facebook
"Przygody Franka Karierowicza" odc. 20 - pierwsze kroki do zgody

    Dzisiaj jest środa, 12 grudnia 2018 r.   (346 dzień roku) ; imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary    
 |   serwis   |   wydarzenia   |   informacje   |   skarby Ziemi Proszowskiej   |   Redakcja   |   tv.24ikp.pl   |   działy autorskie   | 
 |   M.Fatyga   |   Wł.Kowalski   |   p.zrzęda   |   P.Staniszewski   |   H.Pomykalski   |   J.Bereza   |   Z.Grzyb   |   Z.Kuliś - Franek...   |   W.Nowiński - wrześniowe...  | 

serwis IKP / działy autorskie / przygody franka karierowicza (Z.Kuliś) / "Przygody Franka Karierowicza" odc. 20 - pierwsze kroki do zgody
O G Ł O S Z E N I A
patronaty IKP


"Przygody Franka Karierowicza" odc. 20 - pierwsze kroki do zgody

(fot. ikp)

Donosy, 28-12-2017

odcinek 20 - pierwsze kroki do zgody

     Wstydziła się ludzi, bała się po prostu, że ktoś ją zapyta dlaczego szła sama i co ona odpowie, a jak jej na to zapytanie staną łzy w oczach? To jak będzie? Ludzie już w Nowy Rok pod kościołem szemrali, że coś się musiało stać między Frankiem, a Kaśką, bo sama wracała z zabawy sylwestrowej. Było już widno i wiele ludzi ją widziało jak szła sama. Ona też widziała ludzi krzątających się w swoich obejściach, nawet niektórym dzień dobry mówiła. To nie jest miasto, albo wielka osada, to jest wioska, gdzie wszyscy się znają od urodzenia, każdy zna poczynania sąsiada, a są i tacy, którzy się cieszą jak sąsiadowi, czy innemu źle się stanie. Oczywiście nie wszyscy, bo może te nauki księdza coś dają, ale są. Dobro i miłość trzeba mieć w sobie jak mówi przysłowie: "Dobrego karczma nie zepsuje, a złego kościół nie naprawi".

     Tymczasem dni płynęły, a oni spotkać się nie mogli. Aż wreszcie któregoś dnia matka Kasi Teofila mówi do niej poszłabyś do sklepu, bo już się pokończyły artykuły pierwszej potrzeby to byś zrobiła zakupy, a przy okazji spacer ci dobrze zrobi, a może Franka gdzieś po drodze spotkasz? Zawsze chodzę, to i teraz pójdę, bo robić nic nie mogę, nawet mi się szyć nie chce, a szycie przecież bardzo lubię, powiedziała Kasia. Założyła ciepłe ubranie i poszła. Wcześniej jeszcze wzięła od matki kartkę ze spisem artykułów jakie trzeba kupić i pieniądze. Idzie sobie, idzie spacerem, bo niby do czego miała się spieszyć, zaszła do samego sklepu i Franka nie spotkała, a jemu już się znudziło to codzienne chodzenie po wsi bez celu i tym razem nie wyszedł, zajął się swoim ciągnikiem, bo czas leci, a prace nie za szybko się posuwają.

     Wreszcie wpada Maniek Rajtar do niego, ten co to na drodze zmarznięty leżał i mówi: nie chciałbyś spotkać się z Kaśką? A bo co, Bo jest w sklepie, ale taka jakaś smutna nie taka jak zawsze wesoła, chora czy co? A może bym się i spotkał odrzekł Franek, nie dając po sobie poznać, że tylko o tym marzy. Złapał z wieszaka kurtkę i prawie pędem pognał w stronę sklepu. Niestety zanim zaszedł Kasi już nie było. Musiało upłynąć dużo czasu skoro ona już nie spiesząc się zdążyła zrobić zakupy i już jej w zasięgu oczu na drodze widać nie było. Poszedł szybkim krokiem w stronę w którą powinna pójść Kasia, ale ani widu, ani słychu. I po ptokach pomyślał zasmucony Franek, miało być już tak pięknie, a jest tak jak było. Nieśmiałość i ambicja robi swoje. Gdyby wtedy poszedł za nią do domu i szczerze porozmawiali oboje, to na pewno ta udręka została by zakończona. Ale jego na to stać nie było, a przecież Kasia nie pójdzie do jego domu, bo nie wypada, a zresztą to nie z jej winy to całe zamieszanie, jeśli to tak delikatnie można nazwać zamieszaniem.

