facebook
"Przygody Franka karierowicza tom II" odc. 39 - zaręczyny Krystyny

    Dzisiaj jest czwartek, 28 maja 2020 r.   (149 dzień roku) ; imieniny: Augustyna, Ingi, Jaromira    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   M.Fatyga   |   p.zrzęda   |   A.Powidzki   |   H.Pomykalski   |   Z.Grzyb   |   Z.Kuliś - Franek II...   |   W.Nowiński - wrześniowe...  |   M.Prüffer - paragrafy...   | 

serwis IKP / działy autorskie / przygody franka karierowicza II (Z.Kuliś) / "Przygody Franka karierowicza tom II" odc. 39 - zaręczyny Krystyny
O G Ł O S Z E N I A


"Przygody Franka karierowicza tom II" odc. 39 - zaręczyny Krystyny

(fot. ikp)

Donosy, 10-03-2020

odcinek 39 - zaręczyny Krystyny

     Trzeba przyznać, że dobre wrażenie zrobili rodzice narzeczonego Krystyny na rodzinie Koziarów. Przystojni, oboje w średnim wieku, ładnie ubrani i ich kulturalne obycie sprawiły, że onieśmieliło to w jakimś stopniu rodziców Franka, którzy też ubierali się gustownie i umieli się znaleźć w towarzystwie, ale speszeni byli, bo jak później wyznali Frankowi i Justynce, to tak się im wydawało, jakby dawni właściciele majątków ziemskich tzw. dziedzice do nich przyszli, a przed tamtymi czuło się respekt. Narobiło się z tego trochę śmiechu, bo ani Franek, ani Justynka dawnych dziedziców nie znali, ale i wesoły uśmiech zawsze wychodzi na dobre.

     Narzeczony Krysi, który też wyglądał gustownie w pewnej chwili wstał i zapytał czy może coś powiedzieć, a po otrzymaniu aprobaty powiedział to o czym już wszyscy wiedzieli, że przyjechał w celach oświadczynowych, bo ma zamiar pojąć Krysię za żonę. Nie słysząc żadnego sprzeciwu, wyjął z prawej kieszeni marynarki kolorowe pudełeczko, otworzył je i kierując się w kierunku Krysi zapytał: wyjdziesz za mnie? Krysia ledwie się powstrzymała od wypalenia: co się wygłupiasz, przecież wiesz, że wyjdę, ale tylko się uśmiechnęła i powiedziała: wyjdę. Po tym wyznaniu rozległy się brawa, a najbardziej klaskał mały Franuś syn Justynki i Franka dużego, który od jakiegoś czasu obserwował przybyłych gości i był ciekawy po co oni do nich przyjechali, a konkretnie po co ciocia Krysia ich tu przywiozła.

zaręczyny (fot. hotelpodklasztorze.pl)

     Rozmowa, która była prowadzona nie bardzo im się kleiła, chociaż przy takiej okoliczności tematów jest dużo, a przyczyną było to, że wszyscy byli abstynentami, a bez wody rozmownej trudno jest prowadzić prawdziwą rozmowę. Nalewka stała na stole, ale jakoś do rozlewania nie było chętnego.

     Tymczasem Kasia nadal zamieszkiwała w Opolu i wraz z upływem czasu pogodziła się z losem, nie wysyłała już listów do Franka i z czasem przestała o nim myśleć. Przynajmniej nie tak często jak jeszcze niedawno. Ona i Marek nie tworzyli idealnej pary, ale chociaż z trudem, to jednak się dogadywali. On objął zakład krawiecki po ojcu i wszędzie go firmował swoją osobą, chociaż ojciec też tam pracował i służył Markowi fachowym doradztwem jako doświadczony szef. Kasia pracowała jako brygadzistka, kierowała i służyła doradą grupie kobiet i na tym stanowisku dobrze się sprawdzała. Była lubiana więc wszystkie pracownice starały się wykonywać swoją pracę jak najlepiej, żeby jej nie zrobić przykrości.

