facebook
"Przygody Franka Karierowicza" odc. 58 - pierwsze kroki Justynki u Franka

    Dzisiaj jest środa, 19 czerwca 2019 r.   (170 dzień roku) ; imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   M.Fatyga   |   Wł.Kowalski   |   p.zrzęda   |   H.Pomykalski   |   J.Bereza   |   Z.Grzyb   |   Z.Kuliś - Franek II...   |   W.Nowiński - wrześniowe...  |   M.Prüffer - paragrafy...   | 

serwis IKP / działy autorskie / przygody franka karierowicza (Z.Kuliś) / "Przygody Franka Karierowicza" odc. 58 - pierwsze kroki Justynki u Franka
O G Ł O S Z E N I A
patronaty IKP


"Przygody Franka Karierowicza" odc. 58 - pierwsze kroki Justynki u Franka

(fot. ikp)

Donosy, 28-01-2019

odcinek 58 - pierwsze kroki Justynki u Franka

     Franek pracował w gospodarstwie od świtu do nocy, żeby nadrobić opóźnienia jakie nastąpiły w uprawach, aż wreszcie po miesiącu wyszedł na prostą. Dopiero teraz zaczął rozglądać się za jakąś pracą, bo doszedł do wniosku, że pracując codziennie w swoim gospodarstwie wspólnie z rodzicami da radę wszystko zrobić na czas, pracując równocześnie w jakimś zakładzie, a pieniądze tam zarobione były by bardzo potrzebne, bo na gospodarstwie pieniądze bierze się okresowo po sprzedaniu płodów rolnych, a nie każdego miesiąca jak w zakładzie pracy. Dlatego postanowił poszukać pracę w swoim zawodzie, był przecież technikiem mechanikiem, więc mógł nawet pracować w biurze, mógł również z powodzeniem kierować niewielkim zespołem ludzi, ale mógł być też spawaczem jak dotychczas. Zresztą Franek nie bał się żadnej pracy.

     Więc kiedy zaszedł do Rejonowej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu, przyjęto go z otwartymi ramionami i po rozmowie został przyjęty na to stanowisko, gdzie pracował poprzednio, gdyż został tam tylko jeden pracownik i nie bardzo dawał sobie radę. Franek zadowolony wrócił do domu i pracował z takim zapałem, że robota wprost paliła mu się w rękach, mając nadzieję, że w niedzielę znów spotka się z ukochaną Justynką. Tak jak przedtem jeździł z Huty na wieś do rodziców i ukochanej Kasi, tak teraz jeździ odwrotnie, ze wsi do miasta też do ukochanej, ale nie Kasi, tylko Justynki. Czas zmienia życie człowieka, tak było i w tym przypadku, a znajomość z Justynką, która powoli przerodziła się w miłość sprawiła, że łagodniej było Frankowi wyjść z bólu jaki miał w sercu po zdradzie Kasi, a wraz z biegiem czasu coraz mniej o niej myślał i powoli zapominał wspólne dni spędzone razem.

     Tak jeżdżąc do Justynki niemal w każdą niedzielę rano, zachodził do niej w godzinach południowych, kiedy to ona kończyła przygotowanie obiadu na dwoje. Dopiero po obiedzie mogli poświęcić czas dla siebie do chwili, kiedy Franek nie pójdzie do autobusu, by wrócić do swojego domu. Oboje zgodnie stwierdzili, że tego czasu dla siebie mają bardzo mało i dobrze by było, żeby on przyjeżdżał w sobotę ostatnim autobusem. A gdyby od czasu do czasu przyjechał trochę wcześniej, to mogli by razem wyjść do kina lub teatru, lub nawet na uroczystą kolację w lepszej restauracji. I tak właśnie było, że Franek przyjeżdżał w sobotę wieczorem i wracał w niedzielę też wieczorem. Początkowo był problem ze spaniem, bo przecież trzeba było się przespać, a nie było gdzie. W hotelu? Nie miało to większego sensu, więc zakupili materac i Franek sypiał u Justynki na materacu, ale nie zbyt długo, tylko kilka nocy i oboje orzekli, że ten materac nie jest potrzebny, bo Justynka sypiała sama na dość szerokim tapczanie.

wnętrze wiejskiej izby (fot. polaneis.pl)

     Leżąc oboje w łóżku niejednokrotnie rozmawiali o wspólnym życiu i zawarciu związku małżeńskiego, a kiedy dochodzili do tego tematu Justynka zawsze mówiła: jeszcze nie teraz Franuś, jeszcze trochę poczekajmy. Pewnego razu Franek wpadł na pomysł, że może Justynka pojechała by z nim w jego rodzinne strony, zwiedziła by miejscowość w której się urodził i w której spędzał dzieciństwo, a przy okazji poznają ją rodzice, a on pokaże ją ludziom ze swojej wioski idąc do rodzinnego domu od przystanku autobusowego. Ta myśl nie dawała mu spokoju, ale jakoś ociągał się z tą propozycją, nie wiedząc jak Justynka ją przyjmie.

     Wreszcie, kiedy tak leżeli sobie oboje niespodziewanie Justynka powiedziała, że chciała by któregoś dnia pojechać w rodzinne strony Franka i poznać je bliżej, bo do tej pory zna je tylko z jego opowiadań. A on tylko na to czekał i podniesionym aczkolwiek radosnym głosem powiedział: no pewno, że powinnaś jechać i to w krótkim czasie póki jest ładna pogoda. Więc ustalili niedzielę w którą pojadą i omówili szczegóły wyjazdu. I w ten sposób Franków problem rozwiązał się sam.