powrót do domu (fot. sporty-zimowe.pl)

     Nadeszła następna niedziela, ludzie idą do kościoła i z kościoła, trzeba będzie i mnie iść na tą mszę co Kasia chodzi, to zapewne tam ją spotkam. Wiedział na którą mszę chodzi więc poszedł i on z tą myślą, że jak się pod kościołem, czy w kościele nie pogodzę z moją Kasią to gdzie? Tak na serio, to był gotowy nawet uklęknąć przed ołtarzem, byle tylko pogodzić się z ukochaną. Tak rozłąka wpłynęła na niego, że z rozpaczy nie mógł sypiać, ani jeść. Rodzice to widzieli i trochę bali się o niego, żeby co złego mu się nie stało, ale za dużo nie mogli zaradzić, jedynie przegadać mu do rozsądku.

     Przed kościół zaszedł wcześniej i stanął w tym miejscu gdzie schodzą się chłopaki z jego wsi, przywitał się z tymi, którzy już tam byli i rozgląda się, kto nadchodzi i czy wśród nich nie idzie Kasia. Stoi pięć minut, dziesięć i nic, wreszcie za niedługo powinna rozpocząć się msza święta, a jej nie ma. Już miał wejść do kościoła, patrzy, a za nim Kasia. Cześć powiedział, cześć odpowiedziała i weszła do kościoła. Jest, to już dobrze pomyślał i też wszedł do kościoła. Teraz tylko musi uważać jak wyjdzie z kościoła, to podejdzie do niej i idąc razem drogą do domu wszystko jej wyjaśni, przeprosi i będzie, tak jak dawniej. Jak zamyślił, tak też zrobił, obawiając się tylko o to by nikt do nich nie dołączył, bo wtedy nie będą mogli na osobiste tematy rozmawiać.

     Kiedy Kasia wyszła dołączył do niej i od pierwszej chwili przystąpił do przeprosin, ale ona zaproponowała, żeby przyszedł do niej wieczorem, to w spokoju i cieple porozmawiają sam na sam i wyjaśnią sobie wszystko, co mają do wyjaśnienia. Franek nie spodziewając się takiego obrotu sprawy z radości uścisnął ją przy wszystkich, którzy szli z kościoła jakby chciał zademonstrować, że między nimi wszystko układa się jak najlepiej i poszli sobie obok siebie w kierunku domów. Rozmowa układała im się dobrze, od czasu do czasu śmiejąc się wesoło jakby między nimi nie było żadnej kłótni. Zapewne cieszyli się, że po około dwutygodniowym nie widzeniu się, znów są razem, a to co było pójdzie w zapomnienie w myśl znanego starego przysłowia, że czas goi rany. Tym razem Franek poszedł z Kasią aż przed jej dom, demonstrując ten spacer przed całą wsią. Dopiero przed jej domem rozeszli się, mówiąc sobie ciepłe pa, do zobaczenia wieczorem.

     Kasia weszła do domu uradowana, od progu pytając mamy, czy nie pomóc jej coś przy obiedzie, na co mama odpowiedziała, że nic, obiad już jest prawie gotowy, zaraz będę podawać. Rodzice też byli uradowani, że Kasia i Franek wrócili do siebie, bo gdy w poprzednich dniach widzieli swoją Kasię w złym stanie, bali się, żeby jeszcze w depresję z tego wszystkiego nie wpadła. Wprawdzie nie wiedzieli, że przed młodymi jest jeszcze rozmowa na ten temat wieczorem, ale już i oni stali się weselsi, bo byli to dobrzy ludzie i uważali, że smutek córki, jest również ich smutkiem. Przez cały miniony okres tłumaczyli jej, że po burzy następuje cisza, tak i po smutku następuje radość i tak i z nimi będzie, ale przecież sami nie byli tego pewni, bo chociaż Franek dobry i wyrozumiały chłopak, to nigdy nie wiadomo jak się ta ich kłótnia może zakończyć.

