facebook
"Przygody Franka Karierowicza" odc. 30 - przygoda w wesołym miasteczku
Loading

    Dzisiaj jest sobota, 22 września 2018 r.   (265 dzień roku) ; imieniny: Maury, Milany, Tomasza ED Bez Samochodu    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   M.Fatyga   |   Wł.Kowalski   |   p.zrzęda   |   P.Staniszewski   |   H.Pomykalski   |   J.Bereza   |   Z.Grzyb   |   Z.Kuliś - Franek...   | 

serwis IKP / działy autorskie / przygody franka karierowicza (Z.Kuliś) / "Przygody Franka Karierowicza" odc. 30 - przygoda w wesołym miasteczku
O G Ł O S Z E N I A
patronaty IKP


"Przygody Franka Karierowicza" odc. 30 - przygoda w wesołym miasteczku

(fot. ikp)

Donosy, 14-04-2018

odcinek 30 - przygoda w wesołym miasteczku

     Ściana takiego pieca miała dużo ponad sto centymetrów grubości, pomimo to pod wpływem działania wysokiej temperatury tak grube ściany przepalały się, tworząc otwory nawet na zewnątrz. Do takiego stanu nie można było dopuścić, bo mogłaby zaistnieć możliwość wydostania się płynnej stali o tak wysokiej temperaturze na zewnątrz, a wtedy byłaby katastrofa. Dlatego co pewien okres spuszczano stal, piec wygaszano, wychładzano i remontowano. Wtedy to przy generalnym remoncie takiego pieca wyburzano wszystkie cegły, którymi był piec wyłożony i wmontowywano nowe. Trzeba było też dokładnie sprawdzić konstrukcję nośną pieca i chociaż by były maleńkie nadpalenia konstrukcji, trzeba było te elementy wymienić. Wtedy niezbędni byli spawacze. Wszystkie elementy trzeba było zespolić, a drobne ubytki tak wypełnić by wyglądały jak nowe.

     Spawanie konstrukcji pieca było trudne, to nie była robota na ziemi, tylko na wysokości, często u góry ponad głową spawającego. W związku z tym bolały ręce wciąż podniesione do góry, a i palnik coś ważył, a w drugiej ręce maska. Maska była konieczna do chronienia wzroku przed naświetleniem i uniknięcia nawet utraty wzroku. Spawanie w takich warunkach było wyczerpujące, a do tego dochodziła temperatura pieca. Niejednokrotnie piec został dopuszczony do remontu pomimo, że temperatura była wyższa jak pozwalały normy. Bywało, że do wychłodzenia pieca, aby on osiągnął dopuszczalną temperaturę trzeba było poczekać jeszcze dobę albo dwie, ale o ten czas właśnie przedłużał się czas postoju, a zatem duże straty dla huty. Więc remontowano powoli w podwyższonej temperaturze, a on z godziny na godzinę był bardziej chłodniejszy, aż osiągnął dopuszczalną normę. W dodatku na hali było duże zapylenie, które przedostawało się do płuc, co było bardzo szkodliwe dla zdrowia.

     W takich to warunkach pracował Franek żeby zarobić więcej jak w Gminnej Spółdzielni. Całe szczęście tak złe warunki nie były zawsze, bo gdy nie było generalnego remontu, tylko normalny bieżący, albo wcale nie było, to wtedy Frankowa robota była bardziej spokojniejsza, nie przy piecu, czy w piecu, tylko gdzieś na boku, spawając jakieś elementy blach, czy dźwigarów dla potrzeb huty. Wtedy robota była spokojniejsza, mniej nerwowa i mniej wyczerpująca, niejednokrotnie na świeżym powietrzu.

     I tak mijały dnie i noce Frankowej pracy w Kombinacie Metalurgicznym w Nowej Hucie, i na oczekiwaniu i tęsknocie do jego kochanej Kasi. Franek też myślał całymi dniami i nocami gdy nie mógł spać, ale to nic nie pomagało, jedynie co mogło się z tego myślenia zdarzyć, to wpadnięcie w depresję, a to choroba bardzo niebezpieczna. A więc pozostało tylko realizować to co sobie sam sprawił, być w tym konsekwentny i czekać co z tego wyniknie.

     On sobie zapewne da ze swoją pracą radę, ale co z Kasią będzie, przecież oni się tak kochają, a teraz ta rozłąka? Ale jak dotąd było wszystko jak dawniej, utrzymywali między sobą łączność listową, nie raz umawiali się, że o wyznaczonej godzinie Kasia będzie u sołtysa, gdzie był telefon, a on w tym czasie będzie z poczty do niej dzwonił, a ponadto tak często jak tylko mógł przyjeżdżał w rodzinne strony i najprzód po przyjeździe pędził do Kasi. No i jeszcze rodzice z tą swoją, a właściwie jego hodowlą, ale jakoś dawali sobie radę. Wynajmowali pracownika kilka razy w miesiącu, raz więcej, raz mniej, na tyle na ile zachodziła potrzeba. Franek w wolnych chwilach nie siedział w domu, bo usiedzieć bezczynnie, by nie mógł, tylko wyskakiwał na miasto w którym zawsze się coś ciekawego działo.

beczka śmierci (fot. lunapark-bajka.pl)

     Pewnego razu jadąc z pracy do domu około godziny piętnastej, zauważył przez okno tramwajowe, że obok placu centralnego niedaleko kina Światowid rozkładają wesołe miasteczko. Ciekawy jakie to rozrywki chcą im zaoferować, po zjedzeniu obiadu podjechał tam tramwajem. No i zobaczył bardzo dużo ciekawych rzeczy, a między innymi wielką beczkę w której będzie można jeździć po ścianie na motorze. Jak to po ścianie na motorze? Nie mógł sobie wyobrazić Franek. Koniecznie musi to zobaczyć, ale w tym dniu było to nie możliwe, bo to wszystko było dopiero montowane. Proszę przyjść jutro, głosy zaproszenia płynęły przez głośniki. Wesołe miasteczko miało stać kilka dni i czynne było od rana do wieczora.

