Obchodzić czy nie? - mała dygresja o imieninach

(fot. zbiory autora)

Proszowice, 12-01-2022

     Imieniny - dzień poświęcony naszemu patronowi, zwykle świętej/mu lub błogosławionej/mu, chociaż nie zawsze. W Polsce już od czasów słowiańskich postrzyżyn nadawano imiona, które przetrwały również w czasach chrześcijańskich, kiedy zaczęta nadawać imiona na chrzcie. Dziś także, oprócz nadawania dzieciom imion świętych i błogosławionych, nadaje się imiona o rodowodzie słowiańskim, jak chociażby Zbigniew czy Stanisław, które mam zaszczyt nosić!

     Nierzadko mamy wśród swoich znajomych kogoś, kto nosi imię Bogusław, Bogumił, Bogdan, Ciechosław, Wojciech, Sieciech, Gniewomir, Zbygniew, Zbysław, Jarosław, Jaromir, Lubomir, Miłosław, Radosław, Sławomir, Gościsław, Jarosław, Sobiesław, Witosław, Włodzisław, Włodzimir, Włodzimierz, Wojciech czy Żyrosław. Nadawało i nadaje się także imiona ważne w danej familii, jako hołd zasłużonemu przodkowi, aby go uhonorować, czy też mając nadzieję, że pożądane przymioty dziadzia, babci, wujka czy stryjka objawią się także i w naszym potomku.

     W naszej tradycji, imię było bardzo ważne jako pierwszy i przez długi czas jedyny indywidualny wyróżnik danej osoby. Imię nadane w czasie postrzyżyn, a później podczas chrztu towarzyszyło człowiekowi do końca życia. Nazwisko, a raczej przydomek lub przezwisko przy imieniu, pojawiło się dużo, dużo później. Było dodatkowym określeniem osoby, które odróżniało ją od innej o tym samym imieniu. Warto podkreślić, że przezwisko czy przydomek zwykle określało charakterystyczną cechę osoby, np. Krzywousty, Plątonogi, Śmiały, Czarny, Białowąs, odnosiło się do czynności przez nią wykonywanych, np. Furman, Śpiewak, Bednarz, Bednarczyk, albo wywodziło się od flory i fauny, jak chociażby moje nazwisko, od imion Piotrowski, Janowski, Wojciechowski czy od miejsca zamieszkania z Naramy (Naramski), z Czarnkowa (Czarnkowski), z Zasławia (Zasławski) czy z Proszowic (Proszowski). Trzeba podkreślić, że przez długi czasy przydomki dotyczyły jedynie konkretnych osób i nie były dziedziczony. Dziedziczenie nazwisk na ziemiach polskich pojawiło się tak naprawdę dopiero w okresie zaborów, kiedy administracje tych państw postanowiły ściśle kontrolować swoich poddanych. Już mniej ważne były "dymy", a ważne stały się "osoby"!

     Zwyczaj obchodzenia imienin jest bardzo popularny w Polsce, szczególnie na Ziemiach dawnej Małopolski i Wielkopolski, ale już na Górnym Śląsku i Kaszubach zwyczaj jest praktycznie nieznany. Szczególnie w okresie zaborów Polacy, specjalnie podkreślając swój patriotyzm, celebrowali imieniny, aby odróżnić się od prawosławnych Rosjan, protestanckich Prusaków, czy kajzerowskich germańskich Austriaków. Wiadomo było, że jak ktoś hucznie obchodzi imieniny, to pewnie być Polak.

     Chociaż z drugiej strony imieniny, w o wiele mniejszej skali niż w naszym kraju, obchodzi się również w Bułgarii (имeни дни), w Grecji (onomastikē eortē), w Szwecji, w Czechach (jmeniny), na Słowacji (meniny), na Węgrzech, Litwie i Łotwie (vārda dienas), a także Rosji (имeнины), Białorusi czy na Ukrainie (дeнЬ aнгeлa). W Szwecji oficjalną listę imienin publikuje Królewska Szwedzka Akademia Nauk.