     Mały Franuś chodził do przedszkola, a po osiągnięciu odpowiedniego wieku poszedł do szkoły. Chociaż na imię miał Franciszek, to mówiono mu Marek, bo oboje rodzice stwierdzili, że tak będzie lepiej. Propozycję poparli rodzice Marka i tak już zostało. W szkole też był Markiem, ale nauczycielka codziennie sprawdzając listę obecności wyczytywała go jako Franciszek. Stwarzało to zamieszanie wśród koleżanek i kolegów w klasie szczególnie w pierwszej na początku roku szkolnego. Później do tego się przyzwyczaili i wszyscy mówili mu Marek, a pani niech sobie wyczytuje jak chce.

     Zdarzyło się, że w pewną sobotę pojawił się samochód przed domem rodziców Kasi z obcymi rejestracjami. Ludzie, którzy przechodzili drogą, jak to ludzie na wsi od razu zainteresowali się, któż to do nich mógł takim samochodem zajechać? Ale szybko zagadkę rozwiązali, że to zapewne do Władzi jakiś chłopak przyjechał, jednakże niektórym nie bardzo to pasowało. Do Władzi samochodem tak nagle? Niemożliwe.

     Wieść szybko rozeszła się po wsi i trafili się tacy spod sklepu, że potrafili tę nowinę sprawdzić. I po sprawdzeniu im tylko wiadomymi sposobami ustalili, że to Kasia z całą rodziną przyjechała z Opola. Od jej wyjazdu upłynęło wiele lat, wieś się zmieniła, młodzi dorastali, a starzy odchodzili na tamten świat, a ci którzy pozostali nie bardzo się interesowali tym, kto tam do kogo samochodem przyjechał.

     Kasi cały czas chodziło po głowie, że skoro już tu przyjechała, to musi się spotkać z Frankiem, ale jak? Najlepiej byłoby iść w niedzielę do kościoła na sumę, bo tam Franek na pewno będzie, ale ona do kościoła nie pójdzie, bo nie wie jaka była by reakcja niektórych ludzi, a w dodatku jakby ją wielebny zobaczył, to i z ambony mógłby jakieś słowa do kazania wpleść, jak to jedna wierna z jego parafii zgrzeszyła. Nie, do kościoła nie pójdzie za nic w świecie.

     A może tak do sklepu pójść po jakieś zakupy i zahaczyć koło Frankowego domu? Może go gdzieś na drodze spotka? Ta wersja też odpadła, więc powiedziała sama do siebie: siedź Kaśka na dupie i nigdzie nie choć, bo znów ci głupie myśli do głowy przychodzą. Skoro tak, to właściwie po co ja tu przyjechałam? Bez nikogo innego wcale mi się nie przykrzy, a z rodzicami i Władzią widuję się, bo chociaż rzadko, ale do Opola od czasu do czasu przyjeżdżają.

     Tymczasem w niedzielę po południu, kiedy Kasia z rodziną przed powrotem do domu pakowali do samochodu wszystkie ich niezbędne rzeczy, które przywieźli i inne, które nie przywieźli, ale od rodziców dostali, nagle nadjechał drugi samochód, a w nim Franek ze swoją rodziną. Akurat Kasia w tym czasie krzątała się koło ich samochodu stojącego blisko otwartej bramy, kiedy nadjeżdżający samochód zatrzymał się ku zdziwieniu Justynki siedzącej w samochodzie i Kasi też.

     Kiedy zobaczyła Franka nie wiedziała co robić. Czy uciec do domu, czy wyjść mu naprzeciw, ale zanim zdecydowała, Franek był już przy niej i mówił: cześć Kasia. Cześć odpowiedziała speszona. I tylko tyle zdążyła odpowiedzieć, bo Franek zarzucił jej ręce na szyję i tak mocno przytulił do siebie, że o wypowiedzeniu czegokolwiek nie było mowy.