     Po powrocie do domu Franek niezwłocznie przekazał, tą miłą wiadomość rodzicom z czego bardzo się ucieszyli. Do jej przyjazdu pozostał tydzień, a więc musimy się wziąć do roboty i wysprzątać wszystko na błysk nie tylko w domu, ale w obejściach gospodarczych też i tam przede wszystkim. Powiedziała Zofia matka Franka. W domu nie ma się czego wstydzić, bo ona zawsze starała się utrzymać należyty porządek, ale na podwórzu byłoby dużo do życzenia w tym temacie, bo na podwórzu, jak to na podwórzu w gospodarstwie, zawsze można czymś naśmiecić: a to przez traktor, którym się wjeżdża i wyjeżdża, a to przez krowy przeganiane na łąkę, a to przez kury, które chodzą po podwórzu, a to wreszcie przez owce przeganiane na pastwisko. Na wsi nie można po każdym przejeździe traktora, czy przegonieniu krowy sprzątać, bo nie ma na to czasu, chyba, że zabrudzenie jest bardzo rażące. Więc przez cały tydzień oprócz planowanych prac polowych zajmowali się sprzątaniem.

     Aż wreszcie nadeszła oczekiwana przez Franka, a i przez rodziców też, sobota kiedy Franek pojedzie po Justynkę, a przyjadą w niedzielę w godzinach przedpołudniowych. Przed wyjazdem powiedział jeszcze matce, że jak przyjadą być może będzie to dzień ich zaręczyn. Szkoda, że Krysi siostry Franka nie będzie na tych zaręczynach, ubolewała matka, ale miała nadzieję, że może jeszcze przyjedzie, bo list do niej wysłali w poniedziałek. Wprawdzie w liście o zaręczynach nie było mowy, ale, że Franek przyjedzie z Justynką napisali i prosili gdyby mogła, to dobrze by było, żeby przyjechała.

zabudowania gospodarcze (fot. teatrnn.pl)

     Na drugi dzień była piękna słoneczna pogoda, więc samopoczucie od samego rana u wszystkich było dobre. Stanisław z żoną Zofią poszli jak zwykle w godzinach rannych do kościoła, a po powrocie zastali drzwi wejściowe do domu otwarte. Co jest grane pomyśleli? A Stanisław dałby sobie głowę uciąć, że je zamykał. Wtedy to z pokoju wyszła Krystyna, która około pół godziny temu przyjechała. Z otwarciem drzwi nie miała trudności, bo zawsze miała przy sobie klucz od domu, który przechowywała jeszcze od czasów lat szkolnych.

     Po przywitaniu Zofia i Krysia zajęły się gotowaniem uroczystego obiadu, a w krzątaninie przy niektórych pracach, które mogą być wykonywane przez mężczyznę pomagał im Stanisław. Przy tej pracy opowieściom ciekawostek nie było końca, a najwięcej ich przywiozła Krystyna. Były to nowinki z jej pracy, z jej życia, a nawet najnowsze wiadomości ze świata. Rodzice zaś opowiadali jej o ich życiu o gospodarstwie, o ludziach we wsi i o Franku, który powoli zapomina o Kasi.

     Akurat obiad się dogotowywał kiedy Krysia spojrzała w okno i z okrzykiem radości zawołała: już idą! W tym momencie wszyscy czworo, którzy byli w kuchni spojrzeli w okno jak na komendę. I rzeczywiście Franek i Justyna dochodzili już do furtki przez którą dochodziło się do małego chodniczka prowadzącego do drzwi ich domu. Zofia i Krystyna pospiesznie wybiegli przed drzwi, aby przywitać gości, a szczególnie Justynkę, która będąc pierwszy raz rozglądała się na wszystkie strony. No i nastąpiło przywitanie i przedstawianie siebie nawzajem.

cdn.

Zdzisław Kuliś   

Justyna u Franka

Franek chwilowo nie pracował
Po odejściu z pracy w Nowej Hucie.
Codziennie gospodarstwem się zajmował,
A do Justynki żywił wielkie uczucie.

Wtedy pomyślał, żeby ją zaprosić do siebie,
Bo już był czas, by do niego przyjechała.
Czy przyjmie zaproszenie, tego nie wie,
Ale okazało się, że ona też o tym myślała.

Więc na pewną niedzielę datę ustalili
I tego terminu stanowczo się trzymali.
W umówionym czasie z Frankiem się zjawili,
A jego rodzice przed domem ich powitali.

Franek pojechał po Justynkę w sobotę
I został u niej do niedzieli.
Cały miniony tydzień odwalał robotę,
Żeby Justynkę w czystych obejściach przyjęli.

Kiedy już wszyscy ze wszystkimi się przywitali
Franek w stresie tak się zagalopował,
Że z matką i Krysią trzy razy się ściskali,
A w dodatku ojca w rękę pocałował.

Narobiło się przy tym śmiechu nie mało,
A najbardziej Krysia się śmiała.
Siadajcie do stołu, bo mi się jeść zachciało,
A zupa wystygnie, gdy długo będzie stała.

Zdzisław Kuliś; Donosy, 16 grudnia 2018



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Najlepszym sposobem, by zrealizować własne sny, jest się obudzić.
(Paul Valery)
czerwiec  19  środa
czerwiec  20  czwartek
czerwiec  21  piątek
[18.00]   (Proszowice)
IV Noc Świętojańska
czerwiec  22  sobota
DŁUGOTERMINOWE:
PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