     Kiedyś dzieciom nadawano imiona patrona dnia narodzin. Dzięki temu zabiegowi urodziny i imieniny przypadały w ten sam dzień. Jeżeli nadawano imię świętego lub błogosławionego to wiązało się to z powierzeniem dziecka opiece wybranego świętego. Stąd tak ważne było obchodzenie tego dnia, bo ono nie wiązało się tylko z imieniem, ale też z postacią patrona.

     Dziś kwestia nadawania imienia dziecku coraz częściej nie ma podłoża religijnego, chociaż dla wielu rodziców ma bardzo duże znaczenie. Coroczne statystyki najbardziej popularnych imion pokazują, że coraz więcej jest imion obcych tradycji polskiej. Skoro już u nas funkcjonują, to są przenoszone do kalendarza naszego z kalendarza kraju, z którym to imię jest szczególnie związane.

     Obchodzenie urodzin zamiast imienin ma zasadniczo związek z protestantyzmem, który odrzucił kult świętych, dlatego też np. w protestanckich Niemczech imieniny hucznie są celebrowane tylko w katolickiej Bawarii (Namenstag).

     To, że obecnie w Polsce odchodzi się od świętowania imienin ma też związek z amerykanizacją i komercjalizacją naszego życia. Wiadomo, że Amerykanie mogą i nazywają potomków jak dusza zapragnie. Zatem trudno byłoby znaleźć w kalendarzu świętych patronek niewiast o imieniu Toyota, Apple, Paris, Suri, Unique czy Shiloh oraz mężów noszących imiona Brooklyn, Sincere, Kingston, Armani czy Canon. Ponadto rozwinął się cały przemysł związany z obchodzeniem Birth Day. Są nawet wyspecjalizowane sklepy i magazyny z prezentami urodzinowymi, kartkami urodzinowymi, czy akcesoriami związanymi z przyjęciem urodzinowym. I tak, na fali "odgapiania" ("pawiem narodów jesteś i papugą") i amerykanizacji torty ze świeczkami i śpiewaniem Happy Birthday po angielsku zaczęły wypierać imieninowe bukiety i tradycyjne polskie "Sto lat". Widać to szczególnie w dużych miastach, gdzie świętowanie imienin stało się jakby mało trendy a dla wielu zaczęło wręcz trącić prowincją i anachronizmem.

     Ale pogłoski o śmierci Dnia Imienin okazały się mocno przesadzone. Coraz bardziej odradza się wyparta tradycja Name Day (Dnia Imienin). Szczególnie widać to w Irlandii. Irlandzka prasa szeroko rozpisuje się o odtwarzanej i coraz bardziej popularnej tradycji, która Celtom zostaje przypominana przez Polaków i która coraz bardziej podoba się mieszkańcom Zielonej Wyspy. Staje się widoczna także w Wielkiej Brytanii, Kanadzie czy USA. Ale pewnie znów jak zwykle, o sukcesie Name Day zadecyduje biznes. Jeżeli będzie szansa na zarobek, to i pojawią się środki na promocję! A wówczas na pewno tradycja ta odrodzi się też i w Polsce!

     Ale wracając na nasze podwórko. Jeżeli, ktoś (nie wypominając wieku) obejrzy się w przeszłość, to przypomni sobie że kiedyś na imieniny schodzili się wszyscy, każdy kto miał życzenie uszanować solenizant/kę/a - nie tylko rodzina, ale i znajomi, sąsiedzi. Praktycznie w każdym domu na honorowym miejscu wisiał kalendarz ścienny (chociaż był to bardziej poradnik, w którym oprócz imienin drukowane były i inne "potrzebne rzeczy gospodarskie"), w którym zapobiegliwa gospodyni lub gospodarz na początku roku, oprócz ważnych spraw związanych z prowadzeniem gospodarstwa, skrupulatnie zaznaczali imieniny osób, którym wypadało lub miało ochotę złożyć życzenia. Dlatego też łatwo było sprawdzić, jaki dzień akurat przypada i czyje to może być święto.