     Temu widowisku przyglądał się Marek, który akurat wyszedł z domu niosąc w rękach jakieś ubranka małego Marka i Justynka siedząca w samochodzie z małym Franusiem, który zapytał: mama kto to jest, ciocia? Nie, jakaś pani odpowiedziała Justynka.

spotkanie po latach (fot. malinowaplaneta.pl)

Już wyjeżdżacie? Zapytał Franek Kasię, na co ona odpowiedziała twierdząco. No to cześć, trzymaj się. Odwrócił się na pięcie i po chwili już siedział w samochodzie wkładając kluczyki do stacyjki.

Musiałeś tak demonstracyjnie to przywitanie afiszować? Uściski, a może jeszcze i pocałunki. Żadnego hamulca w Tobie, pomimo że ja tu siedzę i patrzę. A jak by mnie nie było? Nie spodobało mi się to Franek - powiedziała na koniec. Franek w milczeniu zapalił samochód i ruszyli wolno tam gdzie mieli zamiar jechać. Dopiero po ujechaniu kilkadziesiąt metrów powiedział. To był ostatni raz, bo uważałem, że tak wypadało. Tym przywitaniem, a zarazem i pożegnaniem oczyściłem swoje sumienie i potwierdziłem, że w tym rozstaniu z Kaśką nie ma mojej winy. Byłem do tej pory i jestem nadal przyjaźnie do niej nastawiony jako człowiek do znajomego człowieka i poza tym nic. O jakiejkolwiek iskierce miłości do niej nie ma mowy, to wszystko się wypaliło i to wszystko to przeszłość Justynko. Niech ona te wszystkie swoje niepowodzenia weźmie na siebie. I chciałbym, żebyśmy na tym tę rozmowę zakończyli i nigdy do tego tematu nie wracali. Naszym tematem niechaj będzie nasz Franuś, Ty i to jeszcze nienarodzone dzieciątko. Zgoda? Zgoda odpowiedziała Justynka ocierając łzę leniwie spływającą po policzku.

cdn.

Zdzisław Kuliś   

Zaręczyny Krystyny

Pewnego dnia narzeczony Krystyny
Przyjechał ze swoimi rodzicami.
Powodem były zaręczyny
Między tymi młodzieńcami.

I kiedy wszyscy przy stole siedzieli,
Niespodziewanie Krystyna wstała.
Co chciała powiedzieć nie wiedzieli,
A ona wskazując ręką, to jest Zbyszek powiedziała.

Zbyszek trochę wzruszony też wstał,
Sięgnął ręką do kieszeni po pudełeczko.
Zapytując, czy wyjdziesz za mnie? Pierścionek jej dał,
A ona rozpłakała się jak dziecko.

Szybko jednak powiedziała tak Zbyszku
I wszyscy wtedy zaczęli bić brawa.
Stanisław zaproponował wypić po kieliszku,
Więc spełniono propozycję Stanisława.

Wkrótce było jeszcze jedno wydarzenie.
Z Opola przyjechała Kasia z rodziną.
Franek chcąc przejechać niepostrzeżenie,
Przypadkowo spotkał się z byłą dziewczyną.

Zdzisław Kuliś; Donosy, luty 2020



idź do góry powrót


 POMOC! - GiM Proszowice  
pomoc w zakupach
OSP p. Wojciech Dzikowski
tel. 515 423 607

drobna pomoc finansowa
GOPS Proszowice
tel. 537-507-659

koordynacja, informacja
UGiM Proszowice
tel. 12 386 41 30 do 13.00

posiłki z dowozem
kliknij TUTAJ
 warto pomyśleć?  
Odwaga to drabina, po której wspinają się wszystkie pozostałe cnoty.
(Luce)
maj  28  czwartek
maj  29  piątek
maj  30  sobota
maj  31  niedziela
DŁUGOTERMINOWE:
PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