     Następnego dnia pogoda była słoneczna, więc po obiedzie udał się Franek z kolegą do wesołego miasteczka, aby się trochę rozerwać. No i co tam zobaczył? Karuzele, zjeżdżalnie i różne cuda w większości dla dzieci, ale jedno co go zaciekawiło, to jazda na motorze po ścianie. Do tego celu służyła rzeczywiście trochę podobna do beczki budowla zbudowana z grubych desek i belek wzmacniających. Wysokość wynosiła do około dziesięć metrów i średnicy około sześć, a może więcej. U góry na szczycie tej beczki wokoło był tzw. taras widokowy, gdzie gromadzili się widzowie i patrząc w dół obserwowali popisy motocyklistów. Na dole były drzwi, którymi wjeżdżali akrobaci lub wprowadzali motocykle. Potem drzwi zostały zamknięte na zamek, żeby nikt nawet nieumyślnie ich nie otworzył w czasie występu. Były one szczelnie dopasowane do ściany, trochę łukowate, albowiem po nich też jeździły motocykle.

     Kiedy już był komplet widzów wchodził akrobata tymi drzwiami dosiadał motocykla, który już w tym wypadku stał na dole na stanowisku startowym, odpalał go i start. Najprzód zrobił okrążenie wkoło wzdłuż ścian beczki, a potem dając gazu wjeżdżał na ścianę i mknął dokoła, że aż dudniły dechy z których była zbudowana, a ryk silnika dodawał trwogi. Wyjeżdżał tak wysoko, że stojąc tak u góry z głową pochyloną w dół czasami miało się wrażenie, że zaczepi o nią stopką motocykla, aż wszyscy widzowie odruchowo podnosili głowy, aby chronić je od urazu. Gdy tak pojeździł kilkanaście minut zjeżdżał ze ściany w dół, otwierał drzwi, którymi wjeżdżał drugi motocyklista. Zamknęli drzwi i dopiero wtedy się zaczęło. Najpierw jeden dosiadł motocykla, a potem drugi i zaczynała się jazda w duecie. To dopiero było widowisko. Ludzie o słabych nerwach nie mogąc patrzeć, schodzili z tarasu widokowego w dół byle dalej od ich wyczynów. A oni jeździli po ścianie robiąc ósemki krzyżując się nawzajem.

na planie (fot. radiowroclaw.pl)

     Była tam jeszcze jedna atrakcja, którą też nie często można zobaczyć, a nawet wcale. Otóż w tymże wesołym miasteczku kręcono film. Jaki to będzie film grupa filmowców nie chciała zdradzić w każdym bądź razie nie zwykłym osobom odwiedzającym wesołe miasteczko. Widać było kręcących się tam aktorów w specjalnych strojach i panie w kapeluszach przynajmniej sprzed stu lat, siedzących przy stolikach, palących papierosy w długich na dwadzieścia centymetrów lufkach i popijających herbatkę lub kawę.

cdn.

Zdzisław Kuliś   

Statysta

Dobrze się czuł Franek w Nowej Hucie,
Spawając różne elementy stalowe.
Nie gasło do Kasi jego uczucie,
A pospawane elementy wyglądały jak nowe.

Jednakże spawanie to ciężka praca,
Szczególnie przy remoncie pieca hutniczego.
Kto słaby niech sobie głowy nie zawraca
I poszuka zajęcia innego.

Pewnego dnia wesołe miasteczko przyjechało,
Co wzbudziło u Franka zainteresowanie.
Jednakże nic go tak nie zainteresowało
Jak jazda motocyklem po ścianie.

Ciekawostką też było w miasteczku
Statystowanie do filmu tam kręconego.
W godzinach popołudniowych i po zmierzchu
Mogli zatrudnić każdego im odpowiadającego.

I załapał się Franek jako statysta,
Co było dla niego zaszczytem nie lada.
Może zamiast spawacz będzie z niego artysta
Myślał z humorem: ale Kasia była by rada.

Zdzisław Kuliś; Donosy, 25 marca 2018



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Przyjaźń jest drzewem, pod którym możemy się schronić.
(Samuel Taylor)
wrzesień  22  sobota
wrzesień  23  niedziela
[11.00]   (Klimontów)
B klasa (Kraków1) VI kolejka
Agricola Klimontów - LKS II Niedźwiedź
[10.00 i 12.30]   (Wieliczka)
"Mama, tata i ja" w poszukiwaniu skarbu...
[12.15]   (Proszowice)
Jesienne porządki - teatrzyk
[15.00]   (...)
B klasa (Kraków1) VI kolejka
Milenium Radziemice - Sparta Skrzeszowice
[16.00]   (Proszowice)
KO (Kraków1) VII kolejka
Proszowianka Proszowice - Spójnia Osiek
wrzesień  24  poniedziałek
wrzesień  25  wtorek
[8.30]   (Proszowice)
74. rocznica utworzenia Rzeczpospolitej Partyzanckiej - sportowo i patriotycznie
[18.00]   (Kraków)
Czarna ikona - Biełomor. Kanał Białomorski. Dzieje. Ludzie. Słowa - spotkanie w KKW
DŁUGOTERMINOWE:
[wystawa fotograficzna]   Lancorona
[wrzesień-październik]    (MBP Proszowice)
PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