     A urodziny? Przecież nie każdy wiedział lub pamiętał dokładnie, kiedy kto się urodził. A pytać, zwłaszcza Pań o urodziny, było bardzo nie na miejscu, a wręcz traktowane jako grubiaństwo. Inna sprawa, że niektórzy po prostu nie lubią, a wręcz nie życzą sobie przypominania o swoim starzeniu się i przemijaniu, ulotności życia i dążeniu do jego kresu. Jak twierdzi mój znajomy, to imieniny są dla niego o tyle przyjemniejsze, że nie mówią mu tak dobitnie, że się starzeje i już "dziadzieje"!

     Także wiele niewiast (znam takie, szczególnie od pewnego wieku), unika urodzin i woli obchodzić imieniny, bo unikają w ten sposób niewygodnych pytań o liczbę świeczek na torcie!

     Oczywiście, ci którzy celebrują w pierwszej kolejności imieniny, obchodzą także ważne i znaczące dni urodzin, jak np. 18-te, kiedy nabywa się pełne prawa obywatelskie (np. można wziąć ślub). Dziś zarówno dziewczęta jak i chłopcy obchodzą razem ten dzień, ale kiedyś dziewczęta pamiętały o 18 urodzinach, natomiast panowie mogli celebrować dorosłość dopiero w 21-te urodziny.

     Warto też przypomnieć, o ważnym zwyczaju związanym z imieninami. Otóż - o czym pamięta np. pokolenie moich rówieśników - na imieniny nie było (nie ma?) zaproszeń! Zatem każdy z solenizantów musiał się odpowiednio przyszykować, bo wiadomo było, że w dniu imienin ktoś się pojawi. Kiedyś imieniny gospodarza lub gospodyni, zwłaszcza w dworach szlacheckich, potrafiły trwać parę dni. Oczywiście dzisiaj, w naszych zagonionych czasach, kiedy dla wielu każda minuta jest cenna, zwykle uzgadnia się, kiedy dana osoba jest gotowa przyjąć gości. Chociaż, także i dzisiaj tak jest ... nie zawsze.

     Jakiś czas temu w gronie znajomych dyskutowaliśmy na temat szczególnego kultywowania Dnia Imienin przez Krakowiaków. Usłyszałem utyskiwania, że z przypominaniem o imieninach jest coraz trudniej. Jest co prawda duży wybór kalendarzy, ale w coraz większej ich liczbie pokazywane są jedynie dni, tygodnie i miesiące, ale bez wskazywania imienin. Kiedyś wyczekiwane były jedno lub dwustronne kalendarze Strażackie OSP, Kominiarskie lub LZS, ale teraz również część tych podmiotów odchodzi od tradycyjnych kalendarzy preferując kilkustronicowe, trójdzielne, itp., w których niestety imion o których chciałbyś pamiętać już nie zaznaczysz.

     Mając to na względzie, postanowiłem, aby ułatwić Krakowiakom pamiętanie o imieninach, że na prowadzonej przeze mnie stronie fb, na początku każdego miesiąc będę o nich przypominał.

     Ale wracając do swoich przemyśleń, to coraz częściej obserwuję, że nasi rodacy obchodzą zarówno imieniny jak i urodziny. Wydaje mi się, że kiedy mamy gości jako Solenizanci czy Jubilaci, czy z innych ważnych okazji, najważniejsze jest przebywanie w towarzystwie bliskich i życzliwych ludzi. Bowiem każda okazja, albo nawet brak okazji, może być pretekstem do jakiejś małej uroczystości, okazania ciepła, życzliwości i pokazania, że się o kimś pamięta. I to chyba w tym przypadku jest najcenniejsze.

Zbigniew S. Grzyb   

Artykuł pochodzi ze strony: Internetowego Kuriera Proszowskiego
Zapraszamy: http://www.24ikp.pl/autorskie/godka/20220112imieniny/art.php