     Franek też zaszedł wesoły do domu, na co rodzice od razu zwrócili uwagę i przyglądali mu się uważnie mówiąc: widzisz kościół jednak ma duży wpływ na zachowanie człowieka, bo od razu jesteś inny, chyba porządne kazanie ksiądz wygłosił, że trafiło ci do rozsądku. Nie mamo, nic specjalnego nie mówił, mówił tylko coś o zazdrości, że zazdrosny sam sobie szkodzi i takie tam jeszcze wokół tego ostrzeżenia, czy przestrzeżenia, dokładnie nie wiem. Aha powiedziała matka, to już bardzo dużo i poszła nalewać świąteczny rosół.

para zakochanych (fot. zbiory autora)

     Tak Kasia, jak i Franek nie mogli się doczekać wieczora. Franek chociaż była niedziela, poszedł do garażu popatrzeć na rozłożone części od traktora i jeszcze raz rzucić okiem, co jeszcze trzeba będzie kupić i po niedzieli zabrać się twardo do roboty, bo te ostatnie dwa tygodnie to zostały zmarnowane. Tyle, że do pracy, w której był zatrudniony poszedł, tam zrobił, to co było potrzeba, ale po powrocie do domu nie robił nic. Nie miał ochoty i siły, po prostu nic mu się nie chciało. Przyszedł do rodziców i mówi, że po niedzieli trzeba jechać za tymi częściami do traktora, bo nadejdzie wiosna, a on nie będzie wyremontowany. No dobrze powiedzieli niemal razem, ale z pieniędzmi krucho. Wprawdzie mamy jeszcze trochę grosza, ale choć byśmy wszystko wydali, to i tak będzie mało, a przecież w domu coś musimy mieć. Z tym traktorem, to nam nic nie wyjdzie, szkoda tylko, że podjęliśmy się tego. No to niedobrze, bo chociaż i ja dam swoje pieniądze co zarobię, to i tak mało będzie, bo nie zarabiam znów tak wiele. cdn.

Zdzisław Kuliś   

Trudne rozstanie

Bardzo trudne dni nastały
W życiu dwojga zakochanych.
Nawet ich rodziny się nie spodziewały,
Że po zabawie zobaczą ich zapłakanych.

Franek szukał pretekstu do spotkania,
Więc zaczął po wsi bez celu chodzić.
Kasia też chciała napotkać Frania
I szybko się z nim pogodzić.

Ale ich drogi zbieżne nie były
I do ich spotkania wniosły nie wiele.
W rożnych kierunkach prowadziły,
Więc może spotkają się w kościele?

W niedzielę Franek pięknie ubrany
Poszedł na mszę do kościoła.
Gdy Kasia zobaczyła, że jest ukochany
Zrobiła się bardzo wesoła.

Podczas mszy kolędy śpiewała,
Mając nadzieję, że szanse mają.
Cały czas go obserwowała
I była pewna, że się spotkają.

Wkrótce swoje marzenia spełnili.
Po mszy razem do domu wracali,
A wieczorem szczęśliwi byli
Gdy w ciepłym domu się przytulali.

Zdzisław Kuliś; Donosy, 17 grudnia 2017



idź do góry powrót


 warto pomyśleć?  
Raj nie jest z tego świata, ale są na nim jego fragmenty.
(Anonim)
grudzień  12  środa
grudzień  13  czwartek
grudzień  14  piątek
grudzień  15  sobota
DŁUGOTERMINOWE:
PRZYJACIELE  Internetowego Kuriera Proszowskiego
strona redakcyjna
regulamin serwisu
zespół IKP
dziennikarstwo obywatelskie
legitymacje prasowe
wiadomości redakcyjne
logotypy
patronat medialny
archiwum
reklama w IKP
hierarchia
parametry
miejsce prezentacji
ceny
przyjaciele
copyright © 2016-... Internetowy Kurier Proszowski; 2001-2016 Internetowy Kurier Proszowicki
Nr rejestru prasowego 47/01; Sąd Okręgowy w Krakowie 28 maja 2001
Nr rejestru prasowego 253/16; Sąd Okręgowy w Krakowie 22 listopada 2016

KONTAKT Z REDAKCJĄ
KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ         KONTAKT Z REDAKCJĄ