozstrzeliwali na miejscu.

     Na wysokich szczeblach dyplomacji ustalone zostały powojenne granice Europy. Wiadomości o tym podało londyńskie radio 30 sierpnia 1944 r., które zachłystywało się wizją powojennych demokratycznych Niemiec. O Polsce niewiele mówiono. Oficjalne informacje w postaci rozkazów i gazetek pułkowych ukazały się w 120 pułku kilka dni później. Powstały dwa państwa polskie z granicą na linii Wisły. Państwo zachodnie pod auspicjami nowego rządu niemieckiego powstałego po udanym zamachu o kryptonimie Walkiria i Polskie państwo wschodnie kierowane przez rząd ludowy.

     Dyplomacja londyńska cieszyła się z ustalonego zwrotu finansowego za pomoc udzieloną Polsce i innym krajom w walce z faszyzmem. Niemcy i Rosja znów graniczyły ze sobą, tym razem w samy środku kontynentu.

     Na posiedzeniu MI 5 trafnie zauważył analityk tajnych służb czy aby polityka nie wymaga żeby akta sprawy Generała Sikorskiego utajnić na kolejne kilkadziesiąt lat?

historię kontrfaktyczną opracował: Piotr Staniszewski   


ŹRÓDŁA, BIBLIOGRAFIA:
  1. Bolesław Michał Nieczuja-Ostrowski; Rzeczpospolita Partyzancka
  2. Witold Modzelewski; Polska - Rosja wojny nie będzie
  3. praca zbiorowa pod red. J. Sabak, E. Olczak; Gdyby ... całkiem inna historia Polski

  4. pl.wikipedia.org
  5. upload.wikimedia.org



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Jest to złota zasada w życiu: wymagać mało od świata, a dużo od siebie.
(Władysław Biegański)
listopad  22  środa
listopad  23  czwartek
[8.00]   (Proszowice)
XLVI Sesja Rady Miejskiej - ZAPRASZAMY!
[17.00]   (Proszowice)
Czas kolosów - warsztaty paleontologiczne
listopad  24  piątek
listopad  25  sobota
[17.00]   (Proszowice)
Bezpłatny pokaz masażu SHANTALA
DŁUGOTERMINOWE:
[wystawa fotograficzna]   MUZYCY
[do 20.12.2017]    (Proszowice)
PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowickiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki; 2016 Internetowy Kurier Proszowski
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